FELIETONY-WYWIADY

WITAM PAŃSTWA NA MOJEJ STRONIE AUTORSKIEJ

      PIOTR JAROSZYŃSKI  

"Sic vive cum hominibus, tamquam deus videat; sic loquere cum deo, tamquam homines audiat" Seneka

Wszyscy studenci Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, także ci studiujący kulturoznawstwo, uczestniczą w obowiązkowych wykładach z filozofii. Dlaczego są one tak ważne? Czy bez filozofii można prawidłowo studiować kulturę?
- Filozofia w sensie klasycznym pozwala rozumieć ostateczne podstawy rzeczywistości, w tym również podstawy bycia człowiekiem. Żadna z nauk w ten sposób do swojego przedmiotu nie podchodzi, bo bada tylko pewien wycinek rzeczywistości i to, co jest wtórne, a nie pierwotne. Powstaniu filozofii w świecie greckim towarzyszyły też narodziny terminologii naukowej, która następnie stała się dziedzictwem wszystkich cywilizacji, które potrafiły docenić znaczenie prawdy jako prawdy. Kulturoznawstwo, które nie odwołuje się do prawdy o rzeczywistości i prawdy o człowieku, jest ideologią. I taką też wartość czysto ideologiczną posiada kulturoznawstwo wywodzące się z marksizmu, a uprawiane obecnie w formie zwanej postmodernizmem na wielu uczelniach nie tylko polskich, ale i zagranicznych. Dlatego młody człowiek, wybierając kulturoznawstwo jako kierunek studiów, musi dokładnie zobaczyć, co to jest za kulturoznawstwo, czy aby nie jest to zawoalowany marksizm.

Panie Profesorze, jaką kulturę powinni zatem poznawać młodzi ludzie? Klasyczną?

- Słowo "klasyczny" pochodzi z łaciny. Classicus to przedni, najlepszy. A więc chodzi o to, żeby młodzież poznawała najlepszą kulturę. Kulturę z najwyższej półki, a nie kulturę piwniczną, kulturę masową, popkulturę, gdyż te ostatnie człowieka po prostu degradują, bazując na najniższych instynktach i odruchach. Natomiast kulturą wysoką, rzutującą na powstanie i rozwój kultury zachodniej, były kultury grecka, rzymska i chrześcijańska. Te kultury trzeba poznać, żeby rozumnie uczestniczyć w kulturze europejskiej poprzez jej narodowe odgałęzienia. To dotyczy również klasycznej kultury polskiej, która jest jedną z najwspanialszych odmian kultury zachodniej. Obowiązkiem młodych Polaków jest poznawanie kultury klasycznej w takim właśnie rozumieniu, bo to jest ich kultura, bo ta kultura jest zagrożona, bo tę kulturę wyprowadza się ze szkół i placówek kulturalnych jak choćby teatr czy muzeum, bo tę kulturę próbuje się nawet niszczyć za pomocą antykultury.
W tym miejscu warto przypomnieć o jeszcze jednym zagrożeniu. Opierając się na zasadzie "omne ignotum pro magnifico" (wszystko, co nieznane, wydaje się nam wspaniałe), próbuje się młodzież wabić do różnych sekt orientalnych lub pseudoorientalnych, bo tam ma być ukryta prawdziwa mądrość. Tymczasem jest tak, że ta młodzież poddawana jest praniu mózgu i demoralizacji, zrywa kontakt z rodziną, narodem i chrześcijaństwem, by zostać wyprowadzoną na manowce. Łatwo się w tym wszystkim pogubić czy wręcz zagubić, jeśli nie posiada się odpowiednich kryteriów. Takich kryteriów dostarcza właśnie kultura klasyczna.

Wyjątkową cechą WSKSiM jest fakt, że jej studenci w ramach zajęć poznają kulturę narodową ze szczególnym uwzględnieniem jej chrześcijańskich korzeni. Czy to właściwy kierunek? 
- Chrześcijaństwo jest nie tylko wiarą, ale również przebogatą kulturą. Dziś tak jak próbuje się zepchnąć Kościół do zakrystii, czyli wyeliminować z życia publicznego, tak chrześcijaństwo próbuje się zredukować do fideizmu, czyli do odczuć. A przecież życie publiczne wymaga wiary i moralności, by nie stało się polem, na którym wyżywają się złoczyńcy. Podobnie nasza wiara potrzebuje wielkiej kultury umysłowej, a taka została zapisana przez geniuszy zwanych Ojcami i Doktorami Kościoła. To dziedzictwo trzeba przypominać, poznawać, analizować, bo nadal zachowuje swoją aktualność, czyniąc nas nie tylko bardziej pobożnymi, ale i mądrzejszymi.

Panie Profesorze, proszę powiedzieć, w jaki sposób rozpoczęła się Pańska wieloletnia współpraca z WSKSiM?
- Za ideą WSKSiM stoi Radio Maryja, którego dyrektor o. dr Tadeusz Rydzyk uświadomił sobie, że kryzysu Polski nie uleczy sama rozgłośnia i jej wierni słuchacze, lecz że trzeba podjąć szereg inicjatyw, które by pomogły w sposób systematyczny formować społeczeństwo, w tym szczególnie młode pokolenie, które najbardziej narażone jest na utratę miłości do Boga i Ojczyzny. Bo przecież bez takich fundamentów wszelka praca, zwłaszcza w szerokim wymiarze społecznym jak media, polityka, kultura, może służyć złym celom. Dlatego właśnie powstanie szkoły było odpowiedzią na bardzo konkretne zapotrzebowanie środowisk, które czują się odpowiedzialne za Kościół i Polskę. A ponieważ współpracowałem już wcześniej z Radiem Maryja (od 1995 r.), będąc profesorem KUL (jako kierownik Katedry Filozofii Kultury), chętnie przyłączyłem się do tego projektu.

Co sprawia, że mimo trudu dojazdów nadal dzieli się Pan Profesor swoją wiedzą ze studentami podczas wykładów?
- Każdy rocznik studentów to odrębne pokolenie, które musi zdobywać wiedzę od nowa. Jak lekarz nie wyleczy pacjenta raz na zawsze ze wszystkich chorób, lecz każdą chorobę leczy od nowa, tak i nauczyciel nie nauczy wszystkich roczników za jednym zamachem, lecz musi każdego roku przekazywać wiedzę, by leczyć z niewiedzy. A poza tym każdy rocznik jest inny, co sprawia, że nawet tę samą wiedzę przekazuje się nieco inaczej. W sumie jeśli ktoś lubi zawód wykładowcy, to jest to zajęcie nie tylko pasjonujące, ale również doniosłe, bo przecież formujemy człowieka, materiał najszlachetniejszy.

Dzięki ogromnemu zaangażowaniu Pana Profesora w murach toruńskiej uczelni odbywają się międzynarodowe kongresy gromadzące naukowców z prestiżowych zagranicznych uczelni. Skąd ich idea i jakie plany na przyszłość?
- Te międzynarodowe kongresy to wielka sprawa, właściwie nawet unikatowa. Nie są to bowiem zwykłe kongresy akademickie, które dziś weszły w fazę kryzysu, i to na całym świecie. Na większości kongresów są prelegenci, ale brakuje... słuchaczy. Nawet studenci nie przychodzą, więc uczeni mówią sami do siebie. Natomiast tu mamy formułę otwartą, dzięki mediom, czyli Radiu Maryja i Telewizji Trwam, te wykłady docierają do zainteresowanych nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Druga rzecz to dobór prelegentów. Chodzi o to, żeby to byli ludzie, którzy nie tylko mają coś do powiedzenia, ale którzy robią to w sposób kompetentny, komunikatywny i interesujący. I znowu na wielu kongresach naukowych głos zabierają oczywiście specjaliści, ale jakże często są mało komunikatywni albo nieciekawi. I po trzecie, dobieramy naszych prelegentów tak, aby należeli do autentycznie katolickich elit swojego kraju albo nawet kontynentu. Albowiem główna idea kongresu to szukanie odpowiedzi na pytanie o miejsce katolicyzmu w życiu publicznym we współczesnym świecie, katolicyzmu, który nie daje się uśpić, zawłaszczyć, zniszczyć. Do tej pory poruszaliśmy tak ważne tematy jak katolicy a edukacja, katolicy a media. Najbliższy kongres, który odbędzie się w dniach 26-27 listopada br., będzie dotykał sprawy niezwykle aktualnej: katolicy a polityka. Nasi prelegenci będą próbowali ukazać ze swojej perspektywy, jakie szanse, ale i jakie zagrożenia związane są z zaangażowaniem się katolików w życie polityczne. Dowiemy się, jak to wygląda np. w Australii, Chile czy w Anglii.

Panie Profesorze, wróćmy jeszcze na chwilę do kulturoznawstwa. Czy studiowanie tego kierunku to tylko szansa na zdobycie atrakcyjnego wykształcenia, czy może ono dać coś więcej?
- Kulturoznawstwo oparte na filozofii i kulturze klasycznej przyczynia się do rozwoju naszego człowieczeństwa, promieniując na innych, którzy otwarci są na ten posiew prawdy, dobra i piękna. Nie ma na tym świecie rzeczy ważniejszej niż człowiek, a w człowieku jego prawidłowy i pełny rozwój. Wszystko inne jest tylko środkiem, zarówno sprawy materialne, jak i technika czy nauki szczegółowe. To wszystko ma służyć człowiekowi, natomiast to, kim jest człowiek i jaki jest cel jego rozwoju i życia, zarówno w wymiarze doczesnym, jak i nadprzyrodzonym, pomaga nam odsłonić kulturoznawstwo, które korzysta z filozofii klasycznej, z kultur klasycznych, a także z teologii chrześcijańskiej.

Dziękuję za rozmowę.

NASZ DZIENNIK, Sobota-Niedziela, 31 lipca - 1 sierpnia 2010, Nr 177 (3803)

HEADER 

Krzysztof z Łańcuta
0 # Krzysztof z Łańcuta 2010-08-30 13:12
A raczej antysztuka pozbawiona treści,operująca najczęściej samą formą,lub znakami jest nakierowana na snobistyczne bezrefleksyjne "elity",które mają wpływać na ogłupianie reszty odbiorców.Taka działalność"artystyczna" jest na rękę samym "twórcom" ze względu na korzyści materialne,oraz programistom nowego bezrefleksyjnego świata.Te cechy są najbardziej widoczne w dziedzinie plastyki.

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd