FELIETONY-WYWIADY

WITAM PAŃSTWA NA MOJEJ STRONIE AUTORSKIEJ

      PIOTR JAROSZYŃSKI  

"Sic vive cum hominibus, tamquam deus videat; sic loquere cum deo, tamquam homines audiat" Seneka

Inwazja gender na Polskę została sprytnie obmyślona. Chodzi bowiem o zapanowanie nad społeczeństwem katolickim, w którym Kościół jest żywy i ciągle cieszy się największym autorytetem. A ideologia gender i nauczanie społeczne Kościoła wykluczają się, jak jedno, to nie drugie. W takim razie całą operację trzeba tak przeprowadzić, żeby społeczeństwo nie zorientowało się, co tak naprawdę się dzieje i o co naprawdę chodzi. Żeby przede wszystkim nie zdawało sobie sprawy z tego, jaki jest cel strategiczny tej ideologii. Są nim dzieci. Gender dąży do przejęcia kontroli nad dziećmi, zaś dorośli, poza samym gronem agitatorów genderyzmu czy etatowych pracowników, są w polu zainteresowania na tyle, na ile mogliby w czymś przeszkodzić, zwłaszcza jako rodzice, nauczyciele, katecheci czy duchowni, a więc ci, którzy w normalnych warunkach włączają się w proces wychowawczy.
 
Eliminacja środowisk odpowiedzialnych za prawidłową edukację dzieci dokonuje się na wiele sposobów. Pierwszy to użycie słowa, które jest niezrozumiałe. Gdyby w miejscu słowa „gender” było słowo polskie, które jasno i jednoznacznie ukazuje skalę zagrożenia i które ostrzega przed nawet nieodwracalnymi skutkami praktyk genderowskich, to większość dorosłych, w tym zwłaszcza katolicy, zaczęłaby protestować. Wiedzą o tym genderyści, dlatego schowali się za dość niepozornym słowem, które samo w sobie ani nie posiada wartości informacyjnej, ani tym bardziej ostrzegawczej. Ono tylko brzmi, ono jest tylko napisem.
 
Skąd więc wzięło się to słowo? Jest to słowo angielskie: gender. Swoimi korzeniami sięga jednak łaciny: genus. A genus posiada wiele znaczeń, m.in.: szczep, plemię, ród, naród, a także rodzaj, klasa, grupa, pochodzenie. Podłożem dla genus jest genero, które znaczy rodzić. I to jest jasne, bo dzięki rodzeniu pojawia się podobna sobie grupa ludzi, którą można określić wspólnym mianem rodu lub narodu. By zaś miało miejsce rodzenie, potrzebny jest związek rodziców, z których jedno jest mężczyzną, a drugie kobietą. Pierwsze to rodzaj męski, a drugie – żeński. Oba rodzaje przeszły do języka, do gramatyki, wzbogacone dodatkowo o rodzaj wskazujący na okres przed osiągnięciem przez dziecko dojrzałości, a zwany rodzajem nijakim lub neutralnym.
 
W ramach gramatyki te trzy rodzaje obejmują nie tylko ludzi, ale całą przyrodę i nawet przedmioty. Stół jest rodzaju męskiego, krzesło – nijakiego, a lampa – żeńskiego. Rodzaj gramatyczny jest więc luźno związany ze stanem realnym, bo przecież ani krzesło, ani stół nie posiadają płci. Ale właśnie w początkach wieku XX angielskie słowo „gender” miało tylko znaczenie gramatyczne, a więc nie miało realnego i koniecznego związku ani z rodzeniem, ani z życiem, ani z płcią, ponieważ ów rodzaj mógł obejmować przedmioty. Gender-rodzaj to była już tylko gramatyka.
 
Do czasu. W roku 1955 słowo to stało się wehikułem zupełnie nowego znaczenia, które od lat 70. miało wstrząsnąć podstawami kultury zachodniej. Oznajmiono, że gender to płeć, ale niezależna od gramatyki i od biologii. Niezależna, ale nie neutralna. Bo jest to taka „płeć”, która ma rozsadzić gramatykę, a przede wszystkim rozsadzić płeć biologiczną. Gender staje się narzędziem walki z prawdziwą płcią, a więc jej rolą w rodzinie i w kulturze opartej na rodzinie. Nie ma bardziej antyrodzinnej ideologii niż właśnie gender. Ale jakim „cudem”? Jak do tego doszło?
 
Piotr Jaroszyński
 
Nasz Dziennik, Czwartek, 30 stycznia 2014, Nr 24 (4866)
 

DMC Firewall is a Joomla Security extension!