FELIETONY-WYWIADY

WITAM PAŃSTWA NA MOJEJ STRONIE AUTORSKIEJ

      PIOTR JAROSZYŃSKI  

"Sic vive cum hominibus, tamquam deus videat; sic loquere cum deo, tamquam homines audiat" Seneka



 





 





 





 





 

 

W większości współczesnych państw demokratycznych różnica między polityczną lewicą a polityczną prawicą nabiera coraz większej ostrości. W Stanach Zjednoczonych ta ostrość jest podgrzewana przez media głównego nurtu, które, jak zwykle, popierają lewicę (liberalnych Demokratów), a przeciwstawiają się prawicy (konserwatywnym Republikanom).

Współpracując z lewicowymi politykami, media te chcą przekonać wyborców, że każda kampania negatywna nie jest obywatelska, nie jest fair, a nawet nie jest moralna. Media same ustanowiły się sędziami, tyle że niestety ich wyroki zazwyczaj są posłuszne rozkazom płynącym od politycznej lewicy.

Więc co tak naprawdę, a nie tylko medialnie należy do kategorii „obrzucania błotem”? Ogólnie biorąc, obrzucanie błotem polityków obejmuje takie działania, jak zamach na ich reputację, celowe przedstawianie fałszywego obrazu ich głosowań, stanowiska czy wypowiedzi, i skupianie się na niemających politycznego lub ideologicznego znaczenia wydarzeniach z ich życia osobistego. Inny sposób, w jaki politycy i posłuszne im media obrzucają przeciwników błotem, polega na bardzo ostrym krytykowaniu ich ideologii z zamiarem takiego wpłynięcia na wyborców, żeby uznali, że każdy, kto popiera stanowisko polityczne w ramach tej ideologii, jest moralnie zepsuty. Ale przecież to nie jest obrzucanie błotem, jeśli w odniesieniu do politycznie poprawnych polityków przytacza się po prostu ich głosowania albo ujawnia się ich autentyczne polityczne wpływy zdobyte dzięki bliskim kontaktom osobistym.

Ukryć prawdę

Chociaż lewica z pewnością się z tym nie zgodzi, ale większość tych, którzy dziś w Stanach uprawiają obrzucanie błotem, wywodzi się z lewicy. Media głównego nurtu posiadają olbrzymią władzę, władzę wzmacniania lewicowej ideologii i popierania lewicowego programu politycznego. Następujące przykłady pokażą, jak lewica obrzuca błotem, a jest to częste i ma olbrzymi wpływ w skali całego państwa.

Jako samozwańczy sędziowie oceniający, na czym polega nieobywatelskość kampanii negatywnej, media zadecydowały, że przypomnienie głosowania jednego z ich faworyzowanych polityków w sprawie, której się przeciwstawiają, kwalifikuje się do kategorii obrzucania błotem. Na przykład, jeśli senator stanu Illinois Barack Obama w roku 1997 wstrzymał się od głosu w związku z prawem zakazującym częściowej aborcji, to polityczna strategia ukrycia jego obecnego sprzeciwu wobec tego zakazu polega na tym, że eksponuje się to, iż on przedtem przecież nie głosował przeciwko.

Później, w latach 2001-2003, Obama głosował trzy razy przeciwko Aktowi Illinois Ochrony Urodzonych Dzieci (Illinois Born Alive Infant Protection Act). Gdy to straszne głosowanie zostało przypomniane w roku 2008 i 2012 podczas kampanii prezydenckich, media głównego nurtu oskarżyły przeciwników Obamy o prowadzenie kampanii negatywnej. Media uznały stanowisko przeciwników Obamy, którzy twierdzili, że głosował, by umożliwić dzieciobójstwo, za próbę szkalowania, za wyraz chęci szkodzenia jego reputacji. Dziennikarze wmawiali, że to głosowanie w ogóle nie powinno być przypominane lub kwestionowane.

W związku z okrutną praktyką tzw. aborcji przez częściowy poród pozostaje lewicowa interpretacja sprzeciwu prawicy wobec Obamacare [projekt opieki zdrowotnej], w ramach którego kobiety mają otrzymać refundację kosztów związanych z kontrolą urodzin, w tym również za pigułkę poronną (morning after pill). Media posłuszne rozkazom Demokratów oznajmiły, że każdy polityk, który przeciwstawia się Obamacare, uczestniczy w skandalicznej z punktu widzenia moralnego „wojnie przeciwko kobietom”; jest moralnie skażony, bo jest przeciwko kobietom i narusza prawa kobiet.

Media wspierają Demokratów w ich ataku na reputację ideologicznych przeciwników, a przecież to jest właśnie jak najbardziej nieludzkie obrzucanie błotem.

I ty zostaniesz rasistą

Medialne obrzucanie błotem dla poparcia Obamacare nie zatrzymuje się tylko na zarzutach o „wojnie przeciwko kobietom”. Dyskredytuje się też moralnie tych polityków, którzy przeciwstawiają się Obamacare, podając takie zarzuty jak ten, że kto jest przeciwko Obamacare, jest przeciwko biednym, a nawet że jest rasistą. Media są nieustępliwe w swej negatywnej, wypełnionej błotem kampanii na rzecz Obamacare.

Poza tzw. reprodukcyjnymi prawami kobiet mediom udało się także zmienić język potoczny, odnoszący się do innych spraw, dzięki czemu mogą wspierać swoją ideologię i polityków, którzy ją wyznają. Głównie dzięki sile wpływu mediów zostało już w Stanach przyjęte, by kogoś, kto przeciwstawia się związkom osób tej samej płci, określać mianem „homofoba”. Ale zwróćmy uwagę, że „fobia”, zgodnie z tym, co wyjaśnia psychologia, jest lękiem irracjonalnym. Jest to krańcowy strach, który nie występuje u normalnych, racjonalnych ludzi; fobia jest to z punktu widzenia psychologicznego strach chaotyczny. Dla tych mediów więc oskarżenie jakiegoś polityka, który ma racjonalne i moralne powody, aby sprzeciwiać się związkom osób tej samej płci, o to, że jest homofobem, to tak jakby uznanie go za kogoś, kto w jakimś stopniu jest psychicznie zwichrowany, a nawet szalony.

Czy może być bardziej bezczelne obrzucanie błotem?

Fabrykowanie zarzutów

Lewicowe media odrzucają jako negatywną każdą kampanię, w której próbuje się ukazać związki Obamy z wpływowymi kręgami bliskimi mu politycznie. Na przykład, chociaż przez 20 lat brał on udział w nabożeństwach w kościele pastora Jeremiasza Wrighta, a wielebny Wright chrzcił dzieci Obamy, media agresywnie forsują tezę, że Obama tak naprawdę nic nie wiedział o wątkach antyamerykańskich zawartych w kazaniach wielebnego Wrighta. Czcigodny Wright to oczywiście radykalny kaznodzieja, który ogłosił, że Stany Zjednoczone zasługują na to, co stało się 11 września w związku z atakiem terrorystycznym, i że nie obowiązuje hasło „Boże, błogosław Amerykę” („God Bless America”), ale „Boże, potęp Amerykę” („God Damn America”).

W przypadku Mitta Romneya, z drugiej strony, media skupiały się przez wiele dni w czasie kampanii w roku 2012 na niewiele znaczącym wydarzeniu z jego przeszłości. Zdarzyło się bowiem, że Romney włożył swojego psa do reklamówki i przyczepił go na dachu samochodu, aby pies zażył w czasie jazdy nieco świeżego powietrza. Chociaż psu nic się nie stało, media oskarżyły Romneya o okrucieństwo wobec zwierząt, a wspomniany incydent miał być znakiem jego nastawienia przeciwko prawom zwierząt i w ogóle przeciwko ideologii ochrony środowiska. Niewiarygodne, sfabrykowane obrzucenie błotem, za które media nigdy nie odpowiedziały.

Wraz z zataczającym coraz szersze kręgi wpływem lewicowych mediów standardy etyczne kampanii politycznych są nie tylko łamane, ale wręcz jawnie przeinaczane. Tradycyjne procedury demokratyczne są coraz słabiej rozpoznawalne, ponieważ pokryte są grubym mułem wyprodukowanym przez media. Chyba już tylko dokładne „przepranie ośrodków” władzy za sprawą elektoratu, czyli zwykłych ludzi, może oczyścić nasze skalane demokratyczne państwo.

Prof. Thomas Michaud tłum. Piotr Jaroszyński


Autor jest filozofem i etykiem. Wykłada na West Liberty University w USA.

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd