FELIETONY-WYWIADY

WITAM PAŃSTWA NA MOJEJ STRONIE AUTORSKIEJ

      PIOTR JAROSZYŃSKI  

"Sic vive cum hominibus, tamquam deus videat; sic loquere cum deo, tamquam homines audiat" Seneka

Słowo „dialog" pojawia się w bardzo wielu różnych językach, należących do różnych grup językowych (np. francuski — języki romańskie, angielski — języki germańskie, polski — języki słowiańskie). Bierze się to stąd, że kultury tych narodów kształtowały się na kulturze greckiej, z której właśnie słowo „dialog" pochodzi. Łacińskim odpowiednikiem tego słowa jest „discussio". Etymologicznie „dialog" znaczy „rozmowę" (DIA — LEGEIN), natomiast łacińskie „discussio", to „roztrząsanie" (DIS - QUASSO). Dziś słowo „dialog" jest albo słowem potocznym (i banalnym), albo jest ideologicznie nadużywane.

Cywilizacja łacińska oznacza zasady organizacji życia społecznego, jakie rozwinęły się w średniowieczu, za sprawą Kościoła Katolickiego. Chrześcijaństwo zachodnie, oparte o Rzym, stanowiło syntezę kultury antycznej (grecko-rzymskiej) i Objawienia (Stary i Nowy Testament). Wytworzyło swoisty fenomen cywilizacyjny, różny od samej kultury greckiej czy rzymskiej (były to kultury pogańskie), ale jej nie przeciwstawiany. Średniowieczny bizantynizm (cywilizacja wschodniego chrześcijaństwa) odcinał się od kultury rzymskiej. Z kolei Reformacja (protestantyzm) odcięła się od kultury greckiej, dając przewagę Staremu Testamentowi. W obrębie chrześcijaństwa powstało szereg istotnych różnic, których geneza jest natury cywilizacyjnej.

Analizując rozumienie dialogu w cywilizacji łacińskiej należy wyodrębnić kilka aspektów, które wnoszą ze sobą czy to Antyk czy Biblia.

Grecy wyeksponowali podstawową funkcję dialogu, jaką jest poszukiwanie prawdy. Człowiek przychodząc na świat prawdy aktualnie nie zna. Aby prawdę poznać, musi dokonywać pewnego wysiłku poznawczego. Co jednak istotne, poszukiwanie prawdy jest współposzukiwaniem, czyli ma wymiar społeczny. Prawdy szukamy razem, a dobitnym znakiem tego wspólnego poszukiwania jest właśnie dialog - rozmowa. Rozmawiając potwierdzamy prawdę, a odrzucamy fałsz.
Na tej płaszczyźnie dialog pojawia się jako rozmowa równorzędnych podmiotów-dyskutantów. Bo nawet jeśli jeden wie więcej, a drugi mniej, to potrzebują siebie nawzajem, aby coś uznać lub temu zaprzeczyć. Przykładem takiego dialogu są dialogi Platona.

Tak pojęty dialog należy odróżnić od nauczania, gdzie prawdę zna nauczyciel, natomiast uczniowie przyjmują za prawdę to, czego nauczyciel ich uczy, przede wszystkim ze względu na jego autorytet, a nie własną dojrzałość poznawczą. Dopiero po przyjęciu i zrozumieniu wiedzy przekazanej przez nauczyciela, uczeń rozwija w sobie zdolność samodzielnego ujrzenia prawdy.

Dialog należy odróżnić od jego form zdegenerowanych, jakie były udziałem sofistów. Celem rozmowy nie jest tu dojście do prawdy, ale przekonanie kogoś, czy to niezależnie od prawdy, czy też wręcz wprowadzenie w błąd, i to przy zastosowaniu środków logicznie niedopuszczalnych (tzw. sofizmaty). Odróżniano sofistykę, która uczy niemoralnego przekonywania dla osiągnięcia zysku, od erystyki, której celem jest zwycięstwo w sporze.

