Felietony-wywiady

WITAM PAŃSTWA NA MOJEJ STRONIE AUTORSKIEJ

PIOTR JAROSZYŃSKI

"Sic vive cum hominibus, tamquam deus videat; sic loquere cum deo, tamquam homines audiat" Seneka


Mariusz Zaruski (1867-1941)Mariusz Zaruski (1867-1941)Józef Konrad Korzeniowski nie był jedynym pisarzem, którego przywołał z głębi lądu zew dalekich mórz i oceanów. Postacią jakże malowniczą, a zarazem bohaterską, był generał Mariusz Zaruski. 

Warto do tej postaci wrócić, zwłaszcza że i on padł ofiarą sowieckich wywózek Polaków na Syberię i w głąb ZSRR, jakie miały miejsce przed 80 laty.

Popatrzmy choćby na twarz generała. Od razu dostrzegamy w niej te polskie rysy, które można by z powodzeniem przyłożyć do bohaterów powieści Sienkiewicza, takich jak Kmicic lub Wołodyjowski. Skrzące energią i inteligencją spojrzenie, śmiejące się policzki i obowiązkowy polski wąs. Już ta twarz, nie mówiąc o sprężystej postawie – to był właściwie wyrok. Bo jak można tak się prezentować, elegancko, pięknie i szlachetnie? Wzory bolszewickie nakazywały co innego: człowiek, który wedle ideologii marksizmu był ewolutem małpiszonów, powinien wyglądać jak kartofel i nosić się jak worek kartofli. A tu ktoś taki dostojny, że aż dech zapiera. Nie ma nawet co się pytać, kim jest i co robi, to widać. Takiego prosto do wagonu i na Sybir! Bo to jest typowy polski pan.

Jak zaczęła się przygoda Mariusza Zaruskiego z morzem, ta wielka przygoda? Było to w kilka lat po upadku powstania styczniowego. Generał wspominał: „Przez palisady zaborców, którymi Polska była ogrodzona, dotarła ona do białej wsi podolskiej w postaci małej książeczki mającej tytuł „Przygody Robinsona Crusoe”. Skrzypieniem drewnianego okrętu napełniła ciche pokoje kresowego dworku, huczała za oknami w nocy wzburzonymi falami Morza Karaibskiego i na drewnianej łyżce ze złamaną rączką, kazała odbywać dalekie podróże po ogrodowym strumyku szerokości pół metra, drżeć wraz z załogą łyżki, złożoną z drobnych kamyczków... [...] Zakołatała ta przygoda do drzwi zaścianka, ukrytego w bieli wiśniowego kwiecia...” (Z harcerzami na Zawiszy Czarnym, Warszawa 1958, s. 68). A więc taka była sceneria: kresowy dworek na Podolu w Dumanowie, niedaleko Smotrycza, który wpadał do Dniestru. Tam właśnie w roku 1867 przyszedł na świat i pierwsze lata spędził Mariusz Zaruski, marząc o wyprawach na dalekie morza, które widział tylko oczyma wyobraźni.

Choć marzenia te zaczęły się spełniać, gdy rodzina przeniosła się do Odessy, to wkrótce został zaaresztowany za udział w polskich organizacjach, takich jak Liga Polska i Sokół, by najpierw spędzić kilka miesięcy w więzieniu, a następnie zostać zesłanym do Chersonia na pięć lat, pod ścisłym nadzorem.

W Chersoniu, który był miastem portowym, zdarzyła się rzecz niezwykła: Zaruski, choć był zesłańcem, zwrócił się do gubernatora z prośbą o możliwość pływania na żaglowcach.

Gubernator zdziwił się, bo jakąż może mieć gwarancję, że ten Polak przy lada okazji nie ucieknie. Zaruski odpowiedział: daję słowo honoru Polaka, że wrócę. Gubernator się zgodził, Zaruski pływał i wrócił.

