FELIETONY-WYWIADY

WITAM PAŃSTWA NA MOJEJ STRONIE AUTORSKIEJ

      PIOTR JAROSZYŃSKI  

"Sic vive cum hominibus, tamquam deus videat; sic loquere cum deo, tamquam homines audiat" Seneka


Kultura stanowi najczulszy punkt, który nie tyle jest ozdobą, pięknym kwiatem czy — jak dziś powiemy — relaksem, ale nade wszystko jest jakby mózgiem narodu. W kulturze naród przez pokolenia składa to, co ma najcenniejsze i co najtrwalsze. Od czasu do czasu bogactwo kultury narodowej znajduje swój wyraz w geniuszu, który poprzez słowo, barwę, dźwięk potrafi ogarnąć i wypowiedzieć narodowego ducha. Ten geniusz karmi następnie swoim dziełem całe pokolenia, nie jako jednostka, ale jako ktoś, w kim skupiły się najcenniejsze wątki wspólnej kultury narodu. Do istoty tak pojętej kultury należeć musi dziedzictwo.
Geniusz jest dziedzicem dorobku pokoleń, pokolenia pielęgnują osiągnięcia geniusza. Jest mistrz, są nauczyciele i najmłodsza latorośl. W ten sposób wytwarzają się jakby dwa opiekuńcze ramiona: dziedzictwo i jego pielęgnowanie, w których objęciu człowiek wyrasta... na człowieka!

Wątek ten przewija się przez całą kulturę zachodnią. W Iliadzie Homera, Feniks, wychowawca Achillesa, chcąc go udobruchać, tak mówi:

„A ty, czym dzisiaj jesteś, Achillesie boski,
To najwięcej sprawiły moje czułe troski.
Jam cię zawsze na ucztę do stołu prowadził.
Pókim cię na kolanach moich nie posadził,
Nie chciałeś brać pokarmu; jam do ust przytykał
Czaszę, jam dawał sztuczki, abyś je połykał.
Częstoś na szatę pokarm rzucił z ust dziecięcych."
(Iliada, IX, 491-498)

Po ośmiuset latach św. Paweł, wykształcony obywatel rzymski, odwołuje się do podobnego porównania, gdy pisze do Koryntian: „I ja, bracia, nie mogłem wam mówić jako duchownym, ale jako cielesnym, jako malutkim w Chrystusie. Dałem wam mleko na napój, nie pokarm, boście jeszcze nie mogli..." (1 Korynt., 3). Za św. Pawłem powtórzy w Prologu do potężnej Sumy Teologicznej św. Tomasz z Akwinu: „Quia Catholicae veritatis Doctor non solum provectos debet instruere, sed ad eum pertinet etiam incipientes erudire (secundum illud Apostoli I. ad Corint. 3.: Tamquam parvuli in Christo, łac vobis potum dedi, non escam)..." [Ponieważ nauczyciel prawdy powszechnej powinien nauczać nie tylko tych, którzy są już zaawansowani, ale także początkujących (jak mówi Apostoł: malutkim w Chrystusie mleko wam daję, nie pokarm stały...)].

Przekazywanie dziedzictwa młodemu pokoleniu dokonuje się na wzór opieki, jaką otoczone jest dziecko przez najbliższych, którzy z cierpliwością i miłością karmią je, ubierają i doglądają. Wielkie prawdy przekazywane są najpierw pod postacią takich słów, które młody umysł zdolny jest pojąć i przyswoić.

Dzięki kulturze społeczność staje się narodem

Tam, gdzie jednostka ludzka, tam też jest jakiś typ kultury, bo człowiek, nie mając instynktu, musi rozumem przecierać drogę swojego życia. Jednak czym innym jest osobisty i skromny wysiłek w ramach rodziny czy szczepu, a czym innym wszechstronne wypełnianie pola życia osobowego poprzez wspólny i ciągły wysiłek społeczny całych pokoleń. Dopiero odpowiedni poziom kultury sprawia, że dana społeczność jest narodem, a członek takiej społeczności może w pełni osobowo się rozwijać. Kultura staje się narodową, jeżeli wypełnia podstawowe dziedziny kultury: naukę i edukację (THEORIA), moralność osobistą, rodzinną i społeczną (PRAXIS), wytwórczość pod postacią sztuk pięknych, rzemiosła i techniki (PRAXIS) oraz wiarę (RELIGIO). Kultura narodowa to co innego niż szerzenie nacjonalizmu, ponieważ nacjonalizm uznaje tylko jeden typ kultury, podczas gdy kultury narodowe mogą być i są różne. Kultura narodowa to co innego niż kultura ludowa, która pewnych dziedzin kultury nie posiada lub posiada je w stanie zalążkowym (ludowość, sama w sobie cenna, została sztucznie wyolbrzymiona dla celów ideologicznych). Kultura narodowa jest mózgiem społeczności, rozpisanej na ciąg pokoleń, w ramach których rozwinięte zostały wszystkie dziedziny kultury.

