FELIETONY-WYWIADY

WITAM PAŃSTWA NA MOJEJ STRONIE AUTORSKIEJ

      PIOTR JAROSZYŃSKI  

"Sic vive cum hominibus, tamquam deus videat; sic loquere cum deo, tamquam homines audiat" Seneka

Polonia ma lepsze spojrzenie na politykę polską niż nasi rodacy w kraju. A to dlatego, że Polonia mając własne środki przekazu, zwłaszcza w dużych aglomeracjach, takich jak choćby Chicago, nie jest poddawana dzień i noc praniu mózgu tych „ogłupiarek”, które w Polsce tworzą coraz bardziej zwarty front propagandowy zarówno media publiczne, jak i prywatne. Polonusom nie mieści się w głowie, żeby media publiczne zarządzane były przez partie polityczne, bo to stanowi zaprzeczenie istoty mediów, jako publicznych, a tym samym zobowiązanych do obiektywności i reprezentatywności. Wystarczy opuścić kraj choćby na tydzień, by uświadomić sobie, że mamy do czynienia z ręcznym sterowaniem, że dziennikarze coraz bardziej stają się tubami propagandowymi określonych partii doprowadzając własny zawód i sumienie do zwyrodnienia. Jeśli tak jest, to tym bardziej osoby głodne wiadomości i polemik powinny korzystać tylko z mediów nie podlegających centralnemu zarządzaniu.

W polonijnych mediach chicagowskich porusza się dziś swobodnie szereg tematów, których w Polsce nie uświadczy się ani na antenie radia czy telewizji, ani na łamach gazet. Czymś normalnym jest tu mówienie o życiu religijnym, bo ono stanowi integralną część życia polskiego. Czymś „zwykłym” jest mówienie o patriotyzmie, bo Polak jeśli jest Polakiem, nie może nie być patriotą. Czymś codziennym jest komentowanie skandalicznych wręcz wystąpień i zachowań władz polskich, z prezydentem i premierem na czele. Na tym polega demokracja, że można i należy o tym, co bulwersujące mówić publicznie, ale zachowując odpowiedni poziom kultury wypowiedzi. U nas demokracja polega na tym, że do głosu dopuszczane są głównie osoby związane z ośrodkami władzy, a ich niska kultura wypowiedzi przekracza wielokrotnie barierę dźwięku. Ale mając monopol medialny odbierają nie tylko innym prawo głosu w ramach debaty publicznej, ale również odbiorcy nie mając skali porównawczej myślą, że tak właśnie ma być i że taka jest Polska.

Otóż Polska taka nie jest! Prawdziwa Polska jest nieporównywalnie ciekawsza, bogatsza i piękniejsza. A gdy weźmiemy pod uwagę Polonię, to spotkamy tu ludzi, którzy są namacalnym dowodem na to, że można w życiu wiele osiągnąć i w sensie zawodowym, i w sensie finansowym, pozostając w duszy Polakiem, człowiekiem prawym i szlachetnym, wrażliwym i dzielnym. Bo emigracja choć niejednokrotnie wiąże się z ciężko zdobytym chlebem, to jednak otwiera wielkie pole aktywności, niejako zmusza do niej, bo na obczyźnie trzeba dawać sobie radę, przedzierać się, przebijać, zdobywać to, co wydaje się początkowo niemożliwe. W ten sposób ludzie twardsi wyrabiają w sobie siłę charakteru, która skierowana na dobre cele, przynosi piękne owoce.

Emigracja leczy z obcego nam ideowo i mentalnie socjalizmu, który wszystko obiecuje rozbrajając człowieka z ambicji zdobywania samodzielności. Człowiek zamiast uparcie dążyć do celu, czeka aż państwo mu coś da. A państwo mając do czynienia ze społeczeństwem rozhartowanym i miękkim, owszem, daje, ale wypowiadane ustami rządzących polityków puste obietnice. Ludzie to kupują, bo już są bezsilni, bo już sami nie potrafią walczyć o swoje. I w ten sposób tworzy się symbioza politycznych naciągaczy z bezradnym społeczeństwem.

Kiedy z Panem Stanisławem wyruszamy jachtem na jezioro Michigan, a czarne wieżowce „downtown” błyszczą w porannym słońcu, mamy czas na rozmowę. Opowiada mi o tym, jak po wojnie musiał ukrywać się „w lesie”, bo komuniści polowali na Polaków, chcąc ich uwięzić lub pozabijać. Zabijali setkami, tysiącami, jak zwierzynę łowną. Musiał więc uciekać. Takich jak on uciekły setki, tysiące. To byli ludzie odważni, z charakterem. Nie mogli pracować dla Polski, a w Polsce nie można ich było spotkać. A oni byli, zachowując pamięć i ciągłość takiej polskości, której urok jaśnieje po dziś dzień. Zimą – mówi pan Stanisław – popłynę na Karaiby, tam jest taniej i cieplej. Spotkam kolegów, choć nie wszystkich, bo wielu z nich już odeszło. Wyszliśmy z portu, umilkły silniki, podniesiono żagle, a na samej górze załopotał biały orzeł.

Piotr Jaroszyński

HEADER 

Zbyszek Drzewiecki
0 # Zbyszek Drzewiecki 2010-10-01 16:42
A na tym malowniczym, żeglarsko wędkarskim zdjęciu to który z tych panów jest z biednej i gnębionej niedostatkami Polski a który z nich mieszka w zamożnej i cierpiącej na przejedzenie Hameryce?
Zbyszek Drzewiecki
+2 # Zbyszek Drzewiecki 2010-09-29 08:01
Tekst prof. Jaroszyńskiego opisuje rzekome, coraz większe zaangażowanie Polonii w sprawy kraju. Uważam, że jest ono stale takie same, tzn. ogromne. Na nieszczęście dla prawdziwych Polaków, którzy zamieszkują w Ojczyźnie,
polsko języczna "władza" potrafiła to zawsze umiejętnie dla siebie wykorzystać. I tu też się nic nie zmieniło. Od 1945 (z małymi tylko wyjątkami), dyplomacja PRL-u i jej gorliwi następcy, wiedzą doskonale jak tym zapleczem kierować i je, z korzyścią dla siebie, drenować.
Stypendia Fulbrighta czy inne, starannie przygotowywane, zagraniczne wymiany akademickie i artystyczne są częścią tej całej, misternie planowanej, "polskiej", pożal się Boże, polityki zagranicznej.
PS:
Niestety, a może stety, ale GTA nie jest moją Mekką. Zresztą czy w dobie dobrodziejstwa, rozsądnie używanego internetu, ma to jakieś znaczenie?
Ważne, że jest nas, Polaków podobnie myślących, znacznie więcej niżby się tego toważydostwo spodziewało.
I tak trzymajmy.
Ewa
+2 # Ewa 2010-09-30 17:07
w zupełności zgadzam się z Panem. W ciągu ostatnich 10 lat nastąpiło szczególnie agresywne wyniszczanie Polski i Polaków. Nie ma wśród moich znajomych nikogo kto tego nie widzi.
Nie wiem czy czytał Pan kiedyś A. Schopenhauera "Erystyka -czyli sztuka prowadzenia sporów", niewielka książeczka, polecam (bardzo pomocna jest ona w zrozumieniu działań obecnego rządu, TVN, Wyborczej i naszego stypendysty Fulbright Marcinka)
Zbyszek Drzewiecki
+2 # Zbyszek Drzewiecki 2010-09-29 05:57
Trzeba przyznać, że gdyby nie było na świecie Marcinów i im pochodnych, nigdy byśmy się nie dowiedzieli ile w naszej Ojczyźnie dzieje się dobrego.
W zapracowaniu człowiek nie dostrzegałby więc i nie doceniał wysiłków rządu, który coraz to bardziej wytrwale i skutecznie pielęgnuje narodowe tradycje i powiększa społeczny dobrobyt.
Zapewne wrodzony takt nie pozwala Marcinowi wspominać tylko o czyje konkretnie tradycje ten rząd tak wytrwale zabiega i o jakiego to narodu dobrodziejstwa się rozchodzi.
Zważywszy więc wysoką nadwyżkę budżetową naszej gospodarki a także dorównujacymi jej poziomem społeczną słuzbą zdrowia i pozostałych budżetówek (o rosnącej potędze naszych sił zbrojnych i ogromnych sukcesach polityki zagranicznej nie wspominając) - wychodzi na to, że ino patrzeć tej nowej, plemiennej wspólnoty. Nożem chrzczonej.
Zbyszek Drzewiecki
+3 # Zbyszek Drzewiecki 2010-09-28 05:30
Czy byłabyś uprzejma Ewo rozwinąć nieco tę doktrynalnie udawadnianą prawdę. Chociaż wyczuwam w Tobie (jeśli pozwolisz na spoufalanie się) bratnią duszę, moje pojęcie prawdy dalekie jest od osadzania jej w doktrynie. Pachnie mi to trochę wykładnią z Murzasichla o trzech prawdach:
1. święta prawda,
2. tyz prawdo,
3. g.... prawda.
Pełna zgoda co do Prymasa Tysiąclecia i Błogosłwaionego Jerzego Popiełuszki.
Jakbym mógł dorzucić jeszcze kilku swoich kandydatów to byłby wśród nich ks. Tadeusz Fedorowicz i Cyprian Norwid, ten, który odrzucał światłocienie.
Moim ulubionym Polakiem pozostaje jednak Henryk Sienkiewicz.
Pozdrawiam,
Zbyszek
Ewa
+2 # Ewa 2010-09-28 19:23
@yahoo.ca, może niedaleko GTA area. Doskonale widzę rozumiesz doktrynę. Obecna nie tylko w Polsce ale i świecie oparta jest silnie na #3 i rozsądni ludzie wybierają #2 bo nie jest realne osiągnięcie #1. A tak na poważnie(nie wiem dlaczego nie ma czegoś takiego w Polsce) to dobrze jest ujęte w FAQ #1(As a member of the Catholic Church, what am I supposed to do?)
www.archtoronto.org/about_our_faith/FAQ.html
Generalnie to jedynie kościół oparty jest na 'wolnej woli', a demokracja na jej wykluczaniu. Chyba tylko nasz ukochany i radosny pan Marcin tego nie widzi.
Marcin
-3 # Marcin 2010-09-28 23:36
To może wspólnota plemienna będzie lepsza od demokracji ... ??? Nie jestem specjalistą w temacie ... ale widzę szansę ... cała władza w ręce PIS ... będzie idealna dyktatura ;-)
Ewa
+2 # Ewa 2010-09-27 17:56
dotyczy wypowiedzi p.Zbyszka Drzewieckiego
Stefan
+3 # Stefan 2010-09-25 01:01
Masz rację Marcinie. Kto by pomyślał, że w PRL-u, pardon w III RP,ktoś mógłby jeszcze ośmielić się kwestionować wolność i demokratyczność wyborów.
W kraju raju na takich zuchwalców przygotowane były nawet specjalne miejsca odosobninia, zwane podobno psychiatrykami (niech się wytłumaczy, że nie jst wielbłądem albo zającem). Wolni i madrzy Polacy sami głosowali sobie (a jakże, z klasą)na swoich demokratycznie, ma się rozumieć, wybranych prezydentów i premierów. I tak: Bieruta (vel Tomasza), Jaruzela (vel Wolskiego), Wałęsę (vel Bolesia), Oleksego (vel Olina), Kwacha (vel Kata i Alka), Milera (vel Minima)czy wnuczka, którego dziadek służył w Wehrmachcie. Mam nadzieję, że wystarczy dla gościa z klasą. Z braku miejsca nie wymieniam wszystkich. Jeżeli jesteś Marcinie specjalistą od pewnych chorób, to nie zaszkodzi jeszcze poczytać sobie trochę polskiej historii. Nie boli, zapewniam. Rozumiem, że na medycynie tego nie uczą.
Marcin
-3 # Marcin 2010-09-28 13:50
Czytanie niestety przychodzi mi z coraz większą trudnością ... to może przez te cholerne komputery :-). Ale to historia niedaleka więc wystarczy, że sięgnę pamięcią ... Wystraszyłem się tych agenturalnych zarzutów bo sam zostałem tak nazwany w wątku powyżej. Powtarzasz zasłyszane półprawdy i gó... prawdy, jak pisze poniżej Zbyszek. Jak łatwo jest o kimś napisać, że jest agentem i podać pseudonim ...
Niestety, jak wspominałem to typowe reakcje ... oskarżenia i opluwanie. Na szczęście jak pokazują ostatnie wybory społeczeństwo się z tego głośno śmieje.

Our website is protected by DMC Firewall!