Felietony-wywiady

Na grobie powstańca styczniowego na cmentarzu parafialnym w Porozowie (rej. swisłocki) fot. Irena Waluś (Magazyn Polski)Na grobie powstańca styczniowego na cmentarzu parafialnym w Porozowie (rej. swisłocki) fot. Irena Waluś (Magazyn Polski)Styczeń to miesiąc, w którym wracamy pamięcią do jednego z największych polskich powstań, jakim było powstanie styczniowe. Ogłoszono je 22 stycznia 1863 roku. Ciągnęło się prawie przez dwa lata, bo do jesieni roku następnego. Zostało przegrane, a bilans przegranej był tragiczny: około 30 tysięcy zabitych, dziesiątki tysięcy wywiezionych na Syberię, tysiące zarekwirowanych majątków, zagrabione lub zniszczone dobra kultury. 

Można powiedzieć, że cena powstania była wysoka, i co więcej, jej skutki odczuwamy do dziś, mimo że od tamtego czasu minęło ponad 156 lat.

Bardzo często nasze powstania, w tym powstanie styczniowe, oceniane są doraźnie, pod kątem wymiernych strat. Wówczas powstanie jawi się jako czysty nonsens, bo po co wywoływać powstanie, jeśli nie prowadzi ono do zwycięstwa, a straty przynosi nieodwracalne. Tak też i dziś wielu publicystów czy nawet historyków o powstaniu styczniowym wypowiada się bardzo negatywnie.

Oceny takie nie są pozbawione pewnych racji, ale najpierw trzeba ustalić, jaka intencja przyświeca temu, który powstanie krytykuje. Przecież nie wydostaliśmy się jeszcze z oparów polityki historycznej, jaką pozostawili nam zaborcy i komuniści, gdzie chodziło właśnie o to, żeby Polacy samych siebie oceniali jak najgorzej, żeby przy każdej okazji wytykać im nieudolność lub bezmyślność. W przypadku wydarzeń historycznych o bardzo złożonym tle, nie jest to trudne, bo można nie tyle fałszować fakty, co je odpowiednio dobierać, zmieniać proporcje albo po prostu rzeczy dla nas korzystne przemilczeć, a drobne i szkodliwe nagłośnić. Taka propaganda ma swoje głębsze cele, bo chodzi przede wszystkim o to, żeby Polacy z niechęcią odnosili się do swojej przeszłości i do swoich przodków, a co za tym idzie, aby tej przeszłości coraz lepiej nie poznawali.

Prymas Tysiąclecia kard. Stefan WyszyńskiPrymas Tysiąclecia kard. Stefan WyszyńskiA przecież to powinno cechować człowieka, który ma swoje korzenie, który wie, kim jest, że nieustępliwie i dociekliwie zanurza się w historię, która jest jego historią, jego rodziny i jego narodu. Naszą historią jest właśnie powstanie styczniowe, które wcale nie było aż tak dawno, by nie dotrzeć doń nawet przez przodków we własnej rodzinie. Mowa oczywiście o Polakach, bo nie można zapomnieć tych, którzy na przykład dzięki temu, że Polacy za udział w powstańczym zrywie karani byli utratą majątku, mogli ten majątek przejąć z nadania carskiego, by z pozycji nowego „ziemiaństwa” w dowód wdzięczności prowadzić akcję depolonizacyjną.

Historię trzeba nie tylko poznawać, ale trzeba ją poznawać dokładnie, bo w innym wypadku łatwo ulec manipulacji nie tylko na poziomie wiedzy, ale głównie na poziomie oceny. Dlatego zanim, siedząc wygodnie przed telewizorem lub czytając w ciepłym kącie gazetę, potępimy naszych powstańców, oczywiście z „wielką odwagą i słusznym oburzeniem”, spróbujmy choćby na chwilę wrócić myślami i wyobraźnią do tamtych czasów, gdy realnie groziło nam wynarodowienie. Naszym zaborcom, i to nie tylko caratowi, ale również Prusom i Austrii, chodziło przede wszystkim o odebranie nam naszego narodowego ducha, by z polskością raz na zawsze skończyć. Kto nie jest Polakiem, ten tego i dziś nie zrozumie, ale kto jest Polakiem, ten rozumie, co to jest ofiara i jaki jest jej najgłębszy sens.

Prymas Tysiąclecia, kardynał Stefan Wyszyński, w stulecie powstania styczniowego tak wyjaśniał: „Powiedzą ludzie roztropni: ale powstanie się nie udało. Czy nie lepiej było żyć spokojnie w pracy organicznej, budować, naprawiać drogi, uprawiać ziemię [...]? O, nie samym chlebem żyje człowiek i nie samym chlebem żyje naród, ale wszelkim słowem, które pochodzi z ust Bożych. I chociaż dłonie przyłożone są do pługa, to jednak człowiek musi pamiętać, że gdy nogi jego brodzą w ziemi rodzimej, głowa wznosi się wysoko, a serce wyrywa się do czegoś jeszcze więcej” (27.01.1963). Nie tylko człowiek musi pamiętać, naród też.

Carską drogą? 

Od czasu do czasu wraca temat wysokich zarobków, jakie są udziałem osób uprzywilejowanych, takich jak choćby szefowie lub członkowie rad nadzorczych czy euro posłowie. Są to zarobki nie tylko wysokie albo bardzo wysokie, i co więcej, pozbawione racjonalnego uzasadnienia. Bo dlaczego prezes jakiejś rady nadzorczej ma zarabiać niebotyczne krocie. Oczywiście finanse to zawsze temat drażliwy, budzi najczęściej zazdrość lub zawiść, więc trudno o obiektywizm. Ale mimo wszystko coś budzi niepokój, gdy naruszona jest proporcja w stopniu tak olbrzymim.

Przede wszystkim należy jednak odpowiedzieć na pytanie: jaki jest cel szafowania przez władze takimi sumami? Bo przecież chodzi o pieniądze publiczne, a nie prywatne! Czy aby czasem nie wchodziła tu w grę forma państwowej albo międzynarodowej łapówki? – jeśli przez łapówkę rozumieć będziemy chęć pozyskania i utrzymania przychylności albo wręcz podporządkowania sobie pewnych osób.

Można tu znaleźć pewną logikę, która ma swój precedens w naszej historii. Było to w czasie zaborów. Postacią, która z jednej strony potrafiła zachować do końca swoje okrucieństwo, a z drugiej okazać wielki gest – był car. Upoważniała go do tego pozycja pierwszego po Bogu (samodzierżawie). Car wielu wyroków skierowanych przeciwko Polakom, którzy mieli śmiałość brać udział w powstaniach, dopilnowywał osobiście. Ale też osobiście lubił promować i uzależniać od siebie osoby utalentowane, które wysoko cenił. O jednym z takich carskich posunięć wspomina Janina Korolewicz-Waydowa. Na przełomie XIX i XX w. należała do grona największych sopranistek świata, występowała na najsłynniejszych scenach, jak londyńska Covent Garden czy nowojorska Metropolitan Opera, u boku takich sław jak Szalapin czy Caruso. Nic więc dziwnego, że zwróciła na siebie uwagę samego cara, który za pośrednictwem swego sekretarza zaproponował jej stały angaż do carskiej opery w Petersburgu. Było to zarazem wyróżnienie, jak i zaszczyt, o czym wielu śpiewaków mogło tylko pomarzyć. Były to też olbrzymie pieniądze. Jeżeli wówczas za 30 rubli mogła utrzymać się przez miesiąc pięcioosobowa rodzina, to nasza artystka otrzymała propozycję 60 tys. rubli rocznie, płatny trzymiesięczny urlop wakacyjny i możliwość występowania w innych teatrach w okresie wielkopostnym, a także możliwość dorabiania na występach gościnnych do tysiąca rubli za wieczór. Od takich warunków i takich sum faktycznie można było dostać zawrotu głowy, kontrakt wręcz sam prosił się o podpisanie. A jednak nasza bohaterka poprosiła o godzinę do namysłu, by, jak to wyjaśniła, poradzić się męża.

Janina Korolewicz-WaydowaJanina Korolewicz-WaydowaWyszła na zewnątrz, przywitał ją słoneczny, ale mroźny dzień. Przed teatrem stała kibitka, czyli mały i bardzo niewygodny pojazd, w którym z ledwością mieściły się dwie osoby. Pani Korolewicz kazała się wieźć na wprost po jednej z wielkich ulic stolicy Rosji. Wspominała później: „Rysak ruszył z miejsca i pędził przed siebie jak wicher! Mróz smagał mnie po twarzy, a w myśli przelatywały tysiączne obrazy całej klęski naszego narodu: powstanie, na którego opowiadaniach wychowałam się, pięciu braci stryjecznych mojej Matki, Teraszkiewiczów, rozstrzelanych przez Kozaków, trzyletnie więzienie Ojca mego w Cytadeli warszawskiej... A dziś – ja miałabym rozpocząć występy w carskim teatrze, gdzie może kazano by mi zaśpiewać Żyzń za caria. Dreszcz jakiś przeleciał przez całe moje ciało. Pomyślałam sobie, że wtedy prochy mojego Ojca obróciłyby się chyba w trumnie! Decyzja została podjęta, woźnica usłyszał, że ma wracać: abratno. Nie minęła godzina, a dyrekcja opery otrzymała odpowiedź – odmowną, bo... mąż się nie zgodził” (J. Korolewicz- -Waydowa, Sztuka i życie. Mój pamiętnik, Wrocław 1969, s. 95-96).

Ten carski gest niejedna władza lubi powtarzać, nawet wtedy, gdy nie ma już caratu, ale intencje pozostają te same: zjednać sobie tych, którzy albo dla władzy są potencjalnym zagrożeniem, albo mogą stanowić jej ozdobę. Angaże, wyróżnienia, medale, dyplomy, nagrody, a w czasach bezrobocia, dobra praca, a właściwie dobre stanowisko i... mało pracy: jak to wszystko może być smakowite. Wystarczy jeden podpis lub nawet kiwnięcie głową i już po wszystkim, bo mamy wszystko, no może prawie wszystko. Bo po jakimś czasie przychodzi refleksja, gdy widzimy wyraźnie, że dla ważnych stanowisk i wysokich apanaży staliśmy się czyjąś własnością i to na zawsze.

prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Magazyn Polski, nr 1, styczeń 2020

Twarz, sylwetka, mundur, szabla, lanca i koń – ułan polski, którego rozpoznamy na każdym obrazie lub zdjęciu. Mina marsowa, sylwetka wyprostowana,...

Od czasu do czasu przewija się w mediach debata poświęcona zawartości kanonu lektur szkolnych. Wywołują ją najczęściej decyzje ministra, mocą...

Jedną z najbardziej niesamowitych postaci pod względem nie tylko zdolności artystycznych, ale przenikliwej inteligencji, był Zygmunt Krasiński...

Z prof. dr. hab. Piotrem Jaroszyńskim, kierownikiem katedry Filozofii Kultury Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego oraz wykładowcą w Wyższej Szkole...

Proces budowania w Polsce antycywilizacji opartej na antydekalogu powoli zbliża się do końca. Na przykazanie: „Nie klam!" państwo odpowiada:...

We wspomnieniach Mój ostatni oddech Luis Bunuel, jeden z bardziej znanych reżyserów filmowych, zwierza się, że w zachowaniu heretyka zawsze...

Nierzadko zdarza się nam podziwiać obraz, na którym wymalowano szkaradną postać diabła, zdeformowaną twarz człowieka, czy pole bitewne gęsto zasiane...

Nie ma dnia ani godziny, aby w którymś ze światowych mediów nie wracano do tematu faktycznych lub rzekomych nadużyć seksualnych w Kościele. Do tego...

Z dr. hab. Piotrem Jaroszyńskim, profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wykładowcą Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w...

Gender a filozofia Ideologia gender, jak każda ideologia, opiera się na założeniach filozoficznych. Ale ponieważ filozofia jest dziedziną bardzo trudną, więc o...

Nowe nazwy ulic: 4421 W świecie spotykamy różne systemy oznaczania ulic. Najprostszy jest chyba system amerykański, gdzie równolegle biegnące ulice (streets) przecinają...

Prowadzić piechotą W polskim świecie honor miał wymiar moralno-religijny. Książę Roman Sanguszko deklarując, że w powstaniu listopadowym wziął udział z wolnej i niczym...

Pytanie o rolę seniora w rodzinie wielopokoleniowej nie jest pytaniem łatwym, głównie ze względu na to, że zmianie ulega sam model rodziny a wraz z...

W 1990 roku ojciec prof. Mieczysław Krąpiec napisał niewielką książeczkę pt. Suwerenność – czyja? (Łódź). Był to czas przemian, gdy dla wielu upadek...

Gdy w czasie wędrówek po Europie zwiedzamy muzea, zawsze uderza nas bogactwo zbiorów. Możemy obejrzeć dzieła takich mistrzów jak Rembrandt, Rubens,...

Totalitarne zagrożenie Święty Jan Paweł II był niezwykle wnikliwym obserwatorem i demaskatorem zagrożeń, jakie noszą ze sobą dzisiejsza cywilizacja, jej kultura i nauka....

Aby zrozumieć wprowadzaną obecnie reformę edukacji, nie możemy jej traktować jako dzieła autorskiego pani minister. To nie mgr Katarzyna Hall...

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie lustracji nie uciął komentarzy i to nie tylko w środowisku dziennikarskim, ale także wśród najwyższych...

Nowa Lewica – pokonać Kościół Wariant sowiecki komunizmu nie sprawdził się, ale czy to znaczy, że wiara w komunizm w ogóle znikła? Nie. Ta wiara przetrwała, tyle że na Zachodzie...

Różne happeningi, których autorem jest poseł Platformy Obywatelskiej i szef jednej z komisji sejmowych, dr Janusz Palikot, oraz wywiady, jakich...

Gender: rozbiór słowa Inwazja gender na Polskę została sprytnie obmyślona. Chodzi bowiem o zapanowanie nad społeczeństwem katolickim, w którym Kościół jest żywy i ciągle...

Misterna konstrukcja regulacji prawnych, cynizm samego pomysłu, lekceważenie Rodziny Radia Maryja wskazują na to, że poseł Jan Filip Libicki sam...

Choć 22 lipca kojarzy nam się ciągle z tzw. świętem ludowym, to jednak jest jeszcze inny 22 lipca, o którym warto pamiętać. Otóż, 22 lipca 1942 r....

Bliska Kolumbia Z okien samolotu stolica Kolumbii - Bogota (do roku 2000 jej pełna nazwa brzmiała Santa Fé de Bogota), przedstawia się bardzo malowniczo, ale nie...

Z profesorem Piotrem Jaroszyńskim, kierownikiem Katedry Filozofii Kultury Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Piotr...

Bilans stanu wojennego Stan wojenny miał miejsce ćwierć wieku temu. W międzyczasie Polska zrzuciła jarzmo komunizmu, i, jak to często słyszymy, odzyskała wolność; więc...

Kult nowości i oryginalności przyczyni się do postępu w wielu dziedzinach, np. w technice czy naukach szczegółowych. Latamy samolotami i...

Bóg ma twarz ubogich Do kapłanów, osób konsekrowanych i świeckich archidiecezji [Buenos Aires] Rozdzierajcie serca wasze, a nie szaty. Wróćcie już teraz do Pana, waszego...

Nasz obraz komunizmu ukształtowany został pod wpływem bardzo wyrazistych form przemocy, takich jak: rewolucja, więzienia, łagry. Tymczasem komunizm...

W cywilizacji łacińskiej prawo do własności prywatnej traktowane było jako rozumne dopełnienie prawa naturalnego (Tomasz z Akwinu, S.Th., II—II, 66,...