Dlaczego należy troszczyć się o kulturę

Nic dziwnego, że jak z jednej strony świadomy rangi kultury naród dba o tę kulturę, tak z drugiej strony wrogowie zewnętrzni lub wewnętrzni jakiegoś narodu zabiegać będą przede wszystkim o jej zniszczenie. Słyszymy ostatnio głosy, by Polacy zrezygnowali z własnej kultury, bo świat się jednoczy. Będzie nam zręczniej odpowiedzieć na te propozycje, jeśli kierowane one będą do nas w obcej mowie, np. po rosyjsku lub po niemiecku. Bo niejednokrotnie (czy to w czasie zaborów, czy pod okupacją niemiecką lub sowiecką) w tych właśnie językach prowadzono kampanię antypolską.

Naród troszczy się o własną kulturę, pilnuje jej jak źrenicy oka, starając się o jak najszerszy dostęp i udział w niej społeczeństwa, zwłaszcza zaś młodego pokolenia, promuje i sławi ludzi wybitnych, którzy jakby personifikują dorobek pokoleń, a wreszcie dzieli się tą kulturą z innymi narodami, aby i innym użyczyć dobra duchowego, które w ostatecznej perspektywie służyć ma całej ludzkości.

Jakże pięknie i trafnie ujął to nasz Noblista, którego mowę, szczególnie dziś, warto przytoczyć w całości: „Narody reprezentowane są przez swoich poetów i pisarzy w otwartej rywalizacji o Nagrodę Nobla. Konsekwentnie, przyznanie takiej nagrody przez Akademię sławi nie tylko autora, ale naród, którego jest synem, i jest świadectwem, że naród ma udział w powszechnych osiągnięciach, że jego wysiłki są owocne, i że ma prawo do życia dla dobra ludzkości. Jeśli jest to zaszczytne dla wszystkich, to nieskończenie bardziej dla Polski. Powiedziano, że Polska jest martwa, wyczerpana, zniewolona, ale oto dowód jej życia i tryumfu. Jak Galileo, „E pur si muove" [a jednak się porusza], tak należy pomyśleć [o Polsce] mając przed oczyma świata hołd oddany ważności Polski i jej geniuszu. Ten hołd został oddany nie mnie — bo polska ziemia jest żyzna i nie brakuje na niej pisarzy lepszych Ode mnie - ale dla polskiego osiągnięcia, dla polskiego geniuszu. I za to chciałbym wyrazić moją żarliwą i szczerą wdzięczność, jako Polak, Wam, Panowie, członkom Szwedzkiej Akademii, i kończę słowami zapożyczonymi od Horacego: Pnncipibusplacuisse non ultima laus est [nie jest najwyższą chwałą podobać się władcom]".

Tak przemawiał Henryk Sienkiewicz. Ile w tym dumy, ale i pokory, ile godności! Dumy, bo wielkich rzeczy dokonał, pokory, bo wie, że jest dłużnikiem całego narodu, godności, bo nie korzy się przed obcymi, znając wartość swoją i Polski, nawet pod rozbiorami.

Rzecz ciekawa, źródła wielkości Sienkiewicza zostały właściwie rozpoznane przez Akademię Szwedzką. Uzasadnienie przyznania Nagrody Nobla czyta się dziś, nieomal po stu latach, z zapartym tchem, a nawet z niedowierzaniem. Dziś takie uzasadnienie nie mogłoby się już chyba powtórzyć, a jeśli tak, to zostałoby zagłuszone przez niektóre media, od Warszawy po Nowy York i z powrotem. Przeczytajmy więc fragmenty uzasadnienia sformułowanego przez Sekretarza Akademii Szwedzkiej, niejakiego C. D. Wirsena: „Gdziekolwiek literatura jakiegoś narodu jest bogata i niewyczerpana, istnienie tego narodu jest pewne, bo kwiat cywilizacji nie może wzrastać na jałowej ziemi. Ale w każdym narodzie są nieliczni geniusze, którzy ogniskują w sobie ducha narodu; reprezentują charakter narodu przed światem. A choć hołubią pamięć przeszłości narodu, to czynią tak tylko po to, aby wzmocnić jego nadzieję na przyszłość. Ich inspiracja jest głęboko zakorzeniona w przeszłości, jak dąb Baubulis na pustkowiach Litwy, ale gałęzie kołyszą się wzruszane powiewem dnia. Takim przedstawicielem literatury i kultury intelektualnej całego narodu jest człowiek, któremu Szwedzka Akademia przyznała w tym roku Nagrodę Nobla. Jest tutaj, a jego imię — Henryk Sienkiewicz."

Gdzie jest Sienkiewicz?

Przyznam się, że czytając te słowa, usłyszałem je jakby wypowiedziane tuż obok mnie: „He is here and his name is Henryk Sienkiewicz ". Zacząłem rozglądać się wokół, gdzie jest Sienkiewicz? Ten, który zogniskował w sobie ducha narodu i reprezentował nas przed światem, który zanurzył się głęboko w przeszłość korzeniami duszy po to, by w mocnych gałęziach wiekowego drzewa mogły chronić się i żyć osłabione pokolenia naszych rodaków, by mogły żyć dziś i w przyszłości. Dziedzictwo — to jest właśnie ów korzeń duszy, która chce żyć dziś, by zaś żyć dziś i w przyszłości, musi mieć mocne oparcie, tym głębsze im czasy stają się coraz bardziej jałowe i puste.

Kto nie oparł się o pień naprawdę starego drzewa, ten nie potrafi sobie wyobrazić znaczenia tej przenośni. Takich drzew już u nas prawie nie ma, zostały wycięte, rosną za to krzaki, krzaczki i młodniaki. Jest lipa na Kujawach, która liczy sobie z 500 lat. Wiosną, gdy pod nią usiądziemy, wydaje nam się, że znaleźliśmy się w jakimś czarownym borze, ileż tam jest życia! Zapach kwiatów, tysiące pszczół i setki ptaków. To nie drzewo, to las. Cóż porównywać taką półtysiącletnią lipę z dwudziestoletnią sosenką, którą już zżera kornik! Tylko dzięcioł może na nią przylecieć, ale nic więcej specjalnego się nie dzieje. Pisarz tej miary co Sienkiewicz wyciągnął soki z głębi dziejów ojczystych, by kwitło dalej życie narodu, skazanego przez sąsiadów na śmierć. Taka była misja Henryka Sienkiewicz. Naród to dostrzegał. W zakończeniu mowy uzasadniającej przyznanie Nagrody Nobla czytamy: „Jego [Sienkiewicza] poetycka kariera rozwija się zaiste na polu chwały. Otrzymał wartościowe oznaki czci ze strony swojego Narodu, tym cenniejsze, że pomijając jego żarliwy patriotyzm, nigdy nie opuścił swego kraju. Z okazji 25-lecia pracy pisarskiej narodowa subskrypcja zapewniła zdobycie środków na zbudowanie dworu i przekazanie mu go w darze w miejscu, które było rodową siedzibą Sienkiewicza. Pozdrawiały go delegacje, przysyłano listy gratulacyjne, a w teatrze warszawskim urządzono galę na jego cześć."

Naród polski, choć rozdarty niewolą, dostrzegł prawdziwą wielkość i umiał okazać wdzięczność. Polacy karmili się Sienkiewiczem, kwiat jego twórczości dostarczał życiodajnego nektaru, pozwalającego na przetrwanie. Wiemy, że ten niewiarygodny czyn zbrojny, jaki utorował drogę do odzyskania niepodległości po 123 latach rozbiorów, był natchniony m.in. dziełami Sienkiewicza.

A jak wygląda dziś to dziedzictwo autora Trylogii? Obserwujemy przedziwne zjawisko. Z jednej strony dzieła Sienkiewicza są wypierane przez filmy noszące tytuły wzięte z jego utworów, z drugiej zaś — same dzieła są ...wycofywane ze szkół. W projekcie programu dla szkół ponadgimnazjalnych, w ramach przedmiotu „język polski" Sienkiewicza nie ma! 59 Oznacza to, że podcina się korzenie naszej kultury, aby duch narodu usechł i zwalił się na ziemię. Miejsce dzieł Sienkiewicza zajmują wyświetlane w kinach różnego rodzaju fototapety-podróbki, które poza samym tytułem niewiele mają wspólnego z oryginałem.

Nie ma sensu komentować filmowych przeróbek Trylogii. Warto natomiast zatrzymać się nad inną postacią. I znowu sięgnijmy do tekstu Wirsena: „Henryk Sienkiewicz jest z pewnością pierwszym, który dostrzegł dług, jaki zaciągnął wobec starszej polskiej literatury. Ta literatura jest naprawdę bogata. Adam Mickiewicz jest jej prawdziwym Adamem, jej przodkiem ze względu na pełną naturę poetyckości, jaka wyróżnia jego epikę." Jak Sienkiewicz w prozie, tak Mickiewicz w epice jest filarem polskiej literatury: „it's true Adam". Sienkiewicz oddał hołd Mickiewiczowi przede wszystkim w opowiadaniu Latarnik. Ludzie wielcy nie są próżni, umieją dostrzec inną wielkość, potrafią spłacać dług wdzięczności, nie tworzą w oderwaniu od narodu.

Odpolszczony Pan Tadeusz

Dziś pewna adaptacja filmowa podbija rynek kinowy. Powstaje zasadnicze pytanie: w jakiej mierze adaptację tę nazwać można ciągłością kultury polskiej, a w jakiej mierze przewrotną deformacją? W porównaniu z adaptacją Trylogii, która została spłycona do wymiaru fabuły typu „zabili go i uciekł" opowiadanej w rytmie disco polo, to, co spotkało Mickiewiczowskiego Pana Tadeusza, jest znacznie poważniejsze.

Pan Tadeusz j e s t arcydziełem polskiej literatury, ba! jest nawet arcydziełem literatury światowej. Zygmunt Krasiński w kilka zaledwie łat po ukazaniu się Pana Tadeusza pisał: „Odczytałem niedawno Pana Tadeusza, to epopea! Znam trzy epopee wielkie: Iliadę, D[on] Kiszota i P[ana] Tadeusza, który jest środkującym zlewkiem Odysei i D[on] Kiszota."60 A prof. Stanisław Pigoń we wstępie do przedwojennego jeszcze wydania Pana Tadeusza w Bibliotece Narodowej nie wahał się stwierdzić: „Dworek soplicowski zaznaczał się już swoistymi cechami epoki, to prawda, ale cechy terenu i zarazem podziemną żywiołowość plemienia wnosi w poemat naprawdę i spełnia dopiero zaścianek; z nim dopiero wkracza na scenę nie tylko indywidualizm, ale gatunek polski, geniusz rasy, pochwycony tuż przy ziemi, w szlachcie zagrodowej." 61 A zatem w Panu Tadeuszu została uchwycona jakaś najgłębsza cecha polskości, jakiś rdzeń polskości, jakiś geniusz narodowy i równocześnie tajemnica niesłychanej żywotności. Jest nim Polak na swojej ziemi, w otoczeniu sąsiadów, zanurzony w historię i obyczaj, spragniony wolności... wolności, czyli samostanowienia.