Najbardziej niedojrzałą formą dialogu była kłótnia, w której górę brały emocje nad rozumem i której końcem były albo rękoczyny, albo rozejście się dyskutantów w gniewie.

Różne formy dialogu, od bezinteresownie poszukującego prawdy aż po kłótnię, zawierają kilka elementów, w ramach których pojawiały się różnice. KTOŚ rozmawia z KIMŚ o CZYMŚ. Podstawą uznania dialogu za dialog kulturalny jest PRAWDA. Bez respektu dla prawdy dialog traci swą najważniejszą funkcję ludzką.

Czym jest prawda? Jest zgodnością poznania ze stanem rzeczy („adequatio rei et intellectus"). Taka definicja prawdy pojawia się u Platona i u Arystotelesa. Dwa są problemy, jakie się tu wyłaniają i które właśnie są najbardziej dialogotwórcze. Po pierwsze, jakiej rzeczywistości dialog dotyczy. Po drugie, jakie kompetencje przysługują rozmówcom.

Biorąc pod uwagę rzeczywistość trzeba najpierw odróżnić to, co prawdziwe, od tego, co prawdopodobne. Grecy wiązali prawdziwość z tym, co konieczne i co nie może się mieć inaczej. Taka rzeczywistość stanowi przedmiot nauki. Nauka rozwija się nie w oparciu o dyskusję, ale indukcję (dotarcie do tego co istotne) i sylogizm apodyktyczny (rozumowanie niezawodne). W nauce albo ktoś rozumie albo nie rozumie, tak jak albo wie, że 2+3=5 albo tego nie pojmuje. Prawda tego działania matematycznego nie podlega dyskusji.

Obok tego, co konieczne, jest też to, co prawdopodobne, czyli to co może się mieć inaczej, co nie jest konieczne. Z natury tego przedmiotu wynika, że opinie o nim mogą być różne, bo różnie się może zdarzyć. Mówiąc o tym, co prawdopodobne, miano na myśli nie wydarzenia przypadkowe, ale nade wszystko ludzkie działanie. Człowiek, będąc wolnym, może różnie postąpić. Sprawy ludzkie są więc przedmiotem różnorodnych opinii. Jaka jest rola dialogu? Ustalenie co będzie lepsze lub co będzie piękniejsze, a co gorsze lub brzydsze. W odniesieniu do tego, co może się mieć inaczej, dialog jest podstawową formą odkrywania prawdy. Łatwo tu bowiem o błąd i pomyłkę.

Z punktu widzenia podmiotu-rozmówcy istotną rolę w przypadku nauki odgrywa kompetencja. Podczas gdy specjalista posiada wiedzę o jakimś przedmiocie, to dyletant żywi tylko przypuszczenia i dyskutuje, aby sobie podyskutować. W tym wypadku dyletant dyskutuje dlatego, że się na czymś nie zna. W tym momencie zamienia przedmiot z koniecznego na prawdopodobny. Przedmiot, który z natury, jest konieczny, jako przedmiot opinii staje się prawdopodobny. Gdy amator rozmawia ze specjalistą, pierwszy raczej pyta i prosi o wyjaśnienie, niż dyskutuje, drugi natomiast tłumaczy i rozjaśnia. Zamazanie kompetencji rozmówców przyczynia się do tego, że rozmowa zaczyna odbiegać od prawdy, specjalista zaczyna się nudzić rozmową, amator — nie poszerzy swej wiedzy. Gdy rozmawia dwóch amatorów celem dialogu jest dostrzeżenie pola niewiedzy, aby tym efektywniej skorzystać z wiedzy specjalistów.

