Nauka w komunizmie

WITAM PAŃSTWA NA MOJEJ STRONIE AUTORSKIEJ

      PIOTR JAROSZYŃSKI  

"Sic vive cum hominibus, tamquam deus videat; sic loquere cum deo, tamquam homines audiat" Seneka

Nauka w komunizmie

fragment mojej książki

Piotr Jaroszyński

Człowiek i nauka

wyd. Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu

Lublin 2008

od str. 242 do str. 283

Copyright by Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu

 

Rozdz. 4 Nauka na usługach totalitaryzmu

 

Na wieku XX potężne piętno odcisnęły dwie ideologie: komunizm i nazizm. Legły u zaplecza rewolucji i wojen, jakich ludzkość nigdy do tej pory nie zaznała. Pociągnęły za sobą dziesiątki, jeśli nie setki milionów ofiar. Zgodnie z ich zasadami zbudowano wiele państw totalitarnych, które stały się okupantem, również dla własnych obywateli.

Chociaż w swych dziejach ludzkość doświadczyła wielu nieprawości, a na czele państw nierzadko stali wyrafinowani i okrutni despoci, to jednak współczesne totalitaryzmy przekraczają wszystko, co do tej pory miało miejsce. Ale nie dlatego, że ludzie władzy nabrali gorszych niż dawniej cech, bo historia zna przypadki różnych politycznych zwyrodnialców, czy psychopatów, ale dlatego że przemoc, niewola i zbrodnia przybrały rozmiar dotąd niespotykany. A stało się to możliwe dzięki technologii, ta zaś, jak widzieliśmy, była owocem przeorientowania celu zarówno nauki jak i filozofii.

Zakres skuteczności ideologii totalitarnych jest natury technicznej, ale ich geneza jest natury intelektualnej. Jeżeli ludzkość w dalszym ciągu jest zagrożona przez różne formy totalitaryzmu, których najnowszym przejawem jest terroryzm, to bez wyjaśnienia ich związku z koncepcją filozofii i koncepcji nauki, zagrożenia nie ustąpią, a nawet będą się potęgować.

Teoretyczne podstawy obu ideologii mają długą historię, ale przełomową rolę odgrywa wiek XIX. Wtedy to powstał komunizm i socjalizm jako ideologie, a więc jako dalekosiężny program przebudowy człowieka i społeczeństwa, program opanowania Ziemi, a nawet podboju wszechświata. Było to oczywiście nawiązanie do projektów, które pojawiły się co najmniej dwa wieki wcześniej, a o których już była mowa, ale tym razem przedsięwzięcie nabrało niespotykanego dotąd rozmachu, ponieważ zaangażowały się w nie środowiska polityczne, dla których była to szansa na dojście do władzy w skali państwowej jak i międzynarodowej. Dojście do władzy przekonanych o swej misji polityków nie było końcem, lecz początkiem umacniania i poszerzania ideologii.

 

1. Komunizm

 

Chociaż przymiotnik „communis” należy do klasycznej łaciny, to rzeczownik „komunizm” jest neologizmem, który pojawił się dopiero pod koniec pierwszej połowy XIX w. Jego twórcą był zapomniany dziś założyciel Londyńskiego Stowarzyszenia Propagandy Komunistycznej i Komunistycznego Kościoła – John Goodwyn Barmby (1820-81).

Odwołanie do słowa łacińskiego miało na celu wyeksponowanie pozytywnego znaczenia tego, co wspólne („communis” – wspólny), a dokładniej wspólnej własności, a zarazem odrzucenie – jako źródła zła – własności prywatnej. Takie podejście do problemu własności nie było pomysłem wieku XIX, ponieważ pojawiło się już w utopiach starożytnych, jak choćby w Państwie Platona. Ale XIX-wieczny komunizm to było nie tylko stanowisko ekonomiczne, zaangażowane w spór o rodzaj własności; to było stanowisko zarazem polityczne i historiozoficzne, ponieważ wpisywało się w walkę o władzę na skalę cywilizacyjną i globalną. Z tego tytułu komunizm potrzebował odpowiedniej nauki i odpowiedniej filozofii, które z jednej strony „uzasadnią” słuszność komunizmu, z drugiej umożliwią realizację obranych celów.

Samo wyakcentowanie własności jako wspólnej nie ujawnia jeszcze istoty komunizmu z punktu widzenia koncepcji człowieka i społeczeństwa. Uwyraźnienie takie jest obecne w słowie „socjalizm”. Jest to neologizm, który pojawia się nieco wcześniej niż słowo „komunizm” (ok. 1835). Utworzony został przez komunistów (Pierre Leroux lub Saint Simon), i w łączności z komunizmem, bo służył na określenie komun organizowanych przez Roberta Owena. Rzeczownik ten pochodzi od przymiotnika „socius”, który oznacza coś wspólnego, tyle że w odniesieniu do ludzi. Jak komunizm jest wspólnotą dóbr, tak socjalizm jest wspólnotą ludzi. Ale jaka to wspólnota? Jest to wspólnota, w której członkowie zatracają swoją odrębność, przestają, mówiąc językiem filozoficznym, być podmiotami, a funkcjonują wyłącznie jako części substancji, a nawet jako relacje między częściami. Oznacza to, że w socjalizmie człowiek jest tylko zbitką relacji społecznych.

Komunizm i socjalizm dopełniają się, a równocześnie otwierają drogę do totalitaryzmu, ponieważ prawdziwą całością („totum”) i podmiotem (substancją) jest tylko społeczeństwo, a nie poszczególne jednostki.

Słowo „komunizm” bywa czasem używane węziej, na oznaczenie stanowiska w sprawie własności, ale najczęściej stosowane jest szerzej, obejmując wizję człowieka i społeczeństwa zawartą w słowie „socjalizm”. W komunie nie tylko własność ma być wspólna, ale i poszczególni ludzie nie mogą należeć do samych siebie, bo są własnością społeczno-państwową. W praktyce państw komunistycznych właścicielem i dóbr i ludzi było państwo, a dokładniej rządząca partia komunistyczna. Pod jej to kontrolą znalazł się też system edukacji i nauka, wraz z filozofią.

 

 

A. Komunizm przeciwko filozofii

Status komunizmu jako wiedzy pozostaje sporny. Czy jest to filozofia, czy raczej ideologia, w skład której wchodzą różne wątki filozofii, nauki i światopoglądu? Spór ten bierze się stąd, że programowy komunizm nie ma charakteru teoretycznego, lecz praktyczny, a jako praktyczny wykorzystuje różne dziedziny wiedzy, w tym również filozofii, w takiej mierze, w jakiej mogą być one przydatne dla realizacji wyznaczonych celów. Ale czy całość zwana „komunizmem” może być nazwana filozofią, to mocno dyskusyjne, ponieważ mielibyśmy wówczas do czynienia z wyjątkowym nadużyciem w rozumieniu samego słowa „filozofia”, przynajmniej w jego klasycznym, greckim rozumieniu.

Należy wobec tego zapytać, czy filozofią jest już nie tyle komunizm, co tzw. „filozofia marksistowska”. Odpowiedź też nie jest oczywista, ponieważ autor owej filozofii, Karol Marks, wielokrotnie w swoich pismach dawał wyraz sprzeciwu, choć z różnym natężeniem, wobec filozofii i nie chciał być nazywany filozofem. Początkowo krytykował system Hegla, chwaląc Feuerbacha, materialistów brytyjskich i filozofów oświecenia (Święta Rodzina, 1843); ale wkrótce potem zaatakował bliskiego mu Feuerbacha i w ogóle filozofię jako taką (Niemiecka ideologia, 1845). Arystoteles zauważył, że zastanawianie się nad sensem uprawiania filozofii (w sensie teoretycznym), też już jest filozofowaniem. Marks więc krytykując filozofię, dalej ją uprawia, tyle że w sensie metaprzedmiotowym. Na krytykę tę składały się dwa elementy. Pierwszy dotyczył celu filozofii. Marks dlatego skrytykował nawet bliskiego sobie ideowo materialistę, wroga metafizyki, teologii i religii (Feuerbacha), gdyż był on ciągle teoretykiem, a tymczasem materializm musi być praktyczny, musi być rewolucyjny w działaniu, a nie być tylko rozmyślaniem i teoretyzowaniem. Materializmem teoretycznym zadowolić się może liberalizm („społeczeństwo obywatelskie”), ale nie prawdziwy komunizm („społeczeństwo ludzkie, czyli uspołeczniona ludzkość”). Społeczeństwo będzie dopiero naprawdę ludzkie, gdy odrzuci duchowy wymiar życia (głównie religię) i teoretyczne rozważania (filozofię).

Filozofia, która ma mieć cele teoretyczne, jest skrytykowana jako filozofia, właśnie z uwagi na cel. Ale co to za filozofia? Jest to filozofia spekulatywna. Tę ostatnią w najwyższym stopniu reprezentuje Hegel, bo system Hegla jest dla Marksa paradygmatem filozofii, metafizyki i idealizmu.

Takie rozumienie filozofii to wyjątkowe uproszczenie. Zamazana zostaje bowiem różnica między theoría w sensie klasycznym (greckim), a spekulacją w sensie nowożytnym, która daleko odbiegł od źródłosłowu łacińskiego (speculor – rozglądać się). Nowożytna spekulacja (filozofia spekulatywna) zabarwiona została idealizmem, w ramach którego filozofia jest operacją na pojęciach, oderwanych od rzeczywistości lub nawet kreujących rzeczywistość w postaci tzw. systemów filozoficznych. Jeśli więc krytyka filozofii teoretycznej jest de facto krytyką filozofii spekulatywnej, to brakuje ciągle racji, dla których mielibyśmy odrzucić filozofię w sensie klasycznym.

 

Awersja Marksa do poznania teoretycznego sięga tak daleko, że odrzuca nawet materializm, jeśli ma on charakter teoretyczny („oglądowy”), i sensualizm, jeśli zmysłowość nie jest pojmowana w sposób praktyczny, czyli na sposób działania, a nie oglądania.

Pozostaje tylko zadać pytanie: a sama krytyka poznania teoretycznego, łącznie z krytyką zmysłowego oglądu, jest praktyczna czy teoretyczna? Ta krytyka jest teoretyczna, przeprowadzana przy pomocy argumentów intelektualnych, jest filozofowaniem, choć na poziomie metaprzedmiotowym (jak każda krytyka). Co więc przeszkadza, aby poznanie teoretyczne odnosić nie tylko do ludzkiego poznania wyrażonego za pomocą filozofii, ale również do przedmiotu poznawanego, do rzeczywistości? Skąd bierze się zakaz poznawania rzeczywistości? Czy są to racje filozoficzne czy ideologiczne? U Marksa pojawia się filozoficzny ikonoklazm, którego kontynuatorami będą postmoderniści. W imię działania nie wolno teoretycznie poznawać rzeczywistości. Rzeczywistość dla wszelkich form oglądu (zmysłowego i intelektualnego) jest zamknięta.

 

Gdy z nauki i ludzkiego poznania wyeliminowana zostaje filozofia, wówczas otwiera się pole nie tyle dla głoszenia, co narzucania poglądów na tematy, którymi tradycyjnie zajmowała się właśnie filozofia. Odrzucone zostaje zarówno kryterium prawdziwości, zburzona też zostaje metodologia nauk. Marks uznał, że za naukę uważać należy tylko historię, która obejmuje historię natury i historię człowieka. W ich ramach mieszczą się wszystkie nauki, w tym również filozofia, która jednak tym samym staje się historią. A ponieważ jest to historia społeczna, filozofia jest socjologią. Historia społeczna jest historią walk klasowych, w takim stanie rzeczy nurty czy systemy filozoficzne, to tylko wyraz historycznie uwarunkowanej świadomości społecznej, właściwej dla jakiejś warstwy społecznej i wyrażającej jej interesy. Ostatecznie więc filozofia nie jest poznaniem rzeczywistości, badanej w sposób bezinteresowny i z uwagi na obiektywną prawdę, lecz jest to wyraz warunków polityczno-ekonomicznych. Z uwagi zaś na zróżnicowanie klasowe społeczeństw jest to wyraz interesów jednej klasy zwanej arystokracją lub burżuazją. A ponieważ jest wyrazem interesów, to filozofia, a wraz z nią religia i moralność, są ideologiami. Tym samym i filozofia samego Marksa musi być ideologią, skoro jest wyrazem interesów tzw. klasy robotniczej. A ponieważ to interes klasowy jest nowym kryterium prawdy, więc każda próba teoretycznego krytykowania stanowiska Marksa, uznana zostanie za wyraz interesu innej klasy, wrogiej klasy, co ją już w punkcie wyjścia skazać ma, w oczach komunisty, na porażkę. Prawdziwa jest filozofia klasy robotniczej, bo jest to klasa postępowa.

Marks podkreśla, że komunista nie może być teoretyzującym filozofem, bo wówczas znalazłby się w tej klasie społecznej, którą przecież miał zwalczać. Komunista ma być ma być praktycznym materialistą, to znaczy ma dążyć do zrewolucjonizowania istniejącego świata, ma wystąpić przeciwko zastanej rzeczywistości, by ją radykalnie zmienić. W tym kontekście sformułowanie Marksa, że „[f]ilozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić”, nie jest tylko retoryczną sentencją czy dobrą radą. Jest to hasło do walki. Zmiana ma dokonać się drogą rewolucji, a więc bezwzględnej przemocy, zarówno fizycznej jak i intelektualnej.

Grunt pod zmianę filozofii spekulatywnej w filozofię czynu przygotował Mojżesz Hess, jeden z ważniejszych pionierów socjalizmu i bliski współpracownik Marksa. To Hess głosił pogląd, że heglowska filozofia ducha ma stać się filozofią czynu. Ów czyn ma być skierowany przeciwko religii, polityce i filozofii, drogą „palenia i niszczenia.” Hess powołuje się nie tylko na Cieszkowskiego, bo głównym inspiratorem jest Faust, który w dziele Goethego, zamienia słowa Ewangelii św. Jana twierdząc, że na początku nie było Słowo, bo „na początku był czyn”. W ten sposób odkrywają się korzenie marksistowskiej filozofii czynu. Mają one charakter wybitnie gnostycko-manichejski.

Z uwagi na cel praktyczny doktryny Marksa i tak głębokie osadzenie w nurtach parafilozoficznych, jak choćby gnoza, nie można mówić, że marksizm jest filozofią, jeśli filozofia ma zachować swoje źródłowe znaczenie jako poznanie teoretyczne. Przecież jeśli marksizm byłby filozofią w sensie teoretycznym, to z tytułu swej teoretyczności sytuowałby samych marksistów w obszarze klasy, którą właśnie należało zwalczyć. Marksizm chcąc zachować nastawienie praktyczno-rewolucyjne musi na wszelkie sposoby negować lub deprecjonować teoretyczny wymiar ludzkiego poznania. W innym wypadku przestaje być marksizmem. Taki jest właśnie sens krytykowania przez Marksa tak bliskiego mu ideowo Feuerbacha, który wprawdzie dezawuuje idealizm i chrześcijaństwo, ale czyni to na sposób teoretyczny, bo to ma być postawa „prawdziwie ludzka”, natomiast „praktykę ujmuje i ustala jedynie w brudno-żydowskiej formie przejawiania się.” Dla Marksa właśnie ta praktyka jest najważniejsza, „rewolucyjna” i „praktycznokrytyczna”.

Z tego tytułu bardziej odpowiednim wyrażeniem będzie „ideologia marksistowska”, bo właśnie ideologia jest doktryną, która zawierając elementy filozofii, ma cele praktyczne. Wprawdzie jako ideologia opiera się na pewnych założeniach filozoficznych dotyczących rozumienia zarówno człowieka jak i rzeczywistości, ale z tego tytułu nie staje się filozofią, jest ciągle tylko narzędziem walki o „interesy klasowe” przeciwko innym „interesom klasowym.”

 

B. Komunizm jako filozofia walki

 

Marksiści po Marksie wcale nie zamierzali rezygnować ze słowa „filozofia”. Dzięki posiadanej władzy i wpływom mogli forsować swoje stanowisko nie mocą argumentów, lecz drogą administracyjną lub poprzez manipulację znaczeniami słów.

Tak było w państwach świeżo podbitych dla komunizmu. Po II wojnie światowej w Polsce świeżo upieczeni „naukowcy” marksistowscy uwikłani w ferwor walki ideologicznej posiadali nie tylko słabą znajomość historii filozofii, ale ponadto bardzo niską kulturę metodologiczną, a więc de facto, bardzo słabe wykształcenie, które nadrabiali pozycją zajmowaną dzięki polityce. O ile w kulturze katolickiej, zauważa M. A. Krąpiec, „żywo odróżniano dziedziny wiary od nauki, filozofii i ideologii, a nawet od teologii i światopoglądu”, to „po stronie marksistów takich rozróżnień nie ma. Wszystko bowiem sprowadza się do ideologii, która ma stanowić teoretyczne usprawiedliwienie praktycznych postanowień aparatu władzy.” Brak dostatecznej wiedzy prowadził do obniżenia poziomu kultury filozoficznej, a dialog filozoficzny zamieniał się w pseudodialog.

Kierunek, jaki reprezentowali marksiści, miał być nową filozofią, która zastąpi religię w nowym państwie proletariackim; będzie wprowadzona do szkół pod przymusem prawa, a jej zasady będą upowszechniane na całym świecie. Taką koncepcję nowej filozofii rozwijał Marks w Tezach o Feuerbachu (1845). Ta „nowa filozofia” to nic innego jak kontynuacja utworzonej przez Antoine-Louis-Claude Destutt de Tracy (1754-1836) ideologii, która w zamyśle miała zastąpić metafizykę i wyrugować religię, a także obowiązkowo znaleźć się w programie szkolnym.

Znajomość, czym jest filozofia, Marks zaczerpał z sytemu Hegla, którego był uczniem. System heglowski został jednak poddany istotnym modyfikacjom. W efekcie Marks zachowując heglowskie prawo dialektyki za byt uznał tylko to, co jest przedmiotem ludzkiego poznania zmysłowego. Odpadło poznanie intelektualne i zanegowany został duch, a więc to wszystko, co w systemie Hegla odgrywało kluczową rolę. Marks odrzucił zarówno poznanie intelektualne jak i teoretyczne, ich miejsce zajął produkcjonistyczny sensualizm, a więc takie poznanie, które jest immanentną częścią procesu tworzenia, przetwarzania, wytwarzania. Prawda rozumiana klasycznie (jako zgodność poznania z zastaną rzeczywistością) została odrzucona, a jej miejsce zajęła „prawda” tego, co się wytworzy. Był to rewolucyjny pragmatyzm, dla którego jedynym wyznacznikiem wartości poznawczej jest możliwość zrealizowania utopijnego programu politycznego.

Centralnym punktem poglądów Marksa było społeczeństwo, więc filozofia była nie tylko ideologią, ale także socjologią. Człowiek nie jest substancją, ani nawet częścią społeczeństwa, ale całością relacji społecznych. Oznacza to, że człowieka w całości warunkuje społeczeństwo, a przede wszystkim sposób jego organizacji. Skoro marksizm chce zmienić człowieka, to najpierw musi zmienić środowisko. Marks zdecydowanie uważał, że zmiany środowiska, czyli sytuacji społeczno-ekonomicznej, nie dokona się w sposób ewolucyjny, lecz konieczna jest rewolucja. Życiem społecznym rządzi bowiem walka przeciwieństw, czyli walka klas. W tę walkę włącza się marksizm, a zwycięstwo ma się dokonać za wszelką ceną, a więc bez względu na koszty materialne i ludzkie.

Nowa (marksistowska) filozofia jest zaprzeczeniem „starej” filozofii, którą musi zostać zniszczona, by zrobić miejsce dla nowego społeczeństwa. Stara filozofia ma określone pochodzenie społeczne, jest wytworem burżuazji, klasy, która ma zginąć, by utorować drogę dla proletariatu, a następnie społeczeństwa bezklasowego.

By urzeczywistnić komunistyczny model społeczeństwa, marksiści muszą pozbawić jednostki własności prywatnej oraz indywidualnej podmiotowości. Komunizm staje się w ten sposób zalegalizowanym złodziejem i upaństwowioną sektą. O ile pozbawianie własności dokonuje się w obszarze przedmiotów, o tyle drugi proces ingeruje w istotę człowieczeństwa, chce dostać się do ludzkiej duszy, co owocuje walką o charakterze metafizycznym i teologicznym. Jest to walka „o duszę”, dlatego w skład tej walki wchodzą elementy apelujące nie tylko do uczuć, zmysłów i wyobraźni, ale również do intelektu; są nimi propaganda, indoktrynacja, edukacja, nauka, filozofia.

Marksizm w tej walce nabiera cech religijnego fundamentalizmu, charakterystycznego dla państw organizowanych na zasadach cywilizacji sakralnych, tyle że à rebours. Marksizm bowiem jest ateizmem. Państwowy, międzynarodowy, globalny, kulturowy, cywilizacyjny ateizm jest głównym zwornikiem różnych wątków, jakie zawiera w sobie marksizm, zarówno teoretyczny jak i praktyczny. Marksistowskiemu ateizmowi podporządkowana jest zarówno koncepcja filozofii jak i koncepcja nauki, wizja państwa i wizja społeczeństwa.

Nie ma jednolitej definicji filozofii w marksizmie. Przy podejściu bardziej „akademickim”, definiowali filozofię jako „uogólnienie (wyników lub teorii) nauk szczegółowych i doświadczenia społecznego (praktyki społecznej) na danym etapie rozwoju, uogólnienie klasowo zdeterminowane.” Pierwsza część tego określenia nawiązuje do pozytywizmu, natomiast druga jest oryginalnym wkładem marksistów, ponieważ uogólnianie relatywizuje do czasu i środowiska. Tak pojęta filozofia jest zdominowana przez historyzm i socjologizm, ma być bowiem wyrazem świadomości uwarunkowanej czasem, miejscem i ekonomią. Ta społeczna świadomość poddana jest interpretacji w ramach materializmu historycznego i dialektycznego. Materializm historyczny jest odpowiednikiem tzw. naukowej interpretacji rzeczywistości, natomiast materializm dialektyczny jest wyrazem filozofii marksistowskiej. Materializm historyczny polega na zastosowaniu metody zaczerpniętej z materializmu dialektycznego, a jest nią dialektyka, by przy jej pomocy wyjaśniać zagadnienia należące do nauk szczegółowych, zarówno biologicznych jak i społecznych.

Stosowanie metody dialektycznej, której główna idea sprowadza się do traktowania wszystkiego w kategoriach walki przeciwieństw, jest poszerzeniem zasady sformułowanej przez Heraklita, który głosił, że ojcem wszystkiego jest wojna, czyli walka przeciwieństw. Ale zasada ta przepuszczona przez filtr heglizmu nie była już zasadą czysto filozoficzną, zawierała bowiem obcy cywilizacji zachodniej element gnozy, zasymilowany przez Hegla, gdzie walka ma wymiar kosmiczny, jest walką między mocami ciemności i światła, zła i dobra, i wszystko w tej walce bierze udział, na ziemi, i w życiu społecznym.

Całe życie społeczne jest walką albo z przyrodą, albo z przeciwnikiem politycznym, albo z tym wszystkim, co w jakikolwiek sposób rodzi się z trudem. Dawały temu wyraz wypowiedzi naukowców i polityków zarówno w prasie jak i w publikacjach zaliczanych do naukowych, tworząc w sumie swoisty gatunek literacki o charakterze socrealistycznym. Ta walka objęła również prace dydaktyczną, jak np. walka o wyniki semestru letniego, walka o sprawność sesji letnio-jesiennej oraz walka przeciwko „odpadowi”, czyli problem tych, którzy nie zdali. W sumie jest to „kampania bitew o poszczególne sesje”, która ma się zakończyć zwycięstwem „w walce o ilościowe wykonanie Planu 6-letniego.”

Paradygmat walki stał się kluczem do interpretacji świata, jak i programem działania, aż doprowadzono go do absurdu, z którego jednak, pod grozą eliminacji z życia publicznego, zamknięcia w więzieniu, zesłania do łagru czy nawet wyroku śmierci, nie wolno się było śmiać. Komunistyczne pojęcie walki nabrało wymiaru tragikomicznego.

Marksizm musi zawierać wątki filozoficzne, gdyż jak każda doktryna czy utopia opiera się na jakiejś filozofii. Ale próba zawłaszczania pojęcia filozofii przez ideologię marksistowską jest z punktu widzenia teoretycznego nie do przyjęcia. Próba ta dokonuje się za pomocą przeskoku na poziom metajęzykowy i metafilozoficzny, który ma znajdować się „gdzieś” ponad prawdą, jest wykoncypowany i przyjęty na podstawie ukrytych przesłanek, a faktycznie jest apriorycznym dyktatem, który z prawdziwą filozofią z punktu widzenia jej celu i struktury nie ma nic wspólnego, i jest dla prawdziwej filozofii, w przypadku dojścia marksistów do władzy, wręcz zabójczy.

 

 

C. Komunizm naukowy

 

Marksiści w pracach o charakterze akademickim odwołują się do pozytywistycznej koncepcji nauki, ale sprawa całościowego podejścia do nauki jest bardziej skomplikowana. Chodziło im przecież nie o naukę jako naukę, ale o program praktyczny, dla którego urzeczywistnienia potrzebna jest też nauka. W tym miejscu trzeba cofnąć się do Franciszka Bacona. On to bowiem roztaczał wizję odzyskania utraconego raju na ziemi dzięki nauce. Ale wizja Bacona pochodziła z religii, były to spekulacje quasi teologiczne na kanwie Pisma św., zwłaszcza Starego Testamentu. A i nowe, szczęśliwe społeczeństwo było społeczeństwem religijnym, a nie ateistycznym. Tymczasem komunizm wszelkie wątki religijne i teologiczne odrzucił, pozostawiając z koncepcji Bacona aspekt czysto pragmatyczny.

Program Bacona w wersji komunistycznej sprowadza się do tego, że nauka i technika mają służyć człowiekowi, aby zaspokoić jego potrzeby. Pojęcie „potrzeb” jest jednak rozumiane bardzo wąsko, ogranicza się głównie do potrzeb materialnych, natomiast „potrzeby duchowe”, w tym zwłaszcza „religijne”, mają być wyeliminowane.

Co więcej, gdy Bacon poruszał się w mikroskali jakiejś wymyślonej wysepki (skąd pochodzi nazwa „utopia”), to komuniści swojej wizji nadali rozmach planetarny, wiążąc centrum zmian z największym i konkretnym państwem naszego globu, jakim był po rewolucji 1917 r. Związek Sowiecki. Tam właśnie rozpoczął się program zmiany społeczeństwa. Do tego celu zaangażowana została nauka, co uznano za wyjątkowe osiągnięcie i wyróżnik zmian dokonywanych w ustroju komunistycznym. Pisano więc z nieukrywaną dumą, że „Związek Radziecki różni się przy tym od wszystkich innych cywilizacji tym, że rozwój jego jest w dużej mierze z góry przemyślany i jest pierwszą w dziejach ludzkości próbą świadomego kształtowania przecz człowieka całego życia zbiorowego. W świetle tych faktów staje się zrozumiała piecza, jaką się dziś w Rosji otacza naukę i uczonego, niewątpliwie większa niż w jakimkolwiek innym kraju.” Naukowiec i jego wiedza zostali całkowicie podporządkowani komunistycznej idei wytworzenia nowych ludzi, i tylko z tej racji otoczono ich „opieką”. Oznacza to, że państwo zaakceptowało tylko określony typ naukowca i określoną koncepcję nauki, dla wolności badań naukowych nie było w komunizmie miejsca.

Jaką wobec tego koncepcją nauki operuje marksizm? W nawiązaniu do Franciszka Bacona pisano, że marksizm „.... nauce wyznacza naczelną funkcję społeczną jako najpotężniejszemu narzędziu opanowania przyrody i organizacji świata.” Komuniści uważali, że wprawdzie zmiany zaczęły się w kapitalizmie, ale to dopiero socjalizm umożliwia nadanie rewolucji naukowo-technicznej „właściwego kierunku.” Ten właściwy kierunek to „zbudowanie społeczeństwa komunistycznego.”

Natomiast co do struktury władze komunistyczne Związku Sowieckiego wcale nie zamierzały ograniczać się do modelu nauki promowanej przez filozofów marksistowskich, a więc bazującym przede wszystkim na pozytywizmie czy neopozytywizmie, ponieważ taki model był z punktu widzenia pragmatycznego za wąski: „Otóż polityka naukowa krajów socjalistycznych z samej swej istoty nie dopuszcza możliwości – nawet w stadium roboczych abstrakcji – ograniczenia obiektu polityki naukowej i samego pojęcia „nauki” do nauk przyrodniczych lub do ewentualnego dołączenia do nich tych dziedzin nauk społecznych, w których wykorzystywane są metody tzw. ścisłe, czyli typowe dla nauk przyrodniczych. Zgodnie z istotą polityki naukowej krajów socjalistycznych nauka – jako przedmiot prognozowania, działań i decyzji politycznych, a co więcej jako element politycznej rzeczywistości krajów socjalistycznych – coraz konsekwentniej ujmowana jest jako całościowy system nauk przyrodniczych, technicznych i społecznych.” Komuniści pozostawili sobie furtkę używając dość mętnego określenia „nauki społeczne”, które dawało im możliwość doraźnego uznawania lub odrzucania pewnych nauk, dzieł czy autorów, wedle kształtowanej w danym momencie polityki. „Nauki społeczne” miały wyrastać z „potrzeb społecznych”, więc w zależności od tego, jakie były owe potrzeby, takie były i nauki. Ale kto decydował o potrzebach? O tym decydowała władza państwowa, zatem ta sama władza, czyli partia komunistyczna decydowała, co jest, a co nie jest nauką. Koncepcja nauki została całkowicie upolityczniona, bo choć wychodziła od ideologii, to musiała w konkretnym czasie uzyskać akceptację czynników aktualnie sprawujących władzę. Tu też leżało źródło sporów o koncepcję nauki w środowiskach marksistowskich, których przedstawiciele albo zbytnio „przeteoretyzowywali” koncepcję nauki, albo nie wszyscy byli obdarzani tą samą łaskawością władz.

Wśród marksistowskich określeń nauki na uwagę zasługuje też i takie: nauką jest to, co „legitymuje się społeczną zgodą.” O ile poprzednie określenie nauki można jeszcze było podciągnąć pod utylitaryzm, o tyle określenie drugie mając tylko z pozoru charakter populistyczny (demagogiczny) i konwencjonalny, dawało faktycznie olbrzymie pole manipulacji tym, którzy posiadali władzę. Pojęcie „społecznej zgody”, gdy nie wiadomo, czy chodzi o całe społeczeństwo łącznie z dziećmi i analfabetami, czy też tylko o naukowców lub może jakieś szczególne ich grono, otwierało przed władzą możliwości podejmowania swobodnych decyzji, co jest, a co nie jest nauką, kto jest, a kto nie jest naukowcem, powołując się na pseudo-uzasadnienie, jakim było wyrażenie „społeczna zgoda”.

Dziedzinę, która miała pomóc komunistom w bloku sowieckim koordynować całą politykę naukową określono mianem „naukoznawstwa”. Ale choć naukoznawstwu wielu marksistów próbowało nadać status nauki (jako metanauka), to plan ten spełzł na niczym, gdyż władze polityczne, które były główną siłą napędową całego projektu, traciły dlań stopniowo zainteresowanie.

Komuniści w praktyce promowali taką koncepcją nauki, jaka z jednej strony pomagała opanowywać świat materii, z drugiej zaś, która pozwalała w pełni kontrolować społeczeństwo. Taką naukę mieli na myśli, gdy twierdzili, że nauka służy naukowemu zorganizowaniu życia dzięki zastosowaniu naukowych metod. A czym jest tak rozumiana nauka? Jest technologią, inżynierią społeczną, socjotechniką. A chociaż za prekursora tych dziedzin uznaje się czasem Machiavellego, to jednak Machiavelli tylko sankcjonował amoralny racjonalizm w sferze politycznej, nie brał natomiast pod uwagę techniki (na to było za wcześnie), a więc tych możliwości, jakich dostarcza polityce nauka. Prawdziwym prekursorem inżynierii społecznej jest Karol Marks, który powiązał amoralny racjonalizm z naukową skutecznością w zakresie spraw społecznych. To właśnie zaowocowało powstaniem inżynierii społecznej. M. Eastman trafnie zauważa, że doktryna Marksa jest systemem społecznej lub politycznej inżynierii („a system of social and political engineering”), ponieważ dąży do wytworzenia w sposób zaplanowany zupełnie nowego społeczeństwa, dla którego społeczeństwo zastane i realne, jest tylko materiałem, nie posiadającym ze swej natury ani celu, ani przeznaczenia. Można je więc „przerobić” podporządkowując narzuconej idei.

Za sprawą marksizmu filozoficzny makiawelizm zostaje uzupełniony o makiawelizm naukowy, co pozwala na bezprecedensowe poszerzenia działań politycznych. O ile bowiem Machiavelli radził pojedynczemu politykowi (księciu), co ma robić, aby mieć władzę, to w przypadku marksizmu chodzi o przejęcie władzy przez pewną strukturę organizacyjną, i to w wymiarze międzynarodowym, strukturę (partię polityczną) powiązaną wspólną ideologią i wspólnymi interesami, która dla osiągnięcia takiego celu korzysta z osiągnięć nauki, w całym zakresie w jakim walka o władzę się toczy, a więc zarówno na polu nauk ścisłych jak i humanistycznych.

 

D. Ideologizacja nauki

 

Skoro marksiści patrzyli na naukę przez pryzmat ideologii i polityki, to wszędzie po dojściu do władzy musieli, dokonywać odpowiedniej reorganizacji, by nadać nauce zupełnie nowe, czyli marksistowskie oblicze. Z tego tytułu neutralizowano środowiska uznane za „wsteczne”, by lansować nowe, zwane postępowym.

Po zakończeniu II wojny światowej komuniści zamierzali zcentralizować cały system edukacji, łącznie z ośrodkami akademickimi i naukowo-badawczymi, aby poddać je kontroli i równocześnie ukierunkować tak, by dokonało się „przyswojenie nauce polskiej metod marksistowskiego materializmu dialektycznego i historycznego. Jednym słowem, cała nauka miała zostać zmarksizowana.

Wprawdzie nauk matematyczno-fizykalnych nie można wprost zideologizować poprzez ingerencję w ich przesłanki lub metody, ale pośrednio naukami tymi można manipulować włączając je w taki a nie inny program rozwoju technologicznego, dokonując ekstrapolacji niektórych twierdzeń, nadając im status nauk paradygmatycznych, czy wreszcie wypełniając nimi gros programu edukacji, kosztem nauk humanistycznych. Z kolei nauki przyrodnicze mogły być podporządkowane czysto biologicznej wizji człowieka, stąd płynęła ich ważna rola w ugruntowywaniu marksistowskiego materializmu.

Ale tak naprawdę na pierwszym „froncie walki ideologicznej” znajdowały się nauki humanistyczne. Zagrożenia z ich strony postrzegano w tym, że mogły zawierać „odchylenia prawicowe i nacjonalistyczne”, mogły wyrażać „ofensywę reakcyjnej części kleru”, a także mogły znajdować się pod „naciskiem wstecznych teorii naukowych” i stosować „wsteczne metody.” Komuniści postanowili więc przekierować humanistykę w stronę lewicową i antynarodową, a także antyklerykalną. Twierdzili tak nie tylko wysocy urzędnicy państwowi, ale również profesorowie i rektorzy, którzy zgodzili się na współpracę z nową władzą podkreślając, że trzeba radykalnie zmienić założenia teoretyczne nauk humanistycznych i kierunek ich rozwoju dostosowując je do „rewolucyjnych przeobrażeń” (prof. J. Chałasiński, rektor Uniwersytetu Łódzkiego, członek PAN). Operacja taka w humanistyce nie jest trudna do przeprowadzenia, ponieważ, w odróżnieniu od nauk ścisłych, wiele z jej twierdzeń sprawiać może wrażenie arbitralnych. Ideologizacja mogła dokonać się od wewnątrz, przez narzucenie gotowych przesłanek lub przez podsunięcie tez do „udowodnienia”, i oczywiście przez nadanie głównego kierunku badań.

Wśród nauk humanistycznych za szczególnie ważne i podatne na ideologizację uważano historię i polonistykę. Pierwsza z tych nauk miała ukazywać dzieje ludzkości jako walkę klas, jako walkę między „wyzyskiwaczami” a „wyzyskiwanymi”. Klasą wyzyskiwaną mieli być niewolnicy, chłopi, robotnicy, natomiast klasą wyzyskiwaczy królowie, arystokracja, szlachta, burżuazja i kler. Ten prosty czy wręcz prostacki schemat ukazywania historii zawładnął marksistowską historiografią na całym świecie, a w krajach komunistycznych był obowiązkowy niejako z urzędu. W rzeczywistości był to konstrukt aprioryczny, do którego naginano wykładnię historii, wcale nie dla poznania prawdy o przeszłości. Schemat ten był potrzebny komunistom w bieżącej walce politycznej. Chodziło bowiem o to, aby maksymalnie spolaryzować postawy i zantagonizować społeczeństwo, aby doszło do konfliktu, nawet krwawego, i by w ten sposób utorować drogę do rewolucyjnych przemian.

Marksiści zafałszowali obraz polskich dziejów w świadomości społeczeństwa powojennego, co trwa, mimo upadku systemu komunistycznego, po dziś dzień. Przypisywali Polsce feudalizm, którego Polska nie znała. Szlachtę uczynili kastą zamkniętą, podczas gdy było wiele dróg na uzyskanie nobilitacji przez chłopów, mieszczan i obcokrajowców. Z królów uczynili tyranów, a z arystokracji pazerną i egoistyczną burżuazję. Trudniej było z jednoznacznym potępieniem Kościoła katolickiego. Ale i tu znalazł się sposób. Marksistów zawsze bulwersowało to, że Kościoła nie da się tak po prostu wpisać w schemat walki klasowej. Jeden z czołowych historyków PRL-u, J. Tazbir, pisząc o Kościele zdumiewał się, że Kościół „jak zawsze tak i teraz”, umiał tworzyć „swoją hierarchię z najlepszych głów ludu, nie zwracając uwagi na stan, pochodzenie i zamożność.” W takim razie, aby zachować jednak obowiązywalność zasady walki klas, trzeba było znaleźć inne wytłumaczenie. Tazbir wyjaśniał: „Ludzie ci [pochodzenia innego niż szlacheckie] za cenę doczesnej kariery czy wiecznego zbawienia służyli interesom wrogiej klasy, zdradzając te z której wyszli.” A więc winę ponoszą zdrajcy klasowi. Do takich obłędów doszła wykładnia historii w wydaniu marksistowskim.

Ale główne miejsce na „froncie ideologicznym” przypadło filozofii marksistowskiej. Jej nauczanie stało się przymusowe na wszystkich wydziałach wszystkich uczelni wyższych, a więc nie tylko na uniwersytetach, ale i na Politechnikach, Akademiach Medycznych, Szkołach Rolniczych etc. Egzamin z marksizmu stał się również obowiązkowy na egzaminach poprzedzających obronę doktoratu z każdej dziedziny. Każdy inteligent polski musiał w okresie PRL-u przejść przez marksistowską indoktrynację, co przy braku wiedzy z innych źródeł, dokonać musiało wyjątkowego spustoszenia w umysłach młodych pokoleń, urodzonych po wojnie.

Uznano, że apolityczność nauczania jest fikcją. W związku z tym nauka została włączona w „proces przebudowy świadomości”, nie tylko studentów, ale również samych profesorów. Doszło do tego, że profesorowie nie mogli samodzielnie ustalać programów nauczania, bo te musiały ulec „zasadniczej przebudowie.” Programami nauczania zajął się aparat władzy.

 

E. Nauka pod kontrolą

 

Po zdobyciu władzy komuniści nadają marksizmowi status filozofii/ideologii obligatoryjnej i ekskluzywnej, znajomość marksizmu ma być społecznie powszechna, inne nurty filozofii są spychane na margines, objęte cenzurą, bezkompromisowo atakowane lub wręcz oficjalnie zakazywane. Dotyczy to również polityki kadrowej państwa wobec pracowników nauki, których sposób myślenia musi być marksistowski. Opornych usuwa się z uczelni, więzi a nawet zabija. Oblicza się, że ze Związku Sowieckiego uciekło w pierwszych latach po rewolucji kilkuset profesorów (do Czechosłowacji ok. 300, w Berlinie założono uniwersytet rosyjski), ale co najgorsze, wielu po prostu zamordowano, prawdopodobnie ok. 9 tys.

Państwo komunistyczne sukcesywnie przejmuje kontrolę nad uczelniami, programami studiów, kierunkiem rozwoju nauki, zatwierdzaniem stopni i tytułów naukowych poczynając od doktora a kończąc na tytule profesora, co jest o tyle łatwe, że całe szkolnictwo, z niewielkim wyjątkami, zostaje upaństwowione. Plan wymiany kadry naukowej obliczony jest na lata, wykonywany jest stopniowo, ale konsekwentnie. Ze starej kadry można zostawić tych, których „pozyska się dla socjalizmu”.

Cel marksizmu to nie tylko przebudowa ekonomiczna państwa, ale zmiana mentalności społeczeństwa. Do tej pracy zaangażowana zostaje szkoła, w tym również szkoła wyższa.

Ideologizacja uniwersytetów jest na porządku dziennym, o czym władza mówi wprost: „Przebudowa ideologiczna uniwersytetów odbyć się może tylko w harmonijnym współdziałaniu z przebudową ideologiczną, jaka się dokonywuje [sic!] na odcinku naszego życia społecznego i politycznego w oparciu o ideologię mas ludowych.” Owa ideologia „mas ludowych” to socjalizm, dla którego nauka buduje fundamenty.

O takich zadaniach nauki i szkół wyższych komuniści mówili nie tylko w czasach stalinowskich, ale również później, gdy w pełni zdobyli władzę nad Polską. Podstawowa zasada to „zasada łączności polityki naukowej z ideologią polityczno-społeczną. We wszystkich krajach socjalistycznych, a zatem i w Polsce, decydujące znaczenie dla wyboru celów i ustalania ich priorytetów mają wytyczne przodującej siły narodu, w Polsce jest nią Polska Zjednoczona Partia Robotnicza.” A zatem nauka nabrała charakteru już nie tyle państwowego, co po prostu partyjnego. Partia komunistyczna posiadając w PRL-u pełnię władzy mogła z powodzeniem taką wizję urzeczywistniać.

 

Komuniści wielkie znaczenie przywiązywali do popularyzacji i upowszechniania nauki, tworząc specjalne kursy dla robotników przy szkołach wyższych, organizując odczyty, wspierając książki o charakterze popularno naukowym, zostawiając dla nauki wiele miejsca w mediach, zwłaszcza w prasie. O tym ostatnim pisano z chlubą: „[z]a to w dziennikach radzieckich nowiny naukowe zajmują miejsca nierównie ważniejsze niż w innych krajach. Nie ma w nich kronik kryminalnych ani sprawozdań sądowych, nie ma skandali, rozwodów i wypadków ulicznych [...]. Codziennie natomiast pisze się o nauce...”. Oczywiście, mowa tu jest o pewnym typie nauki, który wpisany jest w program polityczno-ekonomiczny. Racją upowszechniania nauki jest ideologią. Stąd jak jedne typy nauki się upowszechnia, tak inne zdecydowanie zwalcza jako wsteczne i zacofane, łącznie z religią.

 

F. Nauka przeciwko religii

 

Władze komunistyczne Związku Sowieckiego wprost zadeklarowały (już w 1917 r.), że wśród ludzi wierzących nie da się zbudować komunizmu. Dlatego walka z religią stała się jednym z priorytetów systemu. Do walki z nią powołano specjalne instytucje, podporządkowano jej prawo i użyto nauki. Zaczęto promować „światopogląd naukowy”, w którym nie było miejsca na religię, a którego antyreligijny charakter miał być ugruntowany za pomocą właśnie nauki. Ta nauka włączona do walki z religią stała się istotnym elementem propagandy komunistycznej jako propagandy ateistycznej. Stąd nazwa „nauka” wchodziła w różne zbitki pojęciowe takie jak „propaganda naukowo-ateistyczna”, „światopogląd naukowy”, „propaganda wiedzy naukowej”, „antyreligijna propaganda naukowo-oświatowa”. W świadomości społecznej miało się utrwalić przekonanie, że religia jest nienaukowa, a nauka jest ateistyczna, że światopogląd materialistyczny jest światopoglądem naukowym, że światopogląd religijny jest antynaukowy.

Upowszechniano przede wszystkim nauki przyrodnicze, bo one miały przemawiać na rzecz ateizmu. Instytucjonalnie promocja ateizmu dokonywała się nie tylko w szkołach wszystkich szczebli, ale również w bibliotekach, gdzie wydzielano „kącik ateisty”, i klubach, te ostatnie organizowano w kołchozach i po wioskach. Do walki z religią włączyły się Związki Zawodowe. Powołano też osobno Związek Bezbożników (1925), który przekształcono w Związek Wojujących Bezbożników (1929), a następnie w Towarzystwo Krzewienia Nauki i Kultury Świeckiej „Znanie” (1947). Gdy ateizacja słabła, wydawano postanowienia dotyczące zwiększania efektywności ateizacji społeczeństwa. Wykorzystywano nie tylko środki przekazu (prasa, radio) czy instytucje kulturalne (kino, teatr), ale także organizowano wykłady (połączone z dyskusjami) angażując „najlepszych partyjnych i komsomolskich propagandystów, inteligencję i uczonych”. Szkolono tysiące lektorów-ateistów w ramach zajęć fakultatywnych w szkołach średnich i wyższych. Chodziło o to, by „pomóc uświadomić robotnikom szkodliwość przesądów religijnych i wyposażyć ich w naukowe rozumienie zjawisk przyrody i życia społecznego.” Do ateistycznego towarzystwa „Znanie”, na terenie samej Ukrainy, wstąpiło prawie dwustu członków Akademii Nauk, ponad tysiąc profesorów i doktorów, prawie 7 tysięcy kandydatów i docentów, ponda 100 tysięcy nauczycieli. Od 1959 r. Towarzystwo „Znanie” zaczyna wydawać swój miesięcznik „Nauka i religia”, który dostarczyć ma czytelnikowi kolejnych dowodów naukowych przeciwko istnieniu Boga i przeciwko religii. Do tego celu nie wystarczały nauki przyrodnicze, potrzeba też była filozofia, która w wersji materialistycznej uchodziła za całą i jedyną filozofię. A wreszcie utworzono Instytut Ateizmu Naukowego, który powstał przy Akademii Nauk Społecznych Komitecie Centralnym Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego (1964), którego zadaniem była koordynacja wszystkich działań propagujących ateizm. W efekcie każda instytucja w Związku Sowieckim, od szkoły poprzez kołchozy, administrację, fabryki i zakłady pracy poddawana była działaniom wyszkolonych specjalistów od ateizmu. Był to ateizm „naukowy” i „filozoficzny”.

 

G. Psychuszki i Ankang

 

Chociaż komunizm był systemem zdecydowanie prymitywniejszym niż nazizm, bardziej zacofanym technologicznie i naukowo, to i tutaj spotykamy próby wykorzystania nauki dla celów stricte politycznych. Najpierw w Związku Sowieckim, a potem w Chinach, na Kubie i w Rumunii uznano, że przeciwnicy polityczni, a także ludzie wierzący, czyli wszyscy, którzy podważają rolę komunizmu, są jednostkami chorymi psychicznie. Władze komunistyczne nadały temu rangę prawa, a naukowcy określali rodzaje jednostek chorobowych. Dzięki temu przeciwnicy systemu mogli być zamykani w szpitalach psychiatrycznych (psychuszki – szpitale psychiatryczne specjalnego rodzaju), które okazywały się częstokroć straszniejszym miejscem niż więzienia lub łagry. „Chorych” kierowano do szpitali bez wyroku sądu, pozbawieni byli jakichkolwiek praw do obrony, poddawani przymusowemu „leczeniu” (jako osoby pozbawione poczucia odpowiedzialności), a ich pobyt nie był ograniczony żadnym terminem.

Pierwsza legalizacja możliwości utrącania przeciwników politycznych za pomocą psychiatrii miała miejsce już w 1924 r. (Kodeks Karny Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej), a pierwszy szpital psychiatryczny o charakterze politycznym powstał na rozkaz Ł. Berii w Kazaniu w r. 1939 idozorowany był przez NKWD. Z biegiem czasu prawo „ulepszano”. W r. 1961 kodeks karny RFSRR kwalifikował jako jednostki, które muszą być poddane psychiatrycznej hospitalizacji tych, którzy prowadzą „antyradziecką agitację i propagandę” (art. 70) i „szkalują radziecki ustrój państwowy i społeczny” (art. 190-1). J. Andropow, późniejszy I sekretarz KPZR, opracował w 1969 r. zcentralizowaną sieć psychuszek na cały Związek Sowiecki.

Diagnozę o stanie zaawansowania choroby wydawał pozostający pod kontrolą KGB moskiewski Instytut Psychiatrii Sądowej im. prof. W. P. Serbskiego, w którym zatrudnieni byli czołowi psychiatrzy sowieccy jak Danił Łunc, Jakow Landau, Josif Łukomski, Grigorij Morozow, Rubien Nadżarow, Andriej Snieżniewski. Ten ostatni (jako dyrektor Instytutu od r. 1962) podał nawet definicję „choroby”, na jaką najczęściej zapadają przeciwnicy komunizmu, jest to „wolno postępująca schizofrenia” (1969 r.). Określenie to pojawiło się w latach 30. XX w. w psychiatrii amerykańskiej, ale zostało zaadaptowane przez Sowietów dla celów ideologicznych. Instytut działał do końca lat 80. W trakcie „kuracji”, obok bicia i tortur, a nawet gwałtów, stosowano środki medyczne, które de facto miały charakter penitencjarny, jak podskórne zastrzyki z siarki koloidalnej (sulfazyna), terapia insulinowa, silne leki psychotropowe; to wszystko skutkowało śmiercią lub wielkimi męczarniami, by tych, którzy przeżyli, „wyleczyć” z poglądów antysowieckich i antykomunistycznych.

W r. 1977 Światowy Związek Psychiatryczny potępił praktyki stosowane w Związku Sowieckim, w odpowiedzi na co po 6 latach sowieckie Wszechzwiązkowe Stowarzyszenie Neuropatologów i Psychiatrów w obliczu wykluczenia samo wystąpiło z tej światowej organizacji, nie przyznając się jednak do żadnej winy.

Szpitale psychiatryczne o charakterze politycznym zaczęto likwidować w Związku Sowieckim dopiero pod koniec lat 80. ub. wieku. Anulowano odpowiednie przepisy kodeksu karnego, co pozwoliło na uwolnienie ok. 2 milionów „pacjentów”, a to oznaczało, że w sumie od 1939 r. przez szpitale psychiatryczne przejść musiały miliony przeciwników politycznych.

O ile wiadomości na temat nadużyć psychiatrii w Związku Sowieckim zaczęły przenikać na Zachód w latach 70., to z Chin dopiero na początku lat 90. ub. wieku. Chiny wraz z przyjęciem komunizmu importowały ze Związku Sowieckiego pod koniec lat 40. szereg idei w tym możliwości represjonowania przeciwników politycznych za pomocą psychiatrii. Potępiono psychiatrów starej daty (jako służących ideologii burżuazyjnej), a w ich miejsce przygotowano psychiatrów oddanych nowej ideologii, szkolonych pod okiem sowieckich ekspertów i w oparciu o sowieckie podręczniki. Zaadoptowano pojęcie „wolno postępującej schizofrenii”. Powstało szereg instytutów psychiatrycznych w ważniejszych miastach Chin, które zajmowały się psychiatrią sądową. Stosowano te same zabiegi, co w szpitalach sowieckich, zwłaszcza terapię insulinową, ale także elektrowstrząsy, przymusowe aplikowanie narkotyków oraz (w latach 1949-1955 i po roku 1986) lobotomię, która wskutek przecięcia włókien nerwowych pomiędzy czołowymi płatami mózgowymi a międzymózgowiem prowadziła do nieodwracalnych i szkodliwych zmian w mózgu. Stwierdzenie Mao Tse Tunga: jakby nie ma duszy ten, kto nie wyznaje właściwych poglądów politycznychy było hasłem wypisywanym na ścianach szpitali psychiatrycznych.

W latach 80. system szpitali rozbudowano. Nazwano je Ankang (Pokój i Zdrowie), podlegały Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego. Odróżniano „politycznych kontrrewolucjonistów” od „politycznych lunatyków”, najczęściej stosowany zarzut to „zagrożenie dla porządku społecznego”. Dowodem na „chorobę” przeciwników komunizmu był zanik normalnego instynktu samozachowawczego, skoro postawa antysystemowa groziła uwięzieniem lub nawet śmiercią. Z drugiej strony wskutek utożsamienia niewłaściwych poglądów politycznych z chorobą psychiczną, prześladowano i karano osoby autentycznie chore psychicznie tak jakby to byli przestępcy polityczni. Wiele wskazuje na to, że w Chinach w dalszym ciągu funkcjonuje psychiatria sądowa.

 

H. Centralizacja systemu oświaty i nauki

 

Manipulując znaczeniem słowa „wolność” komuniści deklarują swobodę prowadzenia badań naukowych, praktycznie pogłębiają centralizację i kontrolę. Wolność w rozumieniu marksistowskim ma wymiar wyłącznie historyczny, stąd coraz większą ingerencję aparatu władzy w życie uczelni określali mianem wolności, ale historycznie uwarunkowanej.

Likwiduje się autonomię uczelni. Na Uniwersytecie Moskiewskim rektora nie wybiera senat, lecz jest on mianowanym przez Ministerstwo Wyższego Wykształcenia, a sam senat, zwany radą uniwersytecką, też podlega owemu ministerstwu. Również dziekana nie wybiera Rada Wydziału, lecz jest on mianowany przez Ministerstwo. W Polsce Minister Oświaty powoływał, i to na czas nieokreślony, rektorów, prorektorów, dziekanów i prodziekanów. Ten sam minister mógł ich w każdej chwili odwołać. Ingerencja ministerstwa miała sięgać nawet do stanowiska asystenta.

Centralizacja systemu szkolnictwa znalazła swoje odbicie nie tylko w upaństwowieniu placówek edukacyjnych wszystkich szczebli i podporządkowaniu ich odpowiedniemu ministerstwu (Ministerstwo Oświaty), ale także odebranie autonomii stowarzyszeniom naukowym. Szczególnie wymownym przykładem jest tu likwidacja Polskiej Akademii Umiejętności oraz Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, oraz innych mniejszych stowarzyszeń, a powołanie w ich miejsce Polskiej Akademii Nauk.

Do roku 1951 największą organizacją naukową była Polska Akademia Umiejętności, posiadająca wielkie tradycje zarówno z czasów rozbiorów jak i okresu międzywojennego. Jej genezy szukać należy w Towarzystwie Naukowym, które powstało w 1815 r., a następnie w Akademii Umiejętności, którą powołano w roku 1872 i którą przekształcono w roku 1919, gdy Polska odzyskała niepodległość, na Polską Akademię Umiejętności.

Nie była to agenda państwowa, lecz suwerenne stowarzyszenie naukowców, które posiadało własne zaplecze materialne i finansowe dzięki różnym fundacjom i donacjom, i które organizacyjnie było niezależne od władzy politycznej. Po II wojnie światowej środowisko PAU świadome dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazł się nasz kraj, w dalszym ciągu stawiało silny opór próbom zawłaszczenia i ideologizacji nauki polskiej. Wtedy to komuniści powzięli idę powołania „centralnej komórki koordynującej badania naukowe” i „ustalającej wytyczne ich planowania”. Taką państwową instytucją miała być Polska Akademia Nauk. Nazwa bardzo wzniosła, ale trzeba przypomnieć, że jej wzorem była akademia nauk Związku Sowieckiego, czyli Radziecka Akademia Nauk, uznana za przodującą w świecie, a dla której utworzono analogiczny odpowiednik w języku polskim. Polską Akademię Nauk powołano w roku 1951 na I Kongresie Nauki Polskiej - był to najczarniejszy okres stalinowskiego terroru. Wówczas prof. Jan Dembowski, który wkrótce został pierwszym prezesem PAN, kończąc swoje przemówienie, nawoływał: „Wzywam wszystkich uczestników Kongresu do swobodnego wypowiadania się, do twórczej współpracy w dziele przebudowy naszej nauki i jej powiązania z potrzebami kraju, który buduje dla siebie i na pożytek całej ludzkości nowy ustrój społeczny: ustrój socjalistyczny”. Naukę polską włączono do planu tworzenia globalnego socjalizmu. Potwierdził to uroczyście przewodniczący PAN podkreślając, że nauka ma opierać się na „metodologii materializmu dialektycznego i historycznego”.

Pod wpływem politycznych nacisków dwa największe (i niepaństwowe) stowarzyszenia naukowe - Polska Akademia Umiejętności i Towarzystwo Naukowe Warszawskie - nie tylko poparły ideę powołania jednej centralnej i państwowej instytucji, ale zrezygnowały z dalszej działalności, oddając PAN „cały swój dorobek, doświadczenie, czynne placówki naukowo-badawcze oraz majątek”.

Jak Rada Główna do spraw Nauki i Szkolnictwa Wyższego podlegała ministrowi, tak Polska Akademia Nauk podlegała Prezydium Rządu. Oba organy, a w związku z tym i nauka w sensie organizacyjnym i w sensie merytorycznym, nabrały charakteru polityczno-ideologicznego. Władze komunistyczne umiejętnie przejęły sowiecki wzór organizacji nauki w nowych warunkach politycznych, zaskarbiając sobie do współpracy wielu dawnych ideologicznych przeciwników z szacownego grona profesorów, zwanych starszyzną. Owa „starszyzna” swoją obecnością uwiarygodniła system w oczach środowiska akademickiego, nie wahając się pisać peany na cześć samego Józefa Stalina.

W 1951 rząd PRL-u utworzył Centralną Komisję Kwalifikacyjna dla Pracowników Nauki. Jej status, zakres działania, a nawet nazwa co pewien czas ulegały zmianie. Ale ponieważ akty prawne dotyczące tej instytucji nigdy nie były w całości zebrane w jednej publikacji, trudno więc śledzić wszystkie niuanse związane ze zmianami, najczęściej w kontekście przełomów politycznych.

Początkowo był to organ, którego zakres działań obejmował sprawy nadawania tytułów naukowych docenta, profesora nadzwyczajnego i profesora zwyczajnego oraz zatwierdzanie uchwał o nadaniu stopnia naukowego kandydata nauk i doktora nauk. W 1958 r. CKK otrzymała nową nazwę: Komisja Kwalifikacyjna, i podporządkowana została Polskiej Akademii Nauk, ale ta była z kolei podporządkowana Prezydium Rządu, więc pośrednio Komisja Kwalifikacyjna zachowała charakter polityczny. Zakresy działania Rady Głównej i Komisji Kwalifikacyjnej zaczęły się krzyżować, a w ich centrum znalazła się kariera naukowca, który musiał wspinać się po coraz nowych szczeblach, zabiegając o pozytywne opinie. A pole działania CKK było szerokie, zwłaszcza z uwagi na to, że rozbudowano system stopni i tytułów naukowych.

W okresie międzywojennym i tuż po wojnie magisterium było niższym stopniem naukowym, a doktorat - wyższym. W 1951 r. zamieniono te stopnie, idąc za wzorem sowieckim, odpowiednio na kandydata nauk i na doktora nauk, gdy samo magisterium oznaczało tylko dyplom ukończenia studiów. Od 1920 do 1958 r. docentura nie była stopniem naukowym, lecz funkcją, a habilitacja oznaczała procedurę, która doprowadza do prawa wykładania w szkole wyższej. W 1958 r. doktorat stał się niższym stopniem naukowym, a wyższym - docentura. Ale ustawą z roku 1951 wprowadzono też nową kategorię, która nigdy w nauce polskiej nie istniała - tytuł naukowy. Były takie oto tytuły: profesor zwyczajny, profesor nadzwyczajny, docent, adiunkt, starszy asystent, asystent. W 1958 r. kategorię „tytułu” zawężono już tylko do profesorów. Wcześniej mianował profesorów minister, a od 1958 r. Rada Państwa. W 1965 r. tytuł nadawała Rada Państwa, a mianowanie ponownie przychodziło od ministrów (Sekretariat Naukowy w Akademii). Trudno śledzić tu wszystkie zmiany, ale jeden z prawników, zasłużony dla państwa ludowego, nie wahał się już w 1971 r. określić całej sytuacji mianem „gmatwaniny przepisów o stanowiskach, stopniach i tytułach naukowych”.

Rodzi się pytanie: po co tak skomplikowany system, po co taka „gmatwanina”? Odpowiedź jest prosta: to nie chodziło o rozwój nauki ani o prawidłową karierę adeptów nauki. Chodziło o to, aby przez cały okres zatrudnienia władza mogła kontrolować naukowców, a temu właśnie sprzyjał rozbudowany system „tytułów i stopni naukowych”, niczym hierarchia urzędów po reformie Piotra Wielkiego w carskiej Rosji. Sytuację tę trafnie wyjaśnia W. Rolbiecki: „Kluczowym 'osiągnięciem' pod tym względem było ogromne pomnożenie formalnych szczebli kariery naukowej, tj. kolejnych stopni i tytułów. Jest ich obecnie (nie licząc magisterium) siedem - co plasuje nas w ścisłej czołówce światowej, daleko przed krajami Zachodniej Europy i Ameryki Północnej. Pracownikom nauki osiąganie tych szczebli na ogół wypełnia życie aż do wczesnej starości, stanowiąc jeden z najdonioślejszych czynników sterujących, nie tylko ich badaniami, lecz w ogóle ich postępowaniem, z niewątpliwą korzyścią (w cudzysłowie) dla dzieła stabilizowania i uspokajania tej grupy społecznej, lecz z nie mniej ewidentną szkodą zarówno dla wyboru tematyki podejmowanych badań, jak i kształtowania moralno-zawodowych postaw badaczy. System ustawicznego ubiegania się o kolejne stopnie i tytuły oraz - co się z tym wiąże - zabieganie o względy 'starszych' jako potencjalnych egzaminatorów, recenzentów, członków komisji oceniających dorobek itd., premiując postawy konformistyczne kandydatów, musi bowiem niekorzystnie wpływać na ich sylwetki moralne, a także dokonywać wśród nich negatywnej selekcji, pod tym samym względem.”

W upadku komunizmu ta „gmatwanina” stopni i tytułów nadal w Polsce obowiązuje. Dzięki temu zamiast promować autentyczną twórczość naukową, generowane są postawy konformistyczne, w odniesieniu do osób (recenzentów, członków komisji), doboru tematów, a także w stosunku do będącej na czasie ideologii, jednej z wersji marksizmu jak Szkoła Frankfurcka lub postmodernizm. Aż po dziś dzień osoba, której dorobek naukowy został oceniony jako niedostateczny, nie ma prawa do merytorycznej obrony. Wprawdzie dziś dotyczy to tylko kandydatów do tytułu profesora, ale do roku 2004 dotyczyło to również habilitacji, a wcześniej, w czasach PRL-u nawet stopnia doktora. Autorzy recenzji byli anonimowi, a głosowania – tajne. Rolbicki odważnie, jak na czasy PRL-u, zauważa, że takie metody były demoralizujące i prowadziły do selekcji negatywnej naukowców, ułatwiając dokonywanie wielu nadużyć. Również prokomunistycznie nastawiony J. Kaczmarek ubolewa, że jednak „ujemną stroną formalizacji systemu kształcenia kadr jest preferowanie przez pracowników nauki w niektórych latach życia tytułów i stopni naukowych nad to, co powinno stanowić wartość najwyższą, tj. samą twórczość naukową.” Mimo tych krytycznych uwag, jakie wysuwano w środowiskach akademickich, system przetrwał komunizm, pozwalając na kontrolę tytułu naukowego przez środowiska, które karierę naukową zdobywały w PRL-u opierając swą twórczość na zasadach marksizmu, a nawet marksizmu-leninizmu.

 

I. Nauka, ideologia, światopogląd

 

Marksiści umiejętnie manipulowali znaczeniami słów. Szczególna gra obejmowała takie słowa jak „nauka”, „światopogląd”, „ideologia”. Zdawali sobie sprawę, że nauka (naukowiec) nie tylko pomaga w urzeczywistnianiu komunizmu, ale cieszy się w skali społecznej dużym prestiżem. Stąd przymiotnik „naukowy” pełnił w propagandzie wielką rolę socjotechniczną. Określenie czegoś mianem „naukowego” było wyrazem oficjalnej i społecznej aprobaty, tak jak tego, co „nienaukowe” – dezaprobaty. Nikt dalej nie wnikał, jaka koncepcja naukowości się za tym kryje i że jest to koncepcja całkowicie zideologizowana, a więc podporządkowana pewnym celom politycznym. Zawłaszczone przez marksistów (z urzędu) pojęcie nauki pozwalało też na bezpośrednią ingerencję w rozwój kadry naukowej w Polsce, zwłaszcza za pośrednictwem CKK.

Dużą rolę w strategii propagandowej odgrywały takie słowa jak „ideologia” i „światopogląd”. Czy jest między nimi jakaś różnica, a jeśli tak, to jakie ma ona znaczenie?

W cenzorskim instruktarzu na rok 1976 znajduje się wiele mówiący zapis: „Z publikacji podejmujących kwestie ideologiczno-ustrojowe w aspekcie pluralizmu światopoglądowego społeczeństwa polskiego należy eliminować: [...] próby przeciwstawienia ideologii (jako „kategorii społeczno-politycznej”) światopoglądowi (jako „kategorii filozoficzno-moralnej”). A więc marksistom zależało na tym, aby w odbiorze społecznym (nie-specjalistów) znaczenia słów ideologia i światopogląd zlewały się, pozostając nierozróżnialne. Dlaczego? Chyba dlatego, że słowo „ideologia” miało konotację negatywną, wskazywało na system komunistyczny jako na system przemocy, podczas gdy słowo „światopogląd” było słowem bliskim, wręcz osobistym, ponieważ każdy człowiek ma jakiś pogląd na świat, gdy ideologia ma charakter państwowotwórczy i aprioryczny. Poprzez zamazanie różnicy między ideologią i światopoglądem marksiści chcieli „udomowić” ideologię komunistyczną, by następnie dokonać nowej operacji semantycznej. Powstała zbitka pojęciowa „światopogląd naukowy”. Chodziło o to, żeby światopogląd osadzić wyłącznie w twierdzeniach pochodzących z nauki. Wówczas taki światopogląd stawał się nowoczesny, był akceptowany i promowany przez komunistów. Takie zaanektowanie słowa „światopogląd” i połączenie go z „nauką” miało na celu eliminację ze światopoglądu przede wszystkim religii, a pośrednio również podstaw dla filozofii realistycznej, by podporządkować światopogląd, a więc osobisty i indywidualny pogląd każdego „obywatela” na świat nauce, ale tak naprawdę to ideologii. Bo to ideologia (komunistyczna) wyznaczała, co jest, a co nie jest naukowe. Realnie rzecz biorąc wyrażenie „światopogląd naukowy” jest nadużyciem zarówno, gdy chodzi o światopogląd jak i o naukę. „Światopogląd naukowy”, jak zauważa M. A. Krąpiec, „... brzmi po prostu kontradyktoryjnie, nauka bowiem w swej strukturze obiektywnej nie stanowi „poglądu na świat”, który jest subiektywnym amalgamatem wiary, niektórych filozoficznych sformułowań, niektórych twierdzeń z zakresu nauki i prostego, codziennego, życiowego doświadczenia.” W światopoglądzie mogą pojawić się luźne elementy naukowe, ale nie są one ani dominujące, ani zbyt liczne. Więcej jest poglądów należących czy to do religii, czy do bardzo osobistych przeżyć. Próba unaukowienia takiej całości jest nonsensem. Ale marksiści chcąc wyrugować religię z życia osobistego człowieka zawłaszczyli pojęcie światopoglądu pod pretekstem jego unaukowienia. Co więcej, mieszając światopogląd z ideologią, zaczęli wszędzie szukać ideologii, również w katolicyzmie. Tyle że tam takiej ideologii nie ma: „dlatego mieszają wiarę, teologię, filozofię, naukę i pogląd na świat, aby mieć „partnera” dla swej „ideologii”. Dokonuje się pomieszanie stanowisk, w którym rzetelna dyskusja jest niemożliwa, bez nie postrzeżonych lub celowo zakłamanych uproszczeń.”

Co więcej, nauka, nawet w ramach nauk akceptowanych przez marksistów, okazała się chwiejną wyrocznią, ponieważ jej twierdzenia zmieniały się lub miały status tylko hipotetyczny. Trudno było nadążyć z dopasowywaniem coraz to nowych osiągnięć naukowych do naukowego światopoglądu. Wyrażenie „światopogląd naukowy” było wyrażeniem czysto propagandowym, obliczonym na odbiorcę niedouczonego, który miał niewielkie pojęcie o tym, co to jest nauka i jaką moc posiadają twierdzenia naukowe. Ale ponieważ takie słowa jak „nauka” czy „naukowiec” brzmiały wręcz magicznie, to z tego tytułu komuniści nie wahali się w imię nauki prowadzić ateistycznej indoktrynacji. Było to nadużycie, zarówno metodologiczne – nauki szczegółowe nie mogą wypowiadać się na temat istnienia bądź nieistnienia Boga (nie jest to ich przedmiot ani materialny, ani formalny), jak i filozoficzne – nauka i filozofia posiadają inny przedmiot formalny. Ale brak kultury metodologicznej wśród marksistów ułatwiał instytucjonalne upowszechniania błędów.

 

J. Marksizm – poza krytyką

 

Marksiści z całą konsekwencją i siłą posiadanej władzy blokowali krytykę marksizmu, zarówno na poziomie naukowym jak i medialnym. Na poziomie naukowym system zatwierdzania stopni i tytułów naukowych dawał praktycznie nieograniczone możliwości odrzucenia wniosków o stopień lub tytuł. Taką władzę posiadała Centralna Komisja Kwalifikacyjna, w gronie której dominowali musieli marksiści, zwłaszcza w sekcjach nauk humanistycznych, oraz kluczowych dla ideologii jak ekonomia czy prawo.

Krytyka marksizmu dla tych, którzy wybierali karierę naukową, była bardzo ryzykowna. Stąd można raczej mówić o naukowej autocenzurze, a więc jeśli już nie chwaleniu marksizmu, to przynajmniej unikaniu drażliwych kwestii lub co najwyżej bardzo wyważonej polemice, tak by nie rozdrażnić członków komisji i wyznaczonych przez nią recenzentów. Wskutek tego krytyka marksizmu odbywała się zasadniczo wewnątrz środowiska samych marksistów, jako element walki o władzę. Interpretacja marksizmu poddawana była cezurze czasowej, bo marksizm też był „wyrazem społecznej świadomości”, którą reprezentowali aktualnie sprawujący władzę. Stąd teoretycy marksizmu mogli być w danym momencie pupilami systemu albo też byli przekreślani jako dysydenci lub rewizjoniści. Ścierały się ze sobą różne nurty marksizmu. Nie dopuszczano jednak krytyki zewnętrznej, która z odpowiednim dystansem, racjonalnie i w oparciu o posiadaną wiedzę pozwalałaby na ukazanie głównych błędów i ich źródeł. Filozoficzna krytyka marksizmu, jeśli w ogóle się pojawiała, była w czasach PRL-u wygładzona i raczej utrzymana w konwencji jednej z teorii filozoficznych, bez wyostrzenia jej charaktery ideologiczno-praktycznego i zagrożeń z tym związanych. Pozycje mocniej atakujące marksizm mogły ukazywać się w wydawnictwach poza granicami naszego kraju.

Strategię władz komunistycznych jasno widać w świetle wytycznych, jakie otrzymywali cenzorzy. I tak dla przykładu w r. 1976 w zakresie spraw wyznaniowych obowiązywała następująca zasada: „Z publikacji wyznaniowych należy eliminować wszelką krytykę marksizmu [podkr. PJ]. Jedynie w niżej wymienionych czasopismach specjalistycznych: Collectanea Theologica, Rocznik Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, Roczniki KUL, Studia Philosophiae Christianae, Studia Theologica Varsoviensia, Zeszyty Naukowe KUL oraz w specjalistycznych książka o tematyce filozoficzno-teologicznej, można zwalniać teoretyczne opracowania zawierające akcenty polemiczne w stosunku do marksistowskiej koncepcji religii, komunizmu, jednostki i zbiorowości.” A zatem tylko w nielicznych i to niskonakładowych publikacjach, o charakterze wybitnie specjalistycznym, można było podjąć nie tyle krytykę, co polemikę z marksizmem. Polemika, ale nie krytyka. Marksizm bowiem był poza krytyką.

W efekcie marksizm, choć został odrzucony wskutek krachu ekonomicznego i zmiany politycznego układu sił w świecie, to jednak nie został odrzucony w warstwie intelektualnej przez środowiska akademickie, które wyrastały na marksizmie. Został przeformowany na warunki państwa demokratyczno-liberalnego. Powstał neomarksizm, który nosi nazwę postmodernizmu. Jego korzenie tkwią w marksistowskiej Szkole Frankfurckiej, która powstała w latach 20. ub. wieku, by w latach 40. rozpocząć ekspansję w Stanach Zjednoczonych, w latach 50. wrócić do Europy Zachodniej, a w latach 90. podbić wiele katedr filozofii w krajach bloku komunistycznego, w tym również w Polsce. Ale w dalszym ciągu prac z zakresu teoretycznej i dogłębnej krytyki marksizmu jest niewiele. Marksizm nadal jest więc poza krytyką.

 

Oblicza się, że ofiarą komunizmu padło na świecie co najmniej. 100 milionów osób: Związek Sowiecki – 20 mln, Chiny – 65 mln, Wietnam – 1 mln, Korea Pn – 2 mln, Kambodża – 2 mln, Europa wschodnia – 1 mln, Ameryka Łacińska 150 tys., Afryka – 1,7 mln, Afganistan – 1,5 mln. Zob. Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania, opr. i tłum zbior., Warszawa 1999, s. 25n. Jednak dokładniejsze badania wskazują, że liczba ta jest zaniżona. Z kolei za sprawą nazizmu śmierć poniosło ok. 25 mln osób. Ta dysproporcja bierze się stąd, że nazizm trwał tylko 12 lat, natomiast komunizm rozpoczął swój marsz w r. 1917 i w niektórych krajach trwa nadal. Zob. Sprawozdanie z II zebrania oddziału lubelskiego Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych w dniu 05 listopada 1999 roku (http://sokrates.umcs.lublin.pl/~ptnp/archiw99.htm)

 

Arystoteles, Zachęta do filozofii, dz. cyt., s. 4, frg. 6.

K. Marks, Tezy o Feuerbachu, w: tenże, Pisma wybrane. Człowiek i socjalizm, tłum. J. Ładyka, Warszawa 1979, s. 224-229.

ibid., s. 227.

K. Marks, Ideologia niemiecka, w: Pisma..., ibid., s. 245n, 274n.; Zob. M. Eastman, Marxism: Science or Philosophy, New International, August 1935, s. 159-163.

„Wytwarzanie idei, wyobrażeń, świadomości splata się zrazu bezpośrednio z materialną działalnością ludzi i ich materialnymi stosunkami wzajemnymi (materieller Verkehr der Menschen), stanowi język rzeczywistego życia. Wyobrażenia, myślenie, duchowe obcowanie ludzi wypływają tu jeszcze bezpośrednio z ich stosunków materialnych. Tak samo ma się rzecz z produkcją duchową, wyrażającą się w języku polityki, praw, moralności, religii, metafizyki itd. jakiegoś narodu. Ludzie są wytwórcami swoich wyobrażeń, idei itd., ale ludzie rzeczywiści, ludzie działający, uwarunkowani przez określony rozwój ich sił wytwórczych i odpowiadających tym siłom stosunków aż do najwyższych ich form włącznie.” K. Marks, Ideologia niemiecka, w: Pisma..., dz. cyt., s. 243n.

ibid.., s. 244. Weszło to do kanonu podręczników marksizmu. „Cała filozofia przedmarksowska, niezależnie od jej kierunku, od przynależności do obozu materializmu czy idealizmu, była filozofią klas panujących, filozofią odzwierciedlającą ich interesy i dążenia. Cała filozofia przedmarksowska była więc orężem ideologicznym klas panujących.” A. Schaff, Główne zagadnienia i kierunki filozofii. Wykłady na Uniwersytecie Warszawskim 1957-1958. Teoria poznania, Warszawa 1963, s. 13.

 

Bocheński zauważa, że całe to rozumowanie jest oparte na błędnym kole: „Jeśli marksizm-leninizm jest prawdziwy, to klasa proletariacka jest postępowa, ale jeśli jest to klasa postępowa, to jej filozofia jest prawdziwa; zatem marksizm-leninizm jest prawdziwy.” . J. M. Bocheński, Lewica. Religia. Sowietologia, Warszawa 1996, s. 140, przyp. 140.

K. Marks, Tezy o Feuerbachu, w: Pisma..., dz. cyt., s. 228.

Hess odwołuje się do A. Cieszkowskiego (Prolegomena zur Historiosophie, Berlin 1938, s. 124), który pierwszy wskazał ten nowy kierunek dla Heglizmu, tyle że Cieszkowski nie odrzucał ani religii, ani duchowego wymiaru życia człowieka, tak jak to czynili komuniści, poczynając od Hessa. Zob. M. Hess, Triarchia europejska, w: Pisma filozoficzne 1841-1850, s. 8. Zob. L. Kołakowski, Główne nurty marksizmu. Powstanie – Rozwój – Rozkład, Paryż 1976, t. 1, s. 89-92, 110-115.

„Kłamstwo religii i polityki należ zdemaskować za jednym zamachem i bez litości, trzeba zarazem spalić i zniszczyć wszystkie kryjówki, szańce, ośle i czarcie mosty przeciwnika. – Wiemy doskonale, że istnieją układni a kulawi filozofowie, którzy, ponieważ opuściła ich gniewna odwaga czynu, z latarnią Diogenesa grzebią w owej kupie łgarstw religii i polityki, by, o ile możności, wyłowić stamtąd jeszcze parę użytecznych rzeczy. Lecz szkoda trudu na wygrzebywanie tych nędznych łachmanów ze śmietnika przeszłości...”, M. Hess, Filozofia czynu, w: „Pisma...”, dz. cyt., s. 255.

J. W. Goethe, Faust, cz. 1, w: Dzieła wybrane, Warszawa 1954, t. 3, s. 246. Zob. M. Hess, Triarchia..., art. cyt., s. 30.

K. Marks, Tezy..., dz. cyt., s. 224.

ibid.

M. A. Krąpiec, Dialog? w: Wobec filozofii marksistowskiej, Rzym 1987, s. 8.

A. B. Stępień wspomina, że w pierwszym okresie (do r. 1949) filozofia marksistowska „z trudem walczyła o pozycję wśród filozofii akademickiej. [...] W drugim okresie marksizm – a właściwie PZPR - przystąpił do ofensywy ideologicznej, przede wszystkim środkami administracyjnymi, a następnie publikacjami. Ze względu na te pierwsze polemika często była monologiem. Atakowano katolickie środowiska intelektualne i – rzadkie wówczas – publikacje tomistyczne (w czym szczególną zjadliwością i nadużyciem erystyki odznaczył się młody L. Kołakowski, obecnie znany krytyk marksizmu), a także R. Ingardena, W. Tatarkiewicza i S. Ossowskiego (tu zaznaczyli się T. Kroński i R. Zimand), lecz głównie skoncentrowano się na szkole lwowsko-warszawskiej, zapewne ze względu na jej znaczny autorytet naukowy. Na łamach osławionej „Myśli Filozoficznej” (jedynego wówczas czasopisma filozoficznego, a właściwie pseudo-filozoficznego) pamflety ogłaszali: H. Holland o K. Twardowskim (założycielu szkoły lwowskiej), B. Baczko o T. Kotarbińskim, A. Schafff (któremu w tym czasie sekundował L. Kołakowski) o K. Ajdukiewiczu.” A. B. Stępień, Rys rozwoju filozofii marksistowskiej i problem dialogu filozoficznego z marksizmem od roku 1945, w: Wobec... dz. cyt., s. 20-22.

ibid.

„Ale istota człowieka, to nie abstrakcja tkwiąca w poszczególnej jednostce. Jest ona w swojej rzeczywistości całokształtem stosunków społecznych”, K. Marks, Tezy o Feuerbachu, dz. cyt., s. 226.

„Jeśli człowieka kształtują okoliczności, to okoliczności trzeba ukształtować po ludzku. Jeśli człowiek jest społeczny z natury, to znaczy, że swoją prawdziwą naturę może rozwinąć dopiero w społeczeństwie, a siłę jego natury należy mierzyć nie wedle siły poszczególnej jednostki, ale wedle siły społeczeństwa.” K. Marks, Święta rodzina, w: Pisma..., dz. cyt., s. 219. Teza o kształtowaniu okoliczności, aby ukształtować człowieka, należy rozumieć bardzo radykalnie, gdyż chodzi o kształtowaniu człowieka w całości, gdyż człowiek z siebie (z natury, z istoty) nie posiada nic, a tylko to, co pochodzi od społeczeństwa. Tak pojęty człowiek nie posiada nic, co pozwałoby mu na jakąkolwiek niezależność (transcendencję) od społeczeństwa. Trudno o dalej posunięty totalitaryzm, gdyż jednostka jest w całości i wypadkową społeczeństwa, i społeczeństwu podporządkowana.

A. B. Stępień, Materializm dialektyczny – filozofia marksizmu, w: Wobec filozofii..., dz. cyt., s. 35.

Zob. J. M. Bocheński, Lewica..., dz. cyt., s. 110-141.

ibid. 35-58.

cytat

„Otóż podstawowe dla marksizmu pojęcie „walki”, tak ważną grające rolę w pismach Lenina i Stalina wniknęło do całego życia społecznego ZSRR, czyniąc odwieczne zmagania człowieka z przyrodą jednym z naczelnych haseł komunizmu radzieckiego i prowadząc wprost do brawury w badaniach zakrojonych na wielką skalę i w działalności odkrywczej. [...] Walkę toczy się dziś na terenie rolnictwa, mineralogii, gleboznawstwa, archeologii, meteorologii, oceanografii, geofizyki i górnictwa, dążąc do zapanowania nad ziemią, klimatem i morzem.”, M. Choynowski, Nauka ..., art. cyt. s. 47.

Z pisma Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego do rektorów, dziekanów i pracowników nauki, Życie nauki, Nr 3-4, s. 8, 12, 14.

Marksiści nie kryli swoich planów. Jeden z ich liderów, Adam Schaff, w r. 1950, a więc podczas ofensywy ideologicznej i w poczuciu siły (żył jeszcze Stalin), twierdził zdecydowanie: „Warunkiem całkowitego ideologicznego zwycięstwa światopoglądu marksistowsko-leninowskiego w Polsce jest, między innymi, przezwyciężenie wpływów ideologicznych obcych klasowo kierunków filozoficznych. Idzie tutaj w pierwszym rzędzie o filozofię tomistyczną...”, Powszechna Encyklopedia Filozofii, dz. cyt., t. VI, s. 533.

 

Zob. niżej, Część V, rozdz. 1.

M. Choynowski, Nauka i uczony w Związku Radzieckim, Życie nauki, 1948, t. VI, nr 27, s. 40.

ibid.

ibid.

S. R. Mikulinski, Polityka naukowa krajów socjalistycznych, Zagadnienia naukoznawstwa, 3, 55, 1978, s. 345.

S. R. Mikulinski, Polityka naukowa..., art. cyt. s. 344.

„... wszelka nauka wyrasta ze społecznych potrzeb, ma społeczny charakter i mniej lub więcej bezpośrednio dobru człowieka służy (lub powinna służyć) [...] Humanizm naukowy opiera się nie na filozofii lub teologii, uznawanych przez pewne tylko grupy społeczne, lecz na nauce, legitymującej się społeczną zgodą” (M. Choynowski, 1946). Cyt. za: W. Rolbiecki, Ruch naukoznawczy w pierwszych latach Polski Ludowej, Zagadnienia naukoznawstwa, 1, 77, 1984, s. 18.

W komunizmie podobne argumenty pojawiały się bardzo często w odniesieniu do innych postaci życia społecznego, pozwalając na powstanie całkiem arbitralnego porządku prawa. „Względy społeczne” mogły usprawiedliwić aborcję, zakaz wyjazdu za granicę lub nałożenie wysokiej kary za niewielkie przewinienie.

W. M. Głuszkow, Naukoznawstwo a badania podstawowe, Zagadnienia naukoznawstwa, 2, 54, 1978, s. 269.

O ile refleksja nad nauką pojawia się już u początków filozofii greckiej (Heraklit, eleaci, Platon, Arystoteles), o tyle nauki o nauce (szeroko pojęta metanauka) rozwijają się przede wszystkim dopiero w czasach współczesnych. Wyróżnić można takie nauki o nauce jak epistemologia, teoria nauk (logiczna teoria nauki, teoria poznania naukowego), metodologia nauk, filozofia nauki, scjentologia, zetetyka, epistemologia pragmatyczna, logika wiedzy. Wśród nich pojawia się też n., które należy do dziedzin humanistyczno-pragmatycznych, ponieważ chodzi o taki sposób organizacji badań naukowych, aby zwiększyć ich efektywność w kontekście ekonomicznym i politycznym (S. Kamiński, Nauka i metoda. Pojęcie nauki i klasyfikacja nauk, Lublin 1992, s. 34). W okresie międzywojennym za przełomowy uznaje się artykuły F. Znanieckiego Przedmiot i zadania nauki o wiedzy (Nauka polska, 1925, t. V, s. 1-78) oraz M. i S. Ossowskich Nauka o nauce (tamże, 1935, t. XX, nr 3). Ci ostatni w obręb n. włączyli filozofię nauki, psychologię nauki, socjologię nauki, organizację nauki oraz historię nauki (W. Gasparski, Naukoznawstwo: ocena stanu dyscypliny, Zagadnienia naukoznawstwa, 1-4 (119-122), 1994, s. 6n.). Z punktu widzenia struktury n. jako nauki współcześnie dominuje przekonanie, że nie jest to odrębna nauka, lecz raczej luźny zbiór nauk, badających działalność naukową z różnych punktów widzenia. W grę wchodzi tu nauka rozumiana jako zasób wiedzy, jako praca naukowa zmierzająca do zwiększenia zasobu wiedzy, jako społeczność ludzi nauki, jako nakłady i efekty badań, jako ramy prawne działalności naukowej, jako przemiany nauki pojętej jako instytucja społeczna ([opr. Komitet Naukoznawstwa PAN pod kier. doc. dra W. A. Wernera] Rozwój n. do roku 2000, Zagadnienia naukoznawstwa, Warszawa 1985, XXI, 3(83) 319-328. N. traktowane może być jako zintegrowana interdyscyplina, jako federacja subdyscyplin, jako naukoznawstwo praktyczne, jako badania naukoznawcze. Współcześnie dominuje pogląd, że n. jest federacją subdyscyplin (W. Gasparski, Naukoznawstwo: ocena stanu dyscypliny, Zagadnienia Naukoznawstwa, 1-4 (119-122), 1994, 10n.). Ale jeśli n. jest tylko zbiorem różnych nauk, to samo nie jest nauką; z końcem lat 80. przestano je więc zaliczać do dyscyplin naukowych w ramach statutu Instytutu Filozofii i Socjologii PAN (W. Gasparski, O aktualnym stanie badań n. w Polsce, Zagadnienia Naukoznawstwa, 3-4 (99-100), 1989, 384n). Kryzys statusu n. jako nauki płynie głównie stąd, że jego zasadniczym zwornikiem nie są cele teoretyczne, ale praktyczne, określane odgórnie w kontekście politycznym. Bez oparcia w polityce (i ideologii) naukoznawcy nie są w stanie obronić n. jako nauki (zwłaszcza w sensie teoretycznym). Z tego tytułu, gdy n. nie jest już potrzebne politykom, traci oparcie administracyjne i finansowe płynące ze strony państwa, stając się przedmiotem zainteresowania tylko niewielkiego grona naukowców (W. Gasparski, O aktualnym stanie badań naukoznawczych w Polsce, Zagadnienia naukoznawstwa, 3-4 (99-100, 1989, s. 386).

 

W. Rolbiecki, Ruch naukoznawczy..., art. cyt., s. 18

Max Eastman, Introduction do Ch. Marx, Capital, The Communist Manifesto and Other Writings, New York, 1932.

W. Rolbiecki, Walka o kierownictwo i organizację nauki w Polsce w latach 1944-1951, Zagadnienia naukoznawstwa, 3-4 (71-72) 1982, s. 214.

E. Krassowska, Nowe zadania..., art. cyt., s. 132-135.

ibid.

W przeddzień powstania P.A.N., Życie nauki, nr 1-2, 1951, s. 81n.

ibid.

„Feudalizm wyhodował całe życie zbiorowe na Zachodzie. Feudalizm nadał tam formy ustrojowi społecznemu i był w ogóle esencją europejskości, do tego stopnia, iż przystosował się do niego Kościół, ażeby mógł wejść wewnątrz społeczeństw. Polska jednak feudalizmu nie przyjmuje, lecz mimo to pozostaje o własnych siłach córą Zachodu, rozwijając się na podstawie rodzimego ustroju rodowego, stanowiącego przeciwieństwo feudalizmu jak najjaskrawsze.” F. Koneczny, Polskie Logos a Ethos, Poznań 1921, s. 380.

J. Tazbir, Echa walk klasowych XVI wieku w polskiej opinii szlacheckiej, „Przegląd Historyczny”, XLIII, 1952, s. 16.

ibid.

ibid., s. 156.

ibid., s. 156.

ibid., s. 148.

ibid., s. 152.

K. Sarolea, Wrażenia z Rosji Sowieckiej, Częstochowa 1925, s. 23.

 

Była to realizacja programu wytyczonego jeszcze przez Lenina, który tak tłumaczył: „Trzeba wziąć całą kulturę, którą zostawił kapitalizm i z niej zbudować socjalizm. Trzeba wziąć całą naukę, technikę, wszystkie umiejętności, sztukę. Bez tego nie możemy zbudować życia społeczeństwa komunistycznego. A ta nauka, technika, sztuka – w rękach specjalistów i ich głowach (1919 r.). Komentując tę wypowiedź jeden z komunistycznych profesorów konkludował: „Z tego powodu walka o szkołę wyższą po zwycięstwie rewolucji jest przede wszystkim walką o kadry naukowe. Z tego też powodu przebudowa i przystosowanie szkolnictwa wyższego do zadań budownictwa socjalistycznego – ma charakter procesu długofalowego. Zmiany form organizacyjnych szkolnictwa, planów studiów i programów nauczania, jeśli w rezultacie nie mają dać pustych form bez odpowiadającej im treści, muszą iść w parze z gruntownym przekształceniem kadr naukowych i nauczających. W tym celu trzeba pozyskać dla socjalizmu wartościowe elementy starej kadry i zorganizować stały dopływ młodych sił naukowych. Taką drogę odbył już Związek Radziecki i doszedł do pełnego zwycięstwa. Taką też drogę odbywa obecnie Polska Ludowa.” M. Jaroszyński, Nowy etap organizacji szkolnictwa wyższego, Życie nauki, nr 1-2, 1952, s. 41.

E. Krassowska, Ministerstwo Oświaty wobec nauki i szkół wyższych, Życie nauki, 1948, t. V, nr 25-26, s. 20.

E. Krassowska, Nowe zadania nauki i szkolnictwa wyższego, Życie nauki, t. VII, 1949, nr 38, s. 130.

J. Kaczmarek, Zarys polityki naukowej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, Zagadnienia naukoznawstwa, 3, 55,s. 332. „... praktyka potwierdza celowość ukierunkowywania nauki przez okresowe zjazdy, którymi były I i II Kongres Nauki Polskiej, ściśle wiążące swoje prace, a przede wszystkim prace przygotowawcze do tych kongresów z uchwałami zjazdów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej”, s. 335.. Warto dodać, że artykuł ten opierał się na referacie wygłoszonym na sympozjum zorganizowanym przez Komitet Naukoznawstwa PAN i Międzynarodową Radę do spraw Studiów nad Polityką Naukową.

M. Choynowski, Nauka..., art. cyt., s. 50.

.Zob. J. Szymański, Kościół katolicki w obwodzie Winnickim na Podolu w latach 1941-1964, Lublin 2003, rozdz. 2.

Wprowadzano takie prawo (od października 1917 do stycznia 1918), które pozwalało na oddzielenie instytucji religijnych od państwa, a także na odebranie tym instytucjom majątku, i równocześnie anulowanie płatności państwa na ich rzecz. Wzorowano się tu na dekrecie Komuny Paryskiej z 2 kwietnia 1871. Ponadto najpierw Kościół, a następnie rodzice otrzymali zakaz nauczania religii (marzec 1919). Zob. J. Szymański, Kościół katolicki... dz. cyt., s. 105n.

ibid., s. 179.

ibid., rozdz. 2.

W 1959 r. I sekretarz KPZR Nikita Chruszczow twierdził, że u ludzi sprzeciwiających się komunizmowi „stan psychiczny nie jest w normie”, bo zbrodnia nie jest niczym innym niż swoistym odchyleniem od przyjętych społecznie norm; skoro więc w Związku Sowieckim normą są zasady komunistyczne, to kto się na to nie godzi, musi być nienormalny (przemówienie opublikowane w gazecie Prawda z dn. 24.05.1959).

Zob. V. J. Birstein, The Perversion of Knowledge: The True Story of Soviet Science, Cambridge, Mass., 2004; Y. Albats, C. A. Fitzpatrick, The State within a State. The KGB and its Hold on Russia--past, present, and future, New York 1994; Soviet Psychiatric Abuse. The Shadow Over World Psychiatry, ed. S. Bloch, P. Reddaway, Boulder, Colo. 1985.

 

R. J. Bonnie, Political Abuse of Psychiatry in the Soviet Union and in China: Complexities and Controversies, Journal of the American Academy of Psychiatry and Law, 30: 136-44, 2002, s. 138. Jeden z wieloletnich więźniów szpitali psychiatrycznych tak wspominał: „Dla „leczenia wzburzonych”, a mówiąc dokładnie karania, stosowano w zasadzie trzy środki. Pierwszy - aminozyna. Pod jej działaniem człowiek zazwyczaj zapadał w śpiączkę, w jakieś takie otępienie, że przestawał pojmować, co się z nim dzieje. Drugi - sulfazyna albo siarka. Ten środek powodował zazwyczaj silne bóle i dreszcze, temperatura podskakiwała do 40-41° C i utrzymywała się przez dwa - trzy dni. Trzeci - ukrutka. To uważane było za najcięższe. Więźnia mocno owijano od nóg aż po pachy mokrym, skręconym prześcieradłem albo pasami z płótna żaglowego. Schnąc materiał kurczył się, powodując straszliwy ból i pieczenie całego ciała. Zazwyczaj powodowało to szybko utratę przytomności i do obowiązków siostry należało tego doglądać. Wówczas ukrutkę chwilowo rozluźniano, pozwalając delikwentowi odetchnąć i dojść do siebie, po czym ponownie go zawijano. To mogło powtarzać się kilkakrotnie”. W. Bukowski, I powraca wiatr..., tłum., A. Mietkowski, Warszawa 1990, s. 146-147

 

ibid., 137. Do winy psychiatrzy przyznali się dopiero w r. 1989.

Jeszcze pod koniec lat 80. delegacja amerykańska miała okazję przekonać się, że w sowieckich szpitalach poddawano przymusowym zabiegom psychiatrycznym pacjentów politycznych. Ibid., s. 137.

R. Munro, Judical psychiatry in China and its political abuses, Columbia Journal of Asian Law, 14, no 1, 2000.

Shiyong Sifa Jingshenbingxue (Stosowana psychiatria sądowa), ed. Jia Yicheng, Anhui Renmin Chubanshe, September 1988, s.10.

 

Wypowiedź ta znalazła się w tekście Mao Tse Tunga pt. „O właściwe traktowanie sprzeczności wśród ludzi” (wersja angielska: On the Correct Handling of Contradictions Among the People, w: Selected Works of Mao Tse-tung, Vol. 5 , Beijing, 1977, ss. 384-421). Tekst ten, jako pisemna wersja wcześniej wygłoszonego przemówienia, wydrukowany został w chińskim Dzienniku Ludowym, 19 czerwca 1957.

Zob. strona internetowa Dangerous minds. Political Psychiatry in China Today and its Origins in the Mao Era, http://hrw.org/reports/2002/china02/

ibid., s. 22.

M. Choynowski, Nauka i uczony ... art. cyt., s. 29.

M. Jaroszyński, Nowy etap organizacji szkolnictwa wyższego, Życie nauki, nr 1-2, 1952, s. 54.

E. Krassowska, Nowe zadania..., art. cyt., s. 147.

W historii stowarzyszeń, instytutów czy akademii naukowych obecne były trzy tendencje. Pierwsza to organizacje o charakterze społecznym, należąca do samych naukowców, jak np. Accademia dei Lincei (Rzym, 1603-1630), druga to organizacje będące własnością bogatego arystokraty lub biznesmena, jak np. Accademia del Cimento (Florencja, 1657-1667), należąca do Ferdynanda II Medyceusza, księcia Toskanii, trzecia to organizacje państwowe, które najpierw zaczęły powstawać we Francji już w XVII w., jak np. Académie Royal des Sciences (1666). Tym ostatnim tropem poszły Prusy i Rosja, natomiast tradycja polska najbliższa była tendencji pierwszej. W instytucjach zakładanych przez państwo naukowcy otrzymywali pensję oraz niezbędne pomoce naukowe, ale z drugiej strony za cenę rezygnacji z wolności badań, ponieważ musieli wykonywać zadania, jakie im władze zlecały. Zob. W. Rolbecki, Walka o..., art. cyt., s. 221n.

E. Krassowska, Nowe zadania..., art., cyt., s. 143.

Przemówienie prof. Jana Dembowskiego na otwarcie Kongresu Nauki Polskiej, Życie nauki, nr 7-8, 1951, s. 650). O tym, że PAN będzie wierny idei budowania społeczeństwa socjalistycznego, zapewniali w liście do Józefa Stalina Prezes PAN Jan Dembowski i Sekretarz Naukowy Stanisław Mazur, Życie nauki, nr 3-4, 1953, s. 2,

 

J. Dembowski, O warunkach rozkwitu nauki polskiej, Życie nauki, Nr 3-4, 1952, s.

Przemówienie prof. Kazimierza Nitscha, prezesa Polskiej Akademii Umiejętności, ibid., s. 663; Przemówienie prof. Wacława Sierpińskiego, prezesa Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, ibid., s. 665.

W. Rolbiecki, Walka..., art. cyt., s. 222n.

M. Jaroszyński, Prawo pracowników naukowych, Wrocław 1971, s. 117.

ibid., s. 85.

W. Rolbiecki, Walka..., art. cyt., s. 224.

ibid., s. 224, przyp. 8.

J. Kaczmarek, Zarys..., art. cyt., s. 338.

Czarna księga cenzury PRL, Londyn 1977, t. 1, s. 69.

J. Cyrankiewicz, peerelowski premier, cytuje w swoim wystąpieniu prof. Romana Kozłowskiego, który zapewniał, że „... ludzie prowadzący dziś nawę państwową tak samo jak my [czyli naukowcy] uważają naukę za podwalinę nowoczesnego światopoglądu i za podstawę nowoczesnej, socjalistycznej gospodarki...”, Państwowe nagrody naukowe wyrazem związku nauki z życiem narodu, Życie nauki, 5-6, 1951, s. 527.

M. A. Krąpiec, Dialog? art. cyt., s. 8.

ibid., s. 8n.

Taki los spotkał A. Schaffa, który należał do czołówki filozofów marksistowskich, by po publikacji książki Marksizm a jednostka ludzka (1965) zyskać miano rewizjonisty, a następnie utracić członkowstwo w KC PZPR (1968).

Zob. L. Kołakowski, Główne nurty marksizmu, dz. cyt. t. 3.

Władysław Tatarkiewicz omawiając poglądy Marksa daje na końcu punkt zatytułowany Opozycja i działanie, w którym jednak nie ma ani jednego słowa o tym, co krytykowano w doktrynie Marksa, dowiadujemy się natomiast, że „[f]ilozofowie i historycy filozofii XIX w. nie zdawali sobie sprawy z przełomowego znaczenia marksizmu...” W. Tatarkiewicz, Historia filozofii, Warszawa 1970, t. 3, s. 51. Z pewnością był to przełom, ale na pewno nie filozoficzny, lecz ideologiczny i polityczny. Można odnieść wrażenie, że tekst poświecony Marksowi jest wyrazem consensusu między cenzurą a znakomitym skądinąd Autorem Historii filozofii.

Zob. cytowaną już publikację środowiska KUL Wobec filozofii marksistowskiej. Polskie doświadczenia, która ukazała się w Rzymie 1987, a nie w Lublinie, chociaż KUL miał swoje wydawnictwo i swoją drukarnię.

ibid.

czlow w kult1000