Dopiero w tym świetle widać powód, dla którego Pan Tadeusz jest arcydziełem poezji polskiej, trafia w jakiś najczulszy punkt naszego narodowego jestestwa. Znajdując w sobie ten rdzeń, naród może się odradzać, a Polak — odnajdywać. Nie dla sławy Mickiewicz chciał, aby jego księgi „trafiły pod strzechy", lecz aby duch szlachetności polskiej objął cały naród. Nie z sentymentalizmu czy nostalgii Skawiński, bohater sienkiewiczowskiego opowiadania, tak zaczytał się w Panu Tadeuszu, że zapomniał zapalić latarni; po latach tułactwa i samotności odnalazł siebie, swoją polskość. Przeczytajmy fragment Latarnika. „Pewnego razu, gdy łódź przywiozła wodę i zapasy żywności, Skawiński, zeszedłszy w godzinę później z wieży, spostrzegł, że prócz zwykłego ładunku jest jeszcze jedna paczka więcej. Na wierzchu paczki były marki pocztowe Stanów Zjednoczonych i wyraźny adres „Skawiński Esq.", wypisany na grubym żaglowym płótnie. Rozciekawiony starzec przeciął płótno i ujrzał książki: wziął jedną do ręki, spojrzał i położył na powrót, przy czym ręce poczęły mu drżeć mocno. Przysłonił oczy, jakby im nie wierząc; zdawało mu się, że śni - książka była polska. [...] W czterdziestym dziewiątym roku wyjechał do Ameryki i w awanturniczym życiu, jakie prowadził, prawie nie spotykał Polaków, a nigdy książek polskich. Z tym większą też skwapliwością i z tym żywiej bijącym sercem przewrócił kartę tytułową. Zdało mu się teraz, że na jego samotnej skale poczyna się dziać coś uroczystego. Jakoż była to chwila wielkiego spokoju i ciszy. Zegary aspinwalskie wybiły piątą po południu. Jasnego nieba nie zaciemniała żadna chmurka, kilka mew tylko pławiło się w błękitach. Ocean był ukołysany. Nadbrzeżne fale zaledwie bełkotały z cicha, rozpływając się łagodnie po piaskach. W dali śmiały się białe domy Aspinwallu i cudne grupy palm. Naprawdę było jakoś uroczyście, a cicho i poważnie. Nagle wśród tego spokoju natury rozległ się drżący głos starego, który czytał głośno, by się samemu lepiej rozumieć:
Litwo, ojczyzno moja...[...]

W kilka dni później widziano Skawińskiego na pokładzie statku idącego z Aspinwall do New Yorku. Biedak stracił posadę. Otwierały się przed nim nowe drogi tułactwa; wiatr porywał znowu ten liść, by nim rzucać po lądach i morzach, by się nad nim znęcać do woli. Toteż stary przez te kilka dni posunął się bardzo i pochylił; oczy miał tylko błyszczące..."

Polskość dosięgła tułacza, który nie przestał się tułać, który postarzał się, przygarbił, ale odzyskał swoją duszę, to właśnie ten błysk w oczach: „... oczy miał tylko błyszczące."

To jest właśnie Pan Tadeusz dotyka najżywotniejszego rdzenia polskości, który potrafi obudzić się w kimś, kto przez dziesiątki lat jest poza krajem, kto oddalony jest również od swoich rodaków, gdzieś na samotnej wysepce, już bez nadziei. „Zaszumiały mu w uszach lasy sosnowe, zabełkotały rzeki rodzinne. Widzi wszystko, jak było. Wszystko go pyta: „Pamiętasz?" On pamięta! a zresztą widzi: pola przestronne, miedze, łąki, lasy i wioski."

Aby jednak Pan Tadeusz dotknął tej najgłębszej w nas struny, trzeba ją mieć. Jeśli ktoś nie ma takiej struny, nic w nim nie zagra, co najwyżej zadudni głucho, martwo, zewnętrznie.

Trzeba słyszeć polskie słowo. Tak jak ono dźwiękiem, głoską, sylabą, frazą i melodią kształtuje i wyraża polskiego ducha. To trzeba słyszeć. Stary Skawiński, choć był sam, samiuteńki, czytał na głos, „by się samemu lepiej rozumieć". Bez polskiego słowa nie ma Pana Tadeusza, można pokazać widoczki, trawkę, brzózkę, pagórki, ale duch jest dopiero w słowie. Polskim słowie, przeczytanym na głos, po polsku.

Polskiego słowa w filmowej przeróbce nie słyszałem. W związku z tym cały film przedstawia się jako zbiór lepszych lub gorszych obrazków. Ale ducha w nim nie ma, bo nie ma słowa.

Pierwsze wrażenie jest takie, że słabo rozumiemy, co ktoś mówi. Jakie są tego powody? Jedni mówią nie otwierając ust, w konsekwencji ich mowa jest po prostu niewyraźna. Tymczasem Polak, jak pisał jeszcze w XVI w. Łukasz Górnicki, ma mówić „całą gębą". Inni natomiast wręcz charczą, tracąc nie tylko wyraźność, ale i wyrazistość. Pierwsze wynika z braku elementarnej znajomości zasad polskiej artykulacji, drugie — z fałszywie pojętego naturalizmu, który być może znaleźć można było kiedyś na budowie, np. „Zenek, podaj cegłę". Naturalizm ten słychać po natrętnym sapaniu i dyszeniu w trakcie mówienia.

Mówionym tekstom brakuje poetyckości. Należy pamiętać, że Pan Tadeusz jest napisany nie prozą, ale 13-zgłoskowcem, w którym po 7 sylabie następuje króciutka przerwa, zwana średniówką, niezależnie od zaznaczonych znaków interpunkcyjnych, jak kropka czy średnik. Dzięki średniówce tekst nabiera swoistego tempa i rytmu, co jest ważniejsze od rymów. Posłużmy się przykładem:

„Hrabia zsiadł z konia, sługi / odprawił do domu,
A sam ku ogrodowi / ruszył po kryjomu;
Dobiegł wkrótce parkanu, / znalazł w nim otwory,
I wcisnął się po cichu, / jak wilk do obory.
Nieszczęściem, trącił krzaki / suchego agrestu:
Ogrodniczka jak gdyby / zlękła się szelestu,
Oglądała się wkoło, / lecz nic nie spostrzegła;
Przecież ku drugiej stronie / ogrodu pobiegła."
(Pan Tadeusz Ul, 11-18)

Poćwiartowane trupy polskich słów.

Rytm, dźwięk, melodia języka — są odbiciem duszy, tak jak rytm poloneza jest odbiciem naszego narodowego charakteru. To nie są sprawy drugorzędne. Już w roku 1934, a więc przed II wojną światową, Ignacy Jan Paderewski zauważył z niejakim przerażeniem, gdy chodzi o muzykalność warstw średnich i wyższych: „Wystarczy, spojrzeć na naszych filologów, na te wszystkie zmiany, jakie wprowadzają do naszego języka. Czy jest coś mniej muzykalnego, coś bardziej niemuzykalnego? Starają się uprościć pisownię, w nadziei, że dzieci będą mniej się męczyły, ucząc się swego języka ojczystego, a nie widzą, że swymi reformami podcinają korzenie polskiej fonetyki. Odbierają poetom i pisarzom wiele możliwości i w ten sposób tworzą rzeczy, które są całkowicie sprzeczne z wewnętrzną muzyką mowy polskiej. Ubolewam nad wszystkimi tymi śmiesznymi reformami językowymi. Mogą one nawet zmienić ducha i charakter narodu. Ja sam byłem wychowany na klasykach polskich i język polski — to dla mnie wielka rzecz. Kiedy widzę poćwiartowane trupy słów, które kiedyś znałem jako piękne wyrazy geniuszu muzycznego mego narodu, zaczynam tracić kontakt z moim ojczystym językiem." 62

Dziś nie trzeba filologów; język wielu mediów, reklam, a wreszcie filmów dopełnia dzieła zniszczenia. I niestety, filmowa wersja Pana Tadeusza — tego arcydzieła polskiej i światowej literatury — oferuje nam poćwiartowane trupy polskich słów. Trudno o większe nieporozumienie, trudno o większą deformację polskiej kultury! Takie poćwiartowane słowo zmienia nam duszę.

Sienkiewicz i Mickiewicz - to dwaj arcymistrzowie słowa. Dziś dziedzictwo ich w skali ogólnonarodowej ulega eliminacji bądź deformacji. Jest to działanie zaplanowane, pod tym względem stanowi kontynuację PRL-u, gdzie uderzenie w kulturę narodową stanowiło istotny motyw tzw. walki klasowej.

Postkomunistyczny liberalizm stanowi ciągłość antypolskiej polityki kulturalnej, tym bardziej że w wielu wypadkach jest w tych samych rękach. Jeszcze tli się w nas polskość, oni to widzą, dlatego, korzystając z potęgi mediów i hipnotycznej sugestii filmów, chcą w nas tę polskość zadusić: wyrzucając noblistów z programów szkolnych, wyszydzając ich w kabaretach, cynicznie zmieniając wymowę arcydzieł, deformując polskie słowo, szargając życiorysy, rozsiewając plotki, przyznając sobie nagrody za antypolskość, w kraju i za granicą. Robią wszystko, aby tę polskość zniszczyć. Tak się na nas uwzięli. Ale nie dadzą nam rady. A my — nie możemy się poddać.

Piotr Jaroszyński
"Europa bez Ojczyzn"

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd