FELIETONY-WYWIADY

WITAM PAŃSTWA NA MOJEJ STRONIE AUTORSKIEJ

      PIOTR JAROSZYŃSKI  

"Sic vive cum hominibus, tamquam deus videat; sic loquere cum deo, tamquam homines audiat" Seneka

Na zdrowy rozum mogłoby się wydawać, że każda władza dąży do tego, żeby społeczeństwo było coraz bogatsze. Dzięki temu z jednej strony władza taka nie musiałaby się martwić o społeczne poparcie (w wypadku demokracji – o reelekcję), a z drugiej strony realizowany byłby cel polityki, jakim jest zadowolenie i szczęście rządzonych.
 
Wiemy doskonale, że często bywa inaczej, że władza zamiast pomóc ludziom w bogaceniu się, doprowadza ich do coraz większego ubóstwa. Nie trzeba daleko szukać, wystarczy popatrzeć na nasze społeczeństwo, stajemy się coraz biedniejsi.
 
Nasze ubóstwo – przypadek?
 
Ale tu rodzi się wątpliwość, czy czasem celowo nie jesteśmy doprowadzani do ubóstwa? Tak jakby władza miała w tym swój ukryty cel, a właściwie plan. Powstaje pytanie: jak to rozumieć i czy czasem nie jest to jakieś śmieszne podejrzenie z repertuaru spiskowej teorii dziejów? A może po prostu o wszystkim decyduje ekonomia: jak jest kryzys, to społeczeństwo musi biednieć. A kryzys jest, skoro o tym ciągle się mówi; więc biedniejemy.
 
No dobrze, ale czy kryzys powstaje sam z siebie jako heglowska konieczność dziejowa, czy może jest przez kogoś sztucznie wywoływany?
 
Gdy przed kilku laty kryzys ogarnął Stany Zjednoczone, co inteligentniejsi Amerykanie zwracali uwagę na dziwny fakt: tuż przed krachem banki niemal na siłę wciskały wszystkim kredyty, nie bacząc na wypłacalność kredytobiorców. To doprowadziło do załamania całego systemu bankowego, a co za tym idzie również ekonomicznego.
 
Ale przed tym krachem pojawiło się jeszcze inne zjawisko: zaczęto wyprowadzać coraz więcej firm ze Stanów do Azji, a to z kolei musiało prowadzić do coraz większego bezrobocia, upadku całych dzielnic, a nawet miast, które i dziś robią przerażające wrażenie (np. Detroit).
 
Kryzys tak ujęty nie jest koniecznością dziejową, ale skutkiem ludzkich działań, które można przewidzieć, a które w związku z tym trudno nazwać niecelowymi. Jednak pytanie pozostaje: po co społeczeństwo wpędzać w kryzys? Zarobiły na tym niektóre prywatne banki. Z jednej strony zostały sztucznie dofinansowane przez prezydenta (miliardy dolarów!), z drugiej zaś przejęły majątek tych, którzy okazali się niewypłacalni.
 
Dotknęło to w szczególności Polonię, ponieważ Polacy swoją finansową przyszłość wiązali bardzo często z zakupem domu, który po odpowiednich przeróbkach i remontach zamierzali sprzedać z zyskiem. Tymczasem wskutek „kryzysu” okazało się, że kredyt do spłacenia przewyższa wartość domu, wobec czego stał się on wręcz kulą u nogi, więc zaczęto je bankom po prostu oddawać. I tak sen o wielkim zarobku, z którym kiedyś wróci się do Polski, zniknął jak kamfora.
 
Ale w Stanach ma miejsce proces jeszcze głębszy niż tylko zubożenie jednej z grup etnicznych. Chodzi o likwidację tzw. klasy średniej. Klasa ta odgrywa w prawdziwej demokracji rolę wyjątkową, ponieważ w sposób naturalny stabilizuje układ sił ekonomicznych i politycznych.
 
Ekonomicznych, ponieważ otwarta jest nie na to, żeby jak najszybciej stać się klasą najbogatszą, lecz żeby podciągać warstwy biedniejsze, dla których wskoczenie do klasy średniej jest jak najzupełniej realne, podczas gdy bycie milionerem (poza wygraną w totolotka) raczej nie.
 
Niezależność klasy średniej
 
Klasa średnia cieszy się względną, ale dużą niezależnością i to nie tylko ekonomiczną czy polityczną, ale również ideową i kulturową. Klasę tę stać na dobre wychowanie i wykształcenie dzieci, na promowanie wartościowej sztuki, na respektowanie podstawowych zasad moralnych w życiu prywatnym i publicznym.
 
Jest to warstwa cywilizacyjnie i politycznie najzdrowsza. Kryzys tymczasem uderzył głównie w nią. W efekcie zaczęła się powiększać sfera ubóstwa, a bogactwo stawało się coraz bardziej zależne albo od ciemnych układów (mafie, gangi), albo od polityki (przynależność do partii lub powiązanie ze służbami specjalnymi). Demokracja stała się fasadą dla rządów oligarchii albo despotyzmu w formie socjalistyczno-liberalnej, ze wskazaniem na socjalizm.
 
A w samej Polsce? Plan Sorosa (on to bowiem był głównym animatorem, a nie Sachs czy Balcerowicz) z początku lat dziewięćdziesiątych zakładał, że polskie zakłady pracy zostaną zlikwidowane lub sprzedane za bezcen. Nietrudno się domyślić, że efektem tego będzie bezrobocie i zubożenie społeczeństwa, ale także wielka migracja, zwłaszcza ludzi młodych, którzy na pierwszym miejscu potrzebują dobrze płatnej pracy, więc jeśli nie ma jej w tym kraju, to jedzie się do innego. I tak się stało, natomiast o przyczynach mało kto pamięta, wystarczy, jeśli wypowie się to magiczne słowo „kryzys”.
 
Dla pewnych środowisk zarówno w kraju (uwłaszczenie nomenklatury), jak i za granicą (międzynarodowe firmy) taki scenariusz łączył się z zyskiem, a taki zysk nie ma ojczyzny, to znaczy nie ma sentymentów wobec jakiejkolwiek ojczyzny, są tylko magiczne nazwy sieci sklepów czy producentów, a konkretnych osób to już nie widać.
 
Poddani socjotechnikom
 
Kwestia motywu „więcej zysku” czy „więcej władzy” jest jasna, bo wiadomo, że biznesmen chce więcej zarobić, a polityk chce więcej „móc”. Pozostaje problem, ile tego zysku da się jeszcze wycisnąć, ile władzy da się jeszcze wzmocnić. Dlaczego społeczeństwo na to wszystko się godzi i czy faktycznie władza ludzi się nie boi? Są to pytania z zakresu socjotechniki, a nie stricte polityki.
 
Socjotechnika skupia w sobie szereg różnych nauk takich jak: socjologia, psychologia, matematyka, statystyka. Jej celem nie jest poznanie prawdy dla samej prawdy ani dla dobra człowieka lub społeczeństwa, ale dla dobra władzy, by skuteczniej mogła rządzić tzw. zasobami ludzkimi, zwanymi dawniej tłumem, a dla niepoznaki społeczeństwem obywatelskim. W ramach socjotechniki określane są parametry wytrzymałości lub podatności społeczeństwa na różne posunięcia władzy takie jak: propaganda, manipulacja, kłamstwo, fałszywe obietnice, nadmierne podatki, biurokracja, etc.
 
Wśród parametrów ułatwiających nakreślenie portretu psychologicznego danej zbiorowości bierze się pod uwagę takie cechy jak: emocjonalność, racjonalność, pamięć, umiejętność przewidywania, zdolność samoorganizacji, daleko- lub krótkowzroczność, etc. W efekcie powstają portrety psychologiczne narodów, warstw społecznych, warstw zawodowych, grup wyznaniowych – co pozwala na skuteczne rządzenie uwzględniające statystyczną większość, również na granicy wytrzymałości, jeśli taka jest konieczność.
 
Siły władzy nie można lekceważyć
 
Gdy więc społeczeństwo sądzi, że miarka się przebrała i że nadszedł czas buntu wobec władzy, to władza, mając do dyspozycji socjotechnikę i korzystając z narzędzi takich jak media, prawo, siły przymusu, tworzy całościową koncepcję sytuacji i wypracowuje adekwatne metody działania. Przy czym ma do dyspozycji różne warianty na różne okoliczności, łącznie z wykorzystaniem agentów, którzy od środka rozbijają bądź sterują buntem społecznym. Sił władzy nie można lekceważyć.
 
To, że społeczeństwo ma poczucie wspólnej krzywdy lub pragnie zemsty, nie jest jeszcze gwarancją skutecznego działania, ponieważ to jest tylko poziom emocji, który nie przeradza się automatycznie w racjonalnie zorganizowane działanie. Natomiast w drodze do takiego działania nie może zabraknąć kłótni o przywództwo, konfliktu koncepcji, ingerencji służb. Jednym słowem, władza jest zorganizowana w skali państwa, ma lidera, koncepcję i narzędzia.
 
Tego wszystkiego brakuje społeczeństwu, które przecież w wyborach wskazało, kto ma rządzić. A jeśli rządzi inaczej niż zapowiadała? Wówczas może dojść do wybuchów społecznego niezadowolenia, ale rzadko bywają one skuteczne.
 
Najczęściej władza potrafi je spacyfikować albo włączyć do rozgrywek walki o władzę na poziomie samej władzy. Za każdym razem ze szkodą dla społeczeństwa, które koniec końców zostaje rozbite, ulega apatii i zniechęceniu, zadowoli się byle czym lub po prostu obrazi się na własne państwo, zamknie się w życiu prywatnym lub wyjedzie.
 
Dlaczego biednymi łatwiej rządzić, a właściwie sterować? Dlatego że ludzie biedni, jeśli bieda przybiera stan permanentny, mają małe potrzeby.
 
Dotyczą one zazwyczaj posiadania środków umożliwiających przetrwanie. Biedni wręcz nie lubią, gdy rozmawia się o ideałach, o kulturze, o ojczyźnie, gdyż abstrakty te niewiele dla nich znaczą, jeśli nie mają za co żyć. Problem jednak w tym, że walka o władzę dotyczy przede wszystkim walki o te „abstrakty”, ponieważ jest walką między cywilizacjami, kulturami, ideologiami, ba! religiami, natomiast walka ekonomiczna to tylko pochodna tamtych walk.
 
Bieda to zły doradca
 
Aby więc przeciwstawiać się ubóstwu, trzeba najpierw zrozumieć, o co idzie walka na górze, o jaką cywilizację, kulturę, religię (lub jej negację) i dopiero wtedy można obmyśleć, co długofalowo robić.
 
Jeżeli walka dotyczyć będzie tylko tzw. pełnej miski, dla biednych będzie to walka zawsze przegrana. Rządzący napełnią ją od czasu do czasu, i to wszystko.
 
Jednym słowem, rządzący najmniej boją się biednych, bo mają tysiące sposobów na to, żeby ich oszukać, spacyfikować, wykiwać, z naukową precyzją i ze skutecznością maszyny. Jak inaczej można pojąć to trwające już od 20 lat przyzwolenie ze strony milionów naszych rodaków, aby pozbyć się zakładów pracy, a tym samym i miejsc pracy?
 
Nie da się tego pojąć, jeśli ktoś myśli nie w kategoriach doraźnej korzyści, ale długofalowej perspektywy. Zgodzono się na ten kolejny rozbiór Polski. W efekcie starsi powiększyli grono biednych, idąc na bezrobocie, a młodzi wyjechali z kraju.
 
Bieda jest złym doradcą, a nadmierne bogactwo bywa groźną pułapką. Raczej musimy myśleć kategoriami klasy średniej, która powinna być w zasięgu każdego, kto potrafi i chce pracować. Taka klasa nie tylko pomaga oddolnie na wyciąganie innych z biedy, ale także rozumie, jak ważną rolę odgrywa zasobność w umacnianiu suwerenności człowieka, a tak naprawdę rodziny.
 
Z takiej warstwy wyrastają też prawdziwe elity, które potrafią rządzić, mając na oku nie prywatę czy partyjniactwo, ale autentyczne dobro wspólne, jakim dla Polaków jest i musi pozostać Rzeczpospolita – Niepodległa, Suwerenna, Najjaśniejsza.

Piotr Jaroszyński

Nasz Dziennik, Sobota, 20 lipca 2013 (02:00)

HEADER 

Tadeusz
0 # Tadeusz 2013-08-17 14:03
Jedna z ważniejszych kwestii jest odejście jelit od etyki i zasd moralnych cywilizacji chrześcijańskiej , jest to główny powód naszego ubożenia .Działania takie są nam obce i pochodzą od obcych nam cywilizacji ,lichwiarstwo ,pasożytnictwo ,pogarda ,wymieniać by dlugo.Myśle że Polska jest poddana eksperymentowi , u nas można wszystko wprowadzić , zrobić i Polacy nie reagują ,to tez jest spadek po komunizmie .W innych krajach opór jest bardzo zdecydowany ,kos nas dobrze poznał i uderza w czule miejsca wiedząc że i tak tylko sie będziemy miotać a po kilu dniach zapomniemy,przyzwyczaimy sie .
Tadeusz
0 # Tadeusz 2013-08-17 13:45
Nowelizacja do elastycznego czasu pracy to jeden z aspektów o którym pisałem ,jawne niewolnictwo w Polsce .Pokażcie chociaż jeden kraj w którym istnieje takie prawo ,nastepny to przedłużenie wieku emerytalnego do 65 lat ,wspomne tez o tym że tydzien pracy w Polsce jest jednym z najdłuzszych w Europie-Prawa pracodawców są nie do ograniczenia i podważania ,dlaczego? wiąże się to z gruba kreska i uwłaszczeniem byłych komunistów ,naród Polski nie dostał nic .Uważam że jest to umyślna polityka podzielenia narodu zgodnie z zaasada dziel i rządż divide et impera ,narodem podzielonym i biednym łatwiej rządzić ,pozdrawiam
Daria
-1 # Daria 2013-08-02 19:55
Absolutnie nie zgadzam się z Tadeuszem za kilka pokoleń ludzie zapomną co to takiego CHRZEŚCIJAŃSTWO. Taki ruch trzeba zrobić teraz.
Tadeusz
+1 # Tadeusz 2013-08-01 20:34
system który dostalismy w spadku czyli komunizm nie jest taki łatwy do zreformowania ,potrzeba na to czasu ,a przede wszystkim zmiany mentalności ludzi którzy buduja swoje bogactwo kosztem innych.Musi minąc kilka pokoleń .
Daria
0 # Daria 2013-08-01 16:31
Ja bym zaczęła od zadeklarowania w jakiej cywilizacji chce się funkcjonować.
Następnie uruchomiłabym ochronę prawną interesów swoich lub całej grupy funkcjonującej wg tej cywilizacji.
Wówczas pojawia się i pracodawcy pasujący do cywilizacji CHRZEŚCIJAŃSKIEJ.
Może komuś się podoba mieć bat nad sobą lub jakiegoś ciemiężyciela.
Krzysztof
-1 # Krzysztof 2013-07-22 23:36
Erhard Ludwig (1897-1977) - kanclerz Republiki Federalnej Niemiec, autor niemieckiej reformy walutowej z 1948. (...) Reforma była fragmentem szerszego programu strukturalnej przebudowy ekonomiki niemieckiej i przygotowywała grunt pod społeczną gospodarkę rynkową. Polegała na natychmiastowej wymianie zdewaluowanej Reichsmarki (RM) na nową walutę - Deutsche Mark (DM).
W sposób uprzywilejowany potraktowano kapitał produkcyjny, przeszacowując majątek rzeczowy oraz akcje w stosunku 1:1. Natomiast gotówkę wymieniano w sposób nieekwiwalentny, tak, iż faktyczna konwersja wynosiła 100 RM na 6,6 DM. Reforma zmusiła przedsiębiorstwa do podjęcia gry rynkowej
i dała początek tzw. cudowi gospodarczemu RFN w latach pięćdziesiątych.
Antoni Dudek (w: Słownik historii XX wieku) - cytat

Mądremu dość, a co zrobił Balcerowicz?


Pozdrawiam Pana Profesora.
Zbyszek
-1 # Zbyszek 2013-07-22 07:28
Powyższy tekst jest klasycznym dołowaniem rozsądnie kojarzących czytelników. Wszak ludzie mądrzy uczą się sami (biorąc przykład z kochających ich rodziców czy wyciągając wnioski z własnych błędów).
Autor felietonu sprawia wrażenie nie dostrzegania rażącej sprzeczności pomiędzy apoteozą zamożności i faktu, że jej starozakonni praktycy nie mają sobie równych w lichwie i jej barbarzyńskiemu aplikowaniu pozostałym w kraju Polakom. Co do jednego, zgadzam się z autorem: kolejny (wcale już nie nie czwarty) rozbiór Polski jest bezspornym faktem. Sęk w tym, że z czegoś trzeba żyć. Najlepiej sprzedaje się to czego ludziom brakuje najbardziej: nadziei na poprawę. Sienkiewicz zrobił to jednak z klasą i został za to doceniony Noblem. Tymczasem, w dobie coraz szerszego dostępu do internetu i absencji prawdziwego AUTORYTETU (JP II), szansa na pohukiwanie: weźmy się chłopcy i zróbcie to - bezpowrotnie odeszła w przeszłość. Pozostała już tylko modlitwa i wiara w Boga
Maciej
+1 # Maciej 2013-07-21 17:41
Słusznie.

Ale to ,że Polska została pozbawiona zakładów pracy, to akurat dobrze. Szkoda, że została pozbawiona zakładów produkcyjnych, i dochodów które takie zakłady generują. Zakłady pracy generują straty.
kto
-1 # kto 2013-07-21 17:31
Kto to jest ta klasa średnia? Ci którzy maja lukratywne zawody i zabraniają do nich dostępu? Czy przedsiębiorcy oszukujący wszystkich naokoło.
Mateusz
0 # Mateusz 2013-07-21 17:03
Pięknie!
Emily
+6 # Emily 2013-07-21 11:45
Przeczytałam z uwagą ten mądry artykuł, Panie profesorze. Jest Pan prawdziwym humanistą w pełnym tego słowa znaczeniu, ale tak dobrze zna się też na ekonomii.
Dziękuję za ten artykuł, który musi moim Rodakom wiele wyjaśnić i rozjaśnić w poruszonej kwestii.
Pozdrawiam:-)
henry
+1 # henry 2013-07-20 20:36
Glownym powodem biedy to nieudolnosc rzadzenia i niegospodarnosc w stosunku do profitu Narodowego i nie tylko.Agentura to straszliwie wielki ogrom ciezaru,ktory niszczy paralizujac wszyskie galezie gospodarki.Bezkarnosc za za zle czyny, przewinienia w elitach to nastepny klin rozwalajacy potensjal marodowy. Wrog nie moze rzadzic bo roztrwoni majatek narodowy i odda w niewole bezbronny narod ograbiony doszczetnie,oblozony dlugiem do niewyplacenia.Niema sprawiedliwosci bez patriotyzmu i uczciwosci.Rzadzenie Narodem niezgodnie z jego wola to faszyzm-okupacja.Przede wszystkim nieuczciwosc aferowej gospodarki to calkowity dezaster,nieporozumienie gdzie wszyscy kradna i niema zrodla wytwarzania dobr materialnych na pokrycie zlodziejstwa nienasyconego.To tylko nieliczne przyklady zla,ktore moga byc usuniete byc moze za pomoca RUCHU NARODOWEGO i mobilizacji wszelkich mozliwych zrodel sil by rozliczyc zlodziei czeronego okraglego stolu za podzial majatkiem Narodowego.

Our website is protected by DMC Firewall!