FELIETONY-WYWIADY

WITAM PAŃSTWA NA MOJEJ STRONIE AUTORSKIEJ

      PIOTR JAROSZYŃSKI  

"Sic vive cum hominibus, tamquam deus videat; sic loquere cum deo, tamquam homines audiat" Seneka

Eleanor Roosevelt z Powszechną deklaracją praw człowieka (Wikipedia)Eleanor Roosevelt z Powszechną deklaracją praw człowieka (Wikipedia)

Powszechna Deklaracja Praw Człowieka (1948) spełnia dlatego wielką rolę, że odwołuje się do podstawowych praw ludzkich, nie uzurpując sobie prawa do ich ustanawiania. Stąd właśnie to słowo „deklaracja”, czyli jakby uroczyste oświadczenie i potwierdzenie. Jeżeli bowiem podstawowe prawa płyną z ludzkiej godności i ludzkiej natury, to nie są one wynikiem jakichkolwiek ludzkich ustaleń lub postanowień. By jednak uwypuklić ich wielkie znaczenie dla ludzkości, by ludzkość o nich nie zapomniała i by brała je zawsze pod uwagę, trzeba je uwyraźniać i o nich przypominać. W ramach tych praw mowa jest o małżeństwie między kobietą i mężczyzną i o podstawowym prawie rodziców do wychowywania własnych dzieci.

Właśnie te dwa prawa łamie wprowadzana dziś w Unii Europejskiej Konwencja o zwalczaniu i zapobieganiu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Nie jest to deklaracja, ale konwencja. Różnica niebagatelna. Konwencja bowiem oznacza umowę. Otóż umowa dotyczy tego, o co można się umawiać, a można się umawiać o to, co nie jest konieczne lub co nie jest istotne. Nie można się umówić, że dwa plus trzy równa się sześć, bo dwa plus trzy z konieczności daje pięć. Taka umowa o wyniku operacji matematycznych byłaby absurdalna lub śmieszna. Ale nie można się też umówić o to, że koń jest lwem, bo inna jest istota konia, a inna lwa. Można natomiast się umówić o to, że ruch samochodowy będzie prawostronny lub lewostronny, bo jedno i drugie nie jest ani konieczne, ani istotne. I dlatego w niektórych krajach obowiązuje ruch lewostronny, a w innych prawostronny. Jest to wynik prawa opartego na konwencji.

Jeśli jednak prawo stanowione przez ludzi wprowadza konwencję tam, gdzie zasady wyznacza konieczność lub natura, to wówczas takie prawo jest pseudoprawem, jest prawem pozornym, jest raczej próbą zalegalizowania przemocy i prowadzi do przemocy. Sama idea legalizowania tej właśnie Konwencji przeciwko przemocy jest przemocą. Bo przemocą jest to wszystko, co nie respektuje porządku natury, a co wręcz dąży do naruszenia i zniszczenia natury jako miarodajnego źródła stanowionego prawa.

Konwencja, dając pierwszeństwo płci „społeczno-kulturowej” wobec płci biologicznej, daje niejako prawo do walki z płcią biologiczną, a więc do odwracania lub niszczenia płci biologicznej. Tymczasem płeć biologiczna nie jest wynikiem umowy, lecz jest darem natury, który musi być szanowany i respektowany. Wynikiem umowy jest natomiast płeć społeczna i płeć kulturowa i dlatego musi mieć swoje granice, jakie wyznacza ludzka natura. Jeśli rzecz ma się inaczej, to znaczy, że w Konwencji nie chodzi tak naprawdę o bardziej elastyczne podejście do płci kulturowo-społecznej, a więc o to, by np. nie było sztywnej granicy między modą męską i modą damską czy między zawodami, które mogą być wykonywane przez mężczyzn albo przez kobiety, ale o to, by zniszczyć płeć biologiczną, jedyną płeć realną, dzięki której możliwe jest przekazywanie życia.

Piotr Jaroszyński

Nasz Dziennik, Czwartek, 5 czerwca 2014, Nr 129 (4971)

DMC Firewall is a Joomla Security extension!