FELIETONY-WYWIADY

WITAM PAŃSTWA NA MOJEJ STRONIE AUTORSKIEJ

      PIOTR JAROSZYŃSKI  

"Sic vive cum hominibus, tamquam deus videat; sic loquere cum deo, tamquam homines audiat" Seneka


Akropol w Atenach (fot. Mateusz Fabiszak Magazyn Polski)Akropol w Atenach (fot. Mateusz Fabiszak Magazyn Polski)

Formowanie własnej tożsamości stanowiącej odpowiedź na pytanie: kim jestem? – to proces, który trwa lata całe, a kto wie, czy nie całe życie. W procesie tym trzeba uwzględnić kilka punktów odniesienia o znaczeniu podstawowym i coś, czego osobiście trzeba doświadczyć. Doświadczyć – zobaczyć na własne oczy, usłyszeć na własne uszy, pojąć własnym umysłem. Wówczas bowiem nie tylko poszerza się nasza wiedza, ale również wiedza ta zmienia nas, czyli formuje od wewnątrz. A o to właśnie chodzi w procesie kształtowania swojej tożsamości.

Formacja taka zachodzi zarówno na poziomie kultury, jak i cywilizacji. W przypadku kultury chodzi o kulturę narodową. Polak musi usłyszeć na żywo polonezy Chopina, zobaczyć krainy geograficzne, które składają się bądź składały na Rzeczpospolitą, przejść się ulicami starych miast, jak Lwów czy Wilno, napawać oczy oryginalnym malarstwem największych naszych mistrzów, czuć rytm poezji i prozy Kochanowskiego, Mickiewicza, Sienkiewicza, Wyspiańskiego i dziesiątki, jeśli nie setki geniuszy – wchłaniać sukcesywnie to, co składa się na potężną i przebogatą kulturę ojczystą.

Z drugiej strony kształtowanie własnej tożsamości sięgać musi również do cywilizacji lub kultur starszych niż kultura polska, a stanowiących źródło dla wielu różnych kultur ze sobą spokrewnionych. W ramach kultur europejskich takim wspólnym źródłem są najpierw Ateny, potem Rzym, czyli kultura antyczna basenu Morza Śródziemnego. Tam właśnie od wieków kierowały się drogi Polaków, którzy spragnieni byli wiedzy o własnych początkach. Zacznijmy od Aten.

Niech naszym przewodnikiem będzie nie kto inny tylko sam Henryk Sienkiewicz, który 12 listopada 1886 r. dotarł statkiem do Pireusu. Zostawił za sobą potężny Konstantynopol i przepełnioną cieśninę Bosfor. Czekał całą noc w pełnym napięciu, by wreszcie obudziła go «jutrzenka różanopalca» (wyrażenie Homera), by ujrzał błysk odwiecznych ruin Akropolu. I stało się, poznał po nierównomiernym ruchu śruby okrętowej, że statek już nie płynie, bo już osiągnął swój cel. Pozostało tylko wykrzyknąć: «Attyka! Pireus!».

W liście pisanym do Jadwigi Janczewskiej pierwszego dnia po przybyciu, wieczorem, pojawia się garść refleksji: «Niech co chce, będzie, człowiek z pewnym wzruszeniem staje na tej ziemi, w obliczu Aten. Jak Innocenty VIII powiedział o Polsce, że w niej każda piędź ziemi krwią męczeńską przesiąknięta, tak można by powiedzieć, że tu każda przesiąknięta myślą grecką, sztuką grecką». Zadziwia to porównanie, a jednak taką świadomość miał Polak wtedy, gdy jego ojczyzna była pod zaborami, gdy od wieków przychodziło ścierać się z hordami, watahami, armiami w obronie nie tylko Polski, ale i Kościoła, użyźniając własną krwią tę cudną polską ziemię. A teraz przed oczami wędrowca rozpostarła się inna ziemia, ziemia grecka, ziemia przeniknięta początkami wielkiej myśli, która sięgała kosmosu i Boga, by inspirować po dziś dzień; ziemia wielkiej sztuki, której piękno zachwyca od wieków. Wprawdzie zostały tylko ruiny, ale ich moc nadal działa, przemienia oczy, uszy i duszę całą.

Henryk Sienkiewicz na fotografii Stanisława Bizańskiego. Lata 80. XIX w. (Fot. Magazyn  Polski)Henryk Sienkiewicz na fotografii Stanisława Bizańskiego. Lata 80. XIX w. (Fot. Magazyn Polski)Sienkiewicz kontynuował: «Pamiętasz w drugiej części Fausta «Macierze», owe pierwokształty i pierwowzory wszystkiego, istniejące gdzieś za światami, poza czasem i przestrzenią, tak uroczyste w swych nieokreślonych samotniach, że aż straszne. Attyka, nie będąc nieokreśloną ani straszną, jest przecie podobną intelektualną macierzą całej cywilizacji. Bez niej nie wiadomo, gdziebyśmy byli i czym byśmy byli. Wszystkie inne cywilizacje gubiły się w fantasmagoriach i potwornościach, ona jedna przyjęła za podstawę wiedzy i sztuki świat realny, a jednocześnie umiała z tych pierwiastków wytworzyć najwyższy ład, prawdziwie boską harmonię. Jednym słowem: umiała być boską, nie przestając być ludzką, i to objaśnia całe jej znaczenie».

Trudno o bardziej trafne i dogłębne oddanie fenomenu kultury greckiej, w jej uniwersalnym dla całego Zachodu znaczeniu. Bez tej kultury Zachód nie byłby Zachodem. Nigdzie bowiem w żadnej z cywilizacji nie udało się zachować realizmu, harmonii i piękna w taki sposób, byśmy z jednej strony nie zostali przytłoczeni ogromem graniczącym z potwornością, a z drugiej irracjonalizmem graniczącym z chaosem, gdzie w obu wypadkach człowiek nie jest w stanie odkryć należnego sobie miejsca w kosmosie i w boskich planach. A choć Grecja nie powiedziała ostatniego słowa o człowieku i o Bogu, to przecież właśnie tu zaczęła się droga człowieka, który sam podjął próbę racjonalnego myślenia o rzeczywistości, który zaczął budować świat, by dało się go pokochać, właśnie z uwagi nie tylko na harmonię, ale również tę ludzką korektę, której słuchać musiały i potężne kolumny, i spoczywające na nich silne architrawy.

Każdy z nas, nie tylko jako Polak, ale jako Europejczyk, musi odkrywać Grecję ciągle na nowo, bo ta macierz jest ciągle żywa, ciągle odświeża i inspiruje.

Podróż do ojczyzny Homera

Pani Karolina Lanckorońska to postać piękna i szlachetna. Zapisała się w dziejach naszej ojczyzny swoją nieugiętą postawą i wielką troską o zachowanie dziedzictwa kulturowego Polski. W czasie wojny działała w AK, więziona była w obozie w Ravensbriick, otrzymała nawet wyrok śmierci. Po wojnie pozostała na emigracji w Rzymie, by nadał służyć Polsce i Polakom. To właśnie z jej inicjatywy bezcenne zbiory należące do rodziny Lanckorońskich zostały przekazane do Polski, głównie do Warszawy i Krakowa. Wśród znakomitych dzieł sztuki na plan pierwszy wysuwają się dwa obrazy Rembrandta, które podziwiać można na Zamku Królewskim w Warszawie.

Dla Pani Karoliny kultura europejska była chlebem powszednim, Mateusz FABISZAK  ponieważ wyrosła w takim domu, w którym do dzieł sztuki podchodzono z pełnym znawstwem i smakiem. Wiedza ta została uzupełniona studiami z zakresu historii sztuki. A studiowała na Uniwersytecie Wiedeńskim i na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, gdzie uzyskała stopień docenta. W przypadku takich osób, na takim poziomie, warto jest poznać opinię w sprawach istotnych właśnie dla kultury, wychowania, edukacji.

Tym razem zapytajmy, co Pani Karolina Lanckorońska sądziła na temat znajomości starożytnej greki. Jesienią roku 1964 wybrała się w krótką podróż doItaka (Fot. Magazyn Polski)Itaka (Fot. Magazyn Polski) ojczyzny Homera. Tam właśnie zauroczona miejscami, których nazwy przypominały o wielkich postaciach, wydarzeniach, dziejach, uświadomiła sobie, że wchłanianie kultury greckiej musi być oparte na znajomości języka greckiego. W innym bowiem przypadku ten cudowny świat ukazujący źródła naszej kultury, widzimy jak przez szybę, nie do końca realnie, a przecież to właśnie realny kontakt najbardziej człowieka ubogaca. Pani Karolina notowała: «... raz jeszcze odczułam, jak biedne jest pokolenie, które na Grecję może tylko patrzeć przez szybę, nie znając języka! Jak niezmiernie uprzywilejowani jesteśmy my, dla których Iliada była największym przeżyciem poetyckim młodości, a trochę później obcowaliśmy z Edypem czy z Antygoną nie mniej bezpośrednio niż dziś z bohaterami Shakespeare’a». Pełny kontakt z bogactwem zawartym w dziełach Homera jest niemożliwy bez znajomości tego języka, w którym zostały napisane, a nawet skomponowane, jeśli weźmiemy pod uwagę rytm języka greckiego i jego melodię. Każde tłumaczenie na inny język idzie mniej lub bardziej własnym torem, nie jest w stanie oddać dokładnie i w całości tego, co zawiera tekst oryginalny. Ba! Zrozumie to dopiero ten, kto już poznał nieco greki, kto zaczął mierzyć się z tłumaczeniami, kogo olśniło znaczenie słów polskich, które gdzieś daleko pochodzą z greki. A tymczasem to właśnie język oryginału usuwa tę szybę, która nie pozwala nam ani dotknąć, ani przeżywać smaku tego świata, jaki ukazuje język grecki.

Pani Karolina kontynuowała: «Jasne, że nie cała młodzież tak reagowała, ale dostępne było to szczęście dla wszystkich, a dziś ten język i te przeżycia stały się egzotycznym nieomal rezerwatem, prawie jak sanskryt lub język hebrajski ». Stała się rzecz straszna: podstawowy język leżący u źródeł naszej kultury zachodniej, język, w którym wypowiadali się geniusze poezji, literatury, nauki i filozofii, stał się dla Europejczyków językiem «egzotycznym». A nie chodzi tu o to, by oceniać i szacować inne języki, który lepszy, lecz chodzi o to, który z języków leży u naszych źródeł, naszej kultury. A jest to właśnie greka, a nie hebrajski czy sanskryt. Tymczasem ta cudowna greka straciła należne sobie miejsce w kulturze i edukacji, stała się językiem egzotycznym, lokalnym, znanym tylko garstce specjalistów. I to jest właśnie tragiczne z punktu widzenia perspektyw zachowania ciągłości naszej kultury. Bo w efekcie kolejne pokolenia nie wiedzą, kim są, a także zacieśniają pole samoświadomości, które potrzebuje odpowiedniego pola widzenia. Tak właśnie podsumowywała swoje myśli Pani Karolina: «To oderwanie młodych od korzeni naszej kultury straszliwie zacieśnia ich widnokrąg i czyni płytkim ich wykształcenie». I dodawała: «Wspomnienie bowiem przeżyć, które ta lektura dała, pozostaną na zawsze w pamięci i w duszy, jeśli sam język w dużej mierze w późniejszym życiu idzie w zapomnienie » (Notatki z podróży do Grecji, Warszawa 2004, s. 53n.).

Wartości, jakie zawiera kultura grecka są absolutnie niezbędne w rozwoju duchowym każdego Europejczyka. Ale aby z tych wartości czerpać, trzeba choć przez pewien czas obcować z językiem greckim, który jest kluczem otwierającym wrota do tych cudownych komnat Homera, Pindara, Safony, Platona, Arystotelesa. Oby więc greka wróciła do szkół, choć na chwilę…

Piotr Jaroszyński

Magazyn Polski, nr 6, czerwiec 2019

Our website is protected by DMC Firewall!