Musimy pamiętać, że czasy carskie nie były jednak aż tak barbarzyńskie, jak czasy sowieckie, a Polacy w wielu środowiskach cieszyli się nawet wielką estymą. Ale świadomie na to pracowali. Jak czytamy we wspomnieniach innego zesłańca „w murach więzienia i poza murami brat nasz wiedział, że jest więźniem politycznym, że jest Polakiem, więc stał na straży honoru wszystkich. Szanowano ich z tego powodu wszędzie” (Z. Starorypiński, K. Borowski). Polacy pamiętali o podstawowej zasadzie: jakim ciebie widzą, takim piszą wszystkich twoich rodaków. Tej zasady przestrzegali nasi zesłańcy i więźniowie, a czy dziś przestrzegają jej nasi rodacy jako wolni ludzie przebywając za granicą?

Co dalej działo się z Mariuszem Zaruskim? Było to życie pełne przygód, wielkich idei i ofiarności. Z zesłania Zaruski trafił nie nad kolejne morze, ale do Zakopanego, w nasze Tatry, które wówczas nie znały jeszcze inwazji turystów. Zaruski nie tylko zakochał się w tych pięknych górach, ale był inicjatorem wspaniałych przedsięwzięć, dzięki czemu nazywano go „hetmanem Tatr”. Do najważniejszych zaliczyć należy powstanie TOPR, czyli Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, które w ciągu stu lat swojego istnienia ocaliło niejedno życie zabłąkanego turysty lub pechowego narciarza. To była idea, którą Mariusz Zaruski przeprowadzał z całą konsekwencją i z osobistym poświęceniem, bo sam brał udział w wielu wyprawach ratunkowych.

Gdy w 1914 r. wybuchła wojna, a wraz z nią ożyły nadzieje na odzyskanie przez Polskę niepodległości, Zaruski wstąpił najpierw do piechoty, a potem do kawalerii. Był to pierwszy pułk ułanów ze słynnej Pierwszej Brygady. Zaczynał od stopnia szeregowca. Ale ponieważ dał się poznać jako żołnierz inteligentny i odważny, a brał udział we wszystkich bojach legionowych, potem w roku 1919 w walkach o odzyskanie Wilna, awanse szły szybko. W roku 1920 został pułkownikiem, a w roku 1923 generałem brygady. W latach 1923-1926 był generalnym adiutantem prezydenta Rzeczypospolitej Stanisława Wojciechowskiego.

Gdy przeszedł w stan spoczynku, zwolniony z obowiązków wojskowych, generał mógł powrócić do swej wielkiej pasji, jaką było morze. Ale tym razem nie chodziło już tylko o własne przygody, lecz o to, by Polacy zrozumieli, jak ważną sprawą dla ich przyszłości jest otwarcie się na morze, posiadanie własnych statków i okrętów czy też upowszechnianie sportów wodnych wśród młodzieży. To generał Zaruski reaktywował Komitet Floty Narodowej, to on był przez pierwsze lata kapitanem Zawiszy Czarnego, na którym harcerze polscy zdobywali szlify marynarskie. Mimo podeszłego wieku nie ustawał w czynnej pracy dla Polski, kierując się, jak mawiał, ku słońcu.

W sowieckim systemie nie było miejsca dla takich osób. Dlatego, prawdopodobnie 10 grudnia 1939 r., został wraz z żoną zaaresztowany we Lwowie przez NKWD. Żonę zesłano do Kazachstanu, a jego do Chersonia, tam, gdzie już kiedyś był za młodych lat. Tylko że z tego zesłania już nie wrócił, zmarł z wycieńczenia. Wielki społecznik i pisarz, taternik i marynarz, żołnierz i dowódca, zawsze aktywny i wierny Polsce. Do końca.

Chopin i Sobieski

Większość z nas lubi patrzeć na góry. Bo trudno nie odczuwać zachwytu, gdy po długim pobycie na nizinach, udajemy się w kierunku gór i nagle, gdzieś na horyzoncie, ukazują się zarysy potężnych masywów. Jest w tym jakiś odwieczny majestat, który nas samych każe widzieć w pomniejszonych proporcjach. Tak jest, gdy zbliżamy się do Tatr lub gdy przebywając choćby w Calgary widzimy, przy dobrej pogodzie, niekończące się pasmo Gór Skalistych, choć dzieli nas od nich aż 50 kilometrów; albo gdy wpływamy na rzekę Frazer, obfitą w łososie i jesiotry, nie możemy się nadziwić białym szczytom Alp Amerykańskich, które wyrastają nieomal wprost z wody. Bywają też góry szczególne, do których przylgnęło imię jakiejś znanej postaci. Taką jest na przykład Góra Królowej Bony w Krzemieńcu, na którą codziennie jako młody chłopak patrzył Juliusz Słowacki. Taką górą jest też Kahlenberg w Wiedniu, który przypomina o sławetnym zwycięstwie Jana III Sobieskiego, bo to stamtąd w roku 1683 nasz król przypuścił atak na armię turecką, by ją rozbić na proch.

Portret Fryderyka Chopina autorstwa Marii Wodzińskiej. 1836 r.Portret Fryderyka Chopina autorstwa Marii Wodzińskiej. 1836 r.W malarstwie utrwalono wiele scen tej niezapomnianej bitwy, ukazując rozmaite stroje, rynsztunek, broń, chorągwie, namioty, ludzi i zwierzęta, cierpienie, wysiłek, a wreszcie rozpacz przegranych i radość zwycięzców. Bliższe lub dalsze od prawdy, sceny te pozostały. Nie zachowały się natomiast... dźwięki. I nie chodzi tu o krzyk lub jęk, ale o coś znacznie szlachetniejszego, o coś, czego nawet swym geniuszem nie mógł wyczarować mistrz nad mistrze. Pisał w jednym z listów, patrząc właśnie na Kahlenberg: „... wszystkie bym tony poruszył, jakie by mi tylko ślepe, wściekłe, rozjuszone nasłało uczucie, aby choć w części odgadnąć te pieśni, których rozbite echa gdzieś jeszcze po brzegach Dunaju błądzą, co wojsko Jana śpiewało”. Większość z nas myśląc o tamtej bitwie pamięta albo suche daty albo ma w oczach jakiś obraz, ale chyba nikt nie upomina się o dźwięki. A przecież to właśnie pieśnią rycerstwo nasze zagrzewało się do boju. Jak to musiało brzmieć, gdy tysiące zdolnych do wszelkiego poświęcenia, bo w obronie chrześcijaństwa, mężów grzmiało na cały głos. Jakie to musiało robić wrażenie. Jakie to musiało być wielkie i potężne, że kto wie, czy nadal nie błąka się po brzegach Dunaju. Tylko jak to znaleźć? Jak usłyszeć?

Niesamowite było marzenie Fryderyka Chopina, on bowiem jest autorem zacytowanego fragmentu listu do rodziców, gdy jako dwudziestolatek znalazł się w Wiedniu i patrzył na Kahlenberg nie dla widoku, lecz dla muzyki. Usłyszeć śpiew tryumfu polskiego wojska, a nie jęki skazanych lub ciszę obojętnych. Śpiew tryumfu – jakie to potrzebne, jak ważne, jak cudowne.

Chopin był niezwykle wrażliwy na punkcie swojej polskości, i z całą świadomością, a nie tylko czułością, tę polskość przywracał muzyce. Odcinał się od lansowanego już wówczas poglądu, że artysta musi być kosmopolitą. Pisał: „... Malfatti na próżno się stara mnie przekonać, że każdy artysta jest kosmopolitą. Choćby i tak było, to jako artysta jestem jeszcze w kolebce, a jako Polak trzeci krzyżyk zacząłem” (do Elsnera, 29.01.1830). Pisał tak młody człowiek, który jako artysta wcale nie był ciągle w kolebce, bo przecież za nim było już wiele skomponowanych utworów, takich jak Rondo á la Krakowiak, Koncerty fortepianowe f-moll op. 21 i e-moll op. 11, nie mówiąc o niezliczonych występach, w tym zagranicznych. Pisał przez skromność i miłość do Polski.

Postawa Chopina i jego muzyka zadają kłam nie tylko ideologii artystycznego kosmopolityzmu, ale co więcej, pokazują, że kultura polska jako właśnie polska posiada w sobie uniwersalną wielkość. Jakiż to ignorant, by nie powiedzieć bęcwał, mówi pogardliwie o polskim zaścianku. Przecież arcydzieło naszej poezji, „Pan Tadeusz”, to właśnie jest zaścianek! Daj Boże, aby dzisiejszy magister, doktor, ba! profesor, potrafił tak pięknie i czysto mówić i pisać, jak przedstawiciele naszego zaścianka. A sam Chopin urodził się w arcyskromnym, wiejskim dworku – w Żelazowej Woli. Ale dworku, w którym odciśnięta jest jak w miniaturze wielka kultura polska, chrześcijańska, rzymska i grecka. Dworek to nie jest kurna chata, ohydny, socjalistyczny blok czy nowobogackie bezguście. To jest zawsze perełka, pałacyk, świątynia. Ten nastrój i to zauroczenie udziela się wszystkim, którzy tam trafią; trzeba tam być, aby zrozumieć. Tak jak trzeba pojechać do Bohatyrowicz, aby dotknąć cudu polskiego zaścianka, gdy w dole wije się Niemen…

Musimy sobie uświadomić, że dla nas, Polaków, wielkość biegnie przez Polskę. Nie poza nią ani obok niej, ani, co chyba najgorsze, przeciwko niej. Tylko poprzez kulturę polską możemy rozpoznać tkwiący w nas potencjał, nasze zdolności, talenty. Ale tej kultury trzeba dotknąć, ona nie może być abstraktem, czyli w tym wypadku pustym słowem. Obrazy trzeba oglądać, muzyki trzeba słuchać, pejzaż podziwiać, poezję trzeba czytać, dramat wystawić... i bawić się rozmową. Tak, my za mało bawimy się rozmową.

prof. dr hab, Piotr Jaroszyński

Magazyn Polski, nr 3, Marzec 2020

Świat ekonomii i biznesu jest tajemniczy i zarazem drażliwy. Wielu z nas odnosi wrażenie, że jest on moralnie brudny, ponieważ jest to świat...

W pocie czoła Człowiek nie może żyć bez pracy. Nie chodzi tu jednak o pracę jako źródło dochodu, ale o pracę jako aktywność, którą podejmujemy w sposób...

Z profesorem Piotrem Jaroszyńskim, filozofem, kierownikiem Katedry Filozofii Kultury na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim oraz członkiem Rady...

W czasach sowieckiego komunizmu walkę z religią prowadzono głównie w imię nauki i postępu. To nauka miała dowodzić, że Boga nie ma, a kult Matki...

Gender: szturm feminizmu Prawdziwa kariera gender rozpoczęła się wówczas, gdy do głosu doszły feministki. Chodziło już nie o leczenie jednostek chorobowych, ale o zupełnie...

Jak przekonuje profesor Piotr Jaroszyński, to, jaka będzie Polska i Europa, czy ocaleją narody i czy chrześcijaństwo zachowa swoje należne miejsce,...

Jaka edukacja elit? Jedną z bardzo potrzebnych reform jest reforma systemu edukacji. Chodzi bowiem o to, aby odzyskać polskie elity, które w czasie wojny były...

"Feliks Koneczny jest niezastąpiony tam, gdzie pojawia się pytanie o tożsamość Zachodu" - podkreśla w książce "Przywracanie pamięci" prof. Piotr...

Pojęcie cywilizacji bizantyńskiej zostało wypracowane przez jednego z najwybitniejszych, choć ciągle mało znanego polskiego myśliciela Feliksa...

Gender i dzieci Głównym przedmiotem ataku ze strony ideologii gender są dzieci. Bo to właśnie one mają mieć zmienione wyobrażenie na temat płci, w tym również...

Cenzura była przez pięćdziesiąt lat narzędziem trepanacji polskiej świadomości. W zaborze rosyjskim na każdej publikacji była przybita pieczątka:...

Józef Conrad – szlacheckie korzenie W tym roku przypada 160-lecie urodzin pisarza, z tej okazji Sejm RP ustanowił rok 2017 Rokiem Josepha Conrada-Korzeniowskiego. Dziesięć lat temu...

Wiek XIX był dla naszego Narodu czasem politycznej niewoli, ale równocześnie był to okres jakiegoś niesamowitego wzlotu polskiej kultury. Tak jakby...

Współcześni gladiatorzy Masowe media, zwłaszcza radio i telewizja, otwierają możliwości przekazywania informacji i obrazów na skalę wręcz niewyobrażalną i w dziejach...

Gender: fatalna pomyłka Malthusa Malthus uważał, że w momencie gdy liczba ludności będzie wzrastała w postępie geometrycznym, nastąpi krach ekonomiczny, ponieważ zabraknie żywności....

Wokół przewrotu majowego Spory o interpretację przewrotu majowego (1926) ciągną się już od lat. Wydarzenie to najczęściej ukazywane jest jako wynik despotycznych aspiracji...

Weszliśmy w okres Adwentu, coraz bliżej więc do świąt Bożego Narodzenia. Na polach wszystko już się uciszyło, uspokoiło, a grudniowa ziemia - jak...

Z prof. dr. hab. Piotrem Jaroszyńskim, kierownikiem Katedry Filozofii Kultury Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, etykiem, kulturoznawcą,...

W czasie zaborów, gdy mowa i tradycja polska były publicznie zakazane pod groźbą wyrzucenia ze szkoły czy utraty pracy, twierdzą naszej tożsamości...

Dziś jesteśmy rozpieszczani do tego stopnia, że szukamy tylko tego, co łatwe i przyjemne. Jesteśmy jak dzieci, tyle że podstarzałe. A człowiek...

Okres, który poprzedza wybory, nazywany jest czasem walki przedwyborczej. Walka ta prowadzona jest przede wszystkim w mediach. Warto zastanowić się,...

Jaki kontakt z dzieckiem Coraz więcej rodziców ma trudności w nawiązaniu kontaktu z własnymi dziećmi. Dzieci poruszają się w obrębie swojego świata, im tylko zrozumiałych...

Listu prof. dr. hab. medycyny Stanisława Lufta skierowanego do przewodniczącego Episkopatu Polski JE ks. abp. Józefa Michalika nie można pozostawić...

Istotnym elementem walki politycznej jest walka na słowa (gr. logos - słowo, machia - walka). Wykorzystuje się w niej nie tylko słuszne zarzuty i...

W polskiej tradycji związki rodzinne były rozległe i bardzo silne. Odlegli nawet krewni szukali wzajemnego poznania, odwiedzali się, a w razie...

Media – metody niewolenia Media są potężne, a ich potęga wciąż wzrasta. O tej potędze świadczy fakt, że nawet krytyka mediów dokonuje się głównie poprzez… media. Przynajmniej...

Jak odtruć historię? Przez prawie pół wieku państwo zwane PRL robiło wszystko, aby świadomość historyczna Polaków w odniesieniu do II wojny światowej była jednostronna:...

Nowa Lewica – pokonać Kościół Wariant sowiecki komunizmu nie sprawdził się, ale czy to znaczy, że wiara w komunizm w ogóle znikła? Nie. Ta wiara przetrwała, tyle że na Zachodzie...

Góry Skaliste rozciągają się około 5 tysięcy kilometrów wzdłuż zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych i Kanady. Wabią swoim urokiem i dziewiczym...

Gender i moda Gdy mowa o związku mody z gender, to w pierwszym rzędzie chodzi o sposób ubierania się. Tak się bowiem składa, że człowieka nie chroni natura i od...