Łatwo zobaczyć, że w świetle tych rozróżnień, upadek kultury dialogu polega na tym, że pomieszano kompetencje i przedmioty dyskusji. Amator wypowiada się autorytatywnie w sprawach, na których się nie zna. Specjalista wypowiada się apodyktycznie o rzeczach, które mogą się mieć inaczej. Amator wątpi w sprawy, które są konieczne. Specjalista traktuje wypowiedzi amatora jako sobie równorzędne etc. Efektem jest bałagan mowy i myśli, który nie tylko oddala od prawdy, ale co więcej, sprawia, że przestaje obowiązywać szacunek dla prawdy jako podstawy wszelkich tzw. wartości (czy to dobra czy piękna). Miejsce rozmowy zajmuje zwykłe gadulstwo.

Ale obok przedmiotów, które są prawdziwe lub prawdopodobne i które stanowią przedmiot naszego (ludzkiego) poznania i dyskutowania, są przedmioty co do których pojawiają się wątpliwości, choć przedmioty te same w sobie są konieczne. Dotyczy to sfery rzeczywistości nadprzyrodzonej (boskiej). Ich poznanie jest pośrednie, a różnorodność opinii wynika nie z natury przedmiotu, ale z pośredniości jego poznania.

W tradycji antycznej rzeczywistość ta stanowiła z jednej strony przedmiot mitologii, z drugiej zaś weszła w obręb metafizyki i teologii naturalnej. Mitologia, będąc w dużej mierze dziełem niesprawdzalnej fantazji, podawała najrozmaitsze opinie o bogach. W metafizyce i w teologii naturalnej tzw. sprawy boskie miały status naukowy, ale były niezwykle ubogie poznawczo. Wynikało to z operowania językiem analogicznym, odwołującym się do rzeczywistości zmysłowej po to, by mówić o rzeczywistości ponadzmysłowej, nie identycznej z rzeczywistością materialną. Przeważał tu z natury rzeczy język metaforyczny lub negatywny.

W chrześcijaństwie prawda o rzeczywistości nadprzyrodzonej ma status nie płynnej mitologii, ale Objawienia. Objawienie tym różni się od mitologii, że potwierdzone jest autorytetem boskim. Ten autorytet jest sprawdzalny w tym sensie, że odwołuje się nie do jakiejś prehistorycznej, czy raczej fantazyjnej postaci (np. Orfeusz), ale do konkretnej osoby, jaką, w przypadku chrześcijaństwa, był Jezus Chrystus. Swoim życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem potwierdził, że był zarazem Bogiem i Człowiekiem. Nie jest to jednak prawda naukowa, ale prawda wiary.

Prawda wiary różni się od prawdy naukowej. Racja uznania prawd wiary zasadza się na ukazywaniu elementów uwierzytelniających; relacje ewangeliczne o tym, co działo się z Chrystusem potwierdzają inne źródła historyczne, np. kroniki historyków rzymskich. Dzięki temu przekonujemy się, że życie i czyny Jezusa Chrystusa nie były wymysłem ewangelistów. Z drugiej jednak strony sama treść wiary, np. że Chrystus posiada dwie natury, boską i ludzką, a jedną osobę — boską, jest przedmiotem wiary jako łaski pochodzącej od Boga. Dialog w sensie religijnym potoczy się inaczej, gdy mowa jest o elementach uwierzytelniających, a inaczej — gdy chodzi o łaskę. Ciągle pojawić się mogą jakieś dokumenty czy źródła, które wzmocnią bądź osłabią prawdziwość historycznych relacji dotyczących wydarzeń odnotowanych przez Pismo św. One stanowić będą przedmiot badań i dyskusji. Natomiast jeśli chodzi o wiarę jako łaskę, to jest ona od tych wyników niezależna, ponieważ pochodzi od Boga. Łaska tak pojęta nie stanowi przedmiotu dyskusji, a jej prawdziwość nie podlega ludzkiej weryfikacji. Łaskę się ma albo nie, tak jak coś się rozumie albo nie rozumie.

Rozumienie treści objawionych, aby było adekwatne, dokonuje się w świetle łaski wiary. Rozumienie Pisma św. oparte tylko na analizie językowej, semantycznej, historycznej, socjologicznej, psychologicznej jest zdecydowanie nieadekwatne w stosunku do głębi treści wiary jako wiary. Znaczenie treści objawionych widać dopiero w świetle wiary-łaski.

Jaki stąd płynie wniosek? Nie da się „wydialogować" znaczenia wiary, jeśli dialog prowadzony jest między osobą wierzącą i niewierzącą. Ten dialog nie dotknie sprawy dla wiary najistotniejszej, jaką jest prawda o Bogu. A ta ukazywana jest w świetle wiary-łaski, którą ktoś posiada lub nie.

To wszystko, co pośrednio związane jest z prawdą wiary, stanowi przedmiot dociekań i dyskusji, tu może toczyć się dialog. Data narodzin Chrystusa nie jest prawdą wiary, dlatego badając tę sprawę dostrzeżono, że nastąpiła pomyłka w datowaniu, i w związku z tym drugie milenium powinno być obchodzone wcześniej. Ale to, że Chrystus narodził się z Maryi Dziewicy jest prawdą wiary. Rozumienie tej prawdy połączone wewnętrznie z aprobatą, jest już prawdą wiary. Prawda ta jako prawda wiary, potwierdzona instytucjonalnie przez magisterium Kościoła, jest prawdą bezdyskusyjną. W tym wypadku dialog może tylko naprowadzić na rozumienie, ale nie wpływa na istotny sens treści wiary, a tym bardzie na posiadanie wiary, która pochodzi od Boga, a nie z ludzkich przekonań.

Kultura dialogu polega więc na umiejętności odróżnienia o czym jest mowa, jakie kto posiada kompetencje, jaką instytucję reprezentuje. Brak respektowania tych aspektów przyczynia się nie tylko do upadku kultury rozmowy, ale również do otworzenia wielkiego pola dla manipulacji słowem we wszystkich dziedzinach. Królują w tym media i polityka. Celem jest zniszczenie przekonania o możliwości dotarcia do prawdy. W efekcie wszystkie opinie traktowane są jako równoważne; albo jako równoważnie prawdziwe (relatywizm), albo jako równoważnie neutralne względem prawdy (subiektywizm).

Jak wygląda wówczas dialog? W przypadku opinii równoważnie prawdziwych dialog nie ma na celu dotarcia do prawdy, bo każdy już ma (swoją) prawdę. Celem dialogu może być wówczas publiczne wypowiedzenie swojego stanowiska. Taki charakter ma głoszenie poglądu w obecności innych osób, z których po kolei każda zabiera głos. Celem dialogu jest upublicznienie swojego stanowiska. Taka dyskusja staje się nie dialogiem, ale zwielokrotnionym monologiem. W przypadku subiektywizmu celem dialogu jest możliwość ekspresji, czyli wyrażenia swoich myśli, gdzie akcent pada nie na treść poglądów, ale na ich wypowiadanie. Jest to dialog traktowany jako różnorodność wypowiedzi o celach terapeutyczno-artystycznych. Liczy się to, że każdy ma swój pogląd, że jest to pogląd oryginalny, jedyny etc, ale nie ma znaczenia prawda.

Jest jeszcze dialog, gdzie dominować ma pogląd fałszywy. Jest to dialog ukierunkowany ideologicznie, czy to przez polityka czy przez dziennikarza. Wielość opinii służy uwiarygodnieniu wrażenia, że panuje wolność słowa, jednak dobór dyskutantów, kolejność zabierania przez nich głosu, sposób ich traktowania jest metodycznie opracowaną sztuką manipulacji. Jej celem jest przeforsowanie opinii fałszywej. W takim ujęciu dialog przybiera formę jak najbardziej zwyrodniałą i społecznie groźną. Niestety, dziś, ze względu na rozwój socjotechniki, najczęściej w mediach i w polityce ma miejsce taki właśnie dialog. Jest to wówczas masowa manipulacja opinią publiczną w tzw. „wolnym świecie zachodnim''.

Aby zachować kulturę dialogu, a więc jego autentyczne miejsce w kulturze, oraz rolę, jaką pełni w rozwoju człowieka i nawiązywaniu kontaktów międzyludzkich, należy umiejętnie respektować różnorodność dialogu, a także jego granice. Po to, by to osiągnąć musimy wiedzieć kto z kim dyskutuje, musimy wiedzieć, jaki jest cel dyskusji, musimy wiedzieć, jakie rzeczy i dlaczego dyskusji nie podlegają, a wreszcie jakie są błędy i nadużycia.

Dziś pod pozorem dialogu dokonuje się wielu manipulacji, których celem jest albo zaszczepienie poglądów fałszywych, albo podważenie poglądów prawdziwych. Fałszywe poglądy (oceny) dotyczą najczęściej kwestii należących do sfery handlu i biznesu. Ich celem jest osiągnięcie zysku za wszelką cenę. Słowo, upozorowane na formę dialogową, pełni funkcję perswazyjną tylko po to, aby wprowadzić odbiorcę w błąd. Drugą sferą jest sfera polityki, w ramach której nie tylko handluje się politykami zachęcając do głosowania na jednych, a nie głosowania na drugich, ale również promuje się jakąś ideologię, która obiecuje zbawienie człowieka bez Boga albo przeciwko Bogu. W tym, drugim wypadku celem dialogu jest zasianie wątpliwości w sprawach wiary po to, aby na miejsce prawdziwej (nadprzyrodzonej) religii wprowadzić fałszywego bożka dobrobytu i potęgi.

Z uwagi na niegodziwe cele są dyskusje, w których nie należy brać czynnego udziału, innym natomiast nie należy się przysłuchiwać. Gdy celem dyskusji nie jest prawda, mój głos w dyskusji, nawet szczery, staje się pożywką dla uwiarygodnienia fałszywego celu. W ten sposób jeszcze skuteczniej wprowadzony jest w błąd obserwator, bo nasza szczerość przemawia do jego serca i na drodze pewnej ekstrapolacji szczerość taką przypisuje innym dyskutantom. Gdy przebieg dyskusji jest sztucznie zaplanowany, po to aby manipulować opinią publiczną, śledzenie takiej dyskusji może wstrząsnąć naszymi (słusznymi!) przekonaniami, ponieważ ze względu na stosowane przez dyskutantów triki, możemy okazać się bezbronni. Trzeba w porę rozpoznać, czy jakiejś dyskusji w ogóle warto się przysłuchiwać, czy też jej unikać, bo niepotrzebnie zamiesza nam w głowach.

Dyskusje w sprawach religii wymagają nie tylko wielkiej kompetencji, ale również wielkie delikatności. Dotykają bowiem spraw sumienia, które stanowi najbardziej intymną sferę naszego osobowego życia. W cywilizacji łacińskiej na wiarę można się otworzyć, ale nie wolno do wiary zmuszać („fides ex necessitate esse non debet", Paweł Włodkowic, XV w). Dyskusja i dialog mogą pomóc w takim otwarciu, ale sama wiara jest ostatecznie łaską płynącą od Boga. Zmuszanie do wiary jest bliższe ideologicznej indoktrynacji, niż miłości bliźniego. Dialog może zachęcić, aby ktoś dobrowolnie otworzył się na łaskę, nie może natomiast być formą „prania mózgu". Tym bardziej zaś dialog między religiami nie może zamienić się w walkę ideologiczną. Dopiero wówczas zachowany zostanie autentycznie personalistyczny wymiar religii, oparty na osobistym kontakcie z Bogiem.

Piotr Jaroszyński
"Europa bez Ojczyzn